Teraz jest 24 paź 2020 11:37



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Reksio i Tajemnicza Istota 
Autor Wiadomość
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 14:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
Rozdział Siedemnasty
Drzewa w tym rejonie były naprawdę duże. Żaden z bohaterów nie widział wierzchołków. Cóż, nawet nie próbowali. Byli zajęci czymś ważniejszym. Czymś, od czego zależały losy nie tyle Galaktyki, co całego Wieloświata, ba!, nawet więcej niż Wieloświata. Jednakże tego jeszcze nie wiedzieli.
Po jakże długim ataku, bohaterowie w końcu mogli wejść do Generatora Pola Siłowego. Pozostawał jednak jeden, mały oczywiście, problem. Otóż - drzwi były zamknięte na hasło, a panel był chroniony od jakiejkolwiek broni. Trzeba było więc coś zrobić. Kogut i Kretes mieli szczerą nadzieję, że tym "czymś" będzie oczekiwanie na jakiś cud, wyjście strażników, czyli w skrócie - spoczynek. Nie było im to jednak dane. Kretonka wyczuła jakoś ich cichą propozycję skrytą w sercu.
- O nie, nie możemy czekać - odpowiedziała. - Za to mam pomysł: możemy kogoś poszukać, kto by znał jakiś sposób, jak nas wpuścić...
- A ja mam lepszy! - wpadł na nowy pomysł Kretes. - Kiedyś próbowałem wejść do takiego budynku... Jeśli sobie przypomnę jak to zrobiłem, to mamy jakieś szansę...
Bohaterowie nie mieli innego wyjścia. Wszyscy usiedli i wyciągnęli coś na ząb. Indor w tym rejonie był bardzo niebezpieczny, niektórzy uważali, że nie ma bardziej niebezpiecznego miejsca w Galaktyce. Nie ze względów jakiegoś wrogiego ludu (chociaż prawdopodobnie tutaj mieszkali Wilkoni, istoty związane z konfliktem u Indorów), skupiska Mrocznej Energi (chociaż na orbicie było czuć silne zło), czy też jakichś zanieczyszczeń. Tutaj natura była niebezpieczna: drzewa często upadały bez żadnych usprawiedliwień; bagna i bajora były wręcz niewidoczne; dzikie zwierzęta były ukryte i łatwo było wpaść w ich pułapkę i takie tam podobne. Jednakże najgorsze były pewnego rodzaju muchy: wprawdzie nie atakowały nikogo, kto by nie zabił jednej z nich, ale gdy to zrobiły, zazwyczaj wychodziły zwycięsko ze starcia. Co było powodem ich przewagi? Liczebność? Jakichś trujący jad? Lepsze orientowanie się w terenie? Nie wiadomo, na pewno jednak były groźne.
*******
Imperator patrzył na swoją armię. Miliony robotów, miliony ufokur, miliony Lordów Ciemnej. On sam był Kithem. Kithowie wykorzystywali Lordów Ciemnej do wielu rzeczy. Tych drugich nie obowiązywała tradycja, działali często na własną rękę i ich celem była po prostu korzyść. Większość z nich nie było nawet kiedyś Lordami Jasnej. Tak, czy siak, ich próżność kazała im służyć komuś kto może im dać sławę, chwałę, bogactwo. Cóż, zaślepił ich mrok Ciemnej Energii. Tradycja Kithów... Miało być ich dwóch, nie więcej, nie mniej. Jeden miał mieć potęgę, drugi jej pragnąć. Imperator lekko nagiął tę zasadę, wybierając dwóch uczniów. Wiedział jednak, że Kanclerz i inny Lordowie Jasnej będą chcieli wprowadzić szpiega w jego szeregi. Teraz miał tylko jednego ucznia.
Mo wiedział, że wkrótce on będzie miał Kretona i całą Galaktykę. Ale dlaczego to wiedział? Dlaczego tego chciał? Był wcześniej bohaterem, a teraz, z nieznanemu mu powodu, porzucił to wszystko by rządzić. Ale jakoś nie chciał tego. Tak jakby nie miał wolnej woli, a jedynie służył. Służył komuś kto nim władał. Kto używał jak marionetka... Kto...
"Nie, poprawił się w myślach, on zrzucił łańcuchy słabości i służenia. Teraz my będziemy rządzili. Ku chwalę nam!"
Żołnierze byli gotowi. Wkrótce bitwa o Kreton się zacznie.
- Sir, jeśli można, podejrzewamy, że armia Szczątków Republiki rozpocznie bitwę od wysłania statków by zniszczyli blokadę. Zapewne oczekują wsparcia od miejscowych ruchów oporu, którzy buntują się przeciwko Wielkiemu Imperium Nowego Ładu. Jednocześnie ustawią linię obroną na granicy. Będą chcieli władać całą planetą...
- A ja uważam, że nie będzie blokady. Wszystkie statki wylądują na naszej części Kurana. Czy Wielki Imperialny Teleporter jest gotowy?
- Sir, rozumiemy, że mamy go wkrótce włączyć. Damy Szczątkom niebo, ale nasza armia przedrze się w inny sposób.
- Dokładnie, komandorze. Oby tak dalej, może zasłuży pan na awans.
Republika przestała nią być w oczach wszystkich istot. Nawet sami przywódcy Kretona, czuli, że zostały z niej tylko resztki. Szczątki. Coś co łatwo zniszczyć. Władali tylko jedną planetą i to w dodatku nie całą. A wszystko dlatego, że za późno pojęli niebezpieczeństwo. Uważali, że powstała sekta z korzeni Lordów Jasnej, która chcę odrodzić Kuratorium. Nim dowiedzieli się o Imperatorze, było już za późno. Miał swoją armię, kury się obróciły przeciwko inne istoty, a sam Mo był Kithem. Wkrótce Ruch do Odbudowy Kuratorium stał się Wielkim Imperium Nowego Ładu.
********
- To jaki plan masz, Korneliuszu?
- Pozwolimy im zatrzymać niebo podczas gdy sami przywołamy swoją armię przez Wielki Republikański Teleporter.
Sala zebrań Rady była dość skromna. Było tam 12 foteli, ułożone w kółko. Pośrodku stał stół z ciastkami i napojami. Najwyższy fotel należał do Wielkiego Mistrza, czy tam Kanclerza, Korneliusza. Dwa fotele koło niego należały do Arcylordów. Pozostałe należały do pozostałych mistrzów. Korneliusz był tam w postaci hologramu. Wyglądał bardzo realnie. Świadek uznałby, że jest na Kretonie. Oprócz niego nie było też Molly. Ta jednak była zajęta sprawami na Indorze. W zebraniu uczestniczyło 11 istot.
- Rozumiemy twój plan, Wielki Mistrzu. A co jeśli Imperium przewidzi nasz ruch?
- Naszym zadaniem jest jedynie spowolnienie ich na tyle, by wylądować na bezpiecznej planecie i dać szanse Molly i reszcie by zniszczyli Kość i Bazowiec.
- Imperator Kithem jest, przeciwnikiem groźnym. Lekceważyć go nie można. Zniszczyć wszystkich może. Przeciągnąć na mrok każdego z nas. A kto raz wejdzie na ścieżkę Zła, nigdy z niej nie skręca.
- Wiemy, przynajmniej kim jest?
- Znamy go. I samego siebie wybierze na ucznia - stwierdził dawny Kurator. Wszyscy rozumieli sens jego słów.
***********
Kretes delektował się właśnie frytkami. Korzystał też z ketchupu firmy "Tylne Drzwi". Trzeba było przyznać, nazwa wydaje się wręcz perfekcyjna do ketchupu.
- Tylne... Tylne drzwi? - zapytał nagle Komandor.
- Jestem przeciwny nazywania ketchupów dziwnymi nazwami, które mają za zadanie przyciągnąć klienta do kupienia ketchupu - mruknął ponuro Kogut.
- Ja tam uważam, że nazwa jest nieodpowiednia i kojarzy się z niemiłymi uczuciami - wyraziła zdanie Molly.
- Też fakt. Lepiej pasuję nazwa "Krzywy pomidor" - rzekł Wynalazca.
- Albo "Krzywy pomidor o smaku bananowym" - zachichotała kretonka.
- Albo "Śmierdzące pomidorem jedzenie".
- Albo "Jesz małego pomidora".
- Albo "Tępy Pomidor"!
I tak trwało hejtowanie biednej firmy, której wyobraźnia tak się wysiliła i wymyśliła oryginalną nazwę. Za iście, niesprawiedliwość. Widząc ich kłótnie, naoczny świadek uznałby, że są głowami jakichś państw i próbują dojść do porozumienia. A że politykę trudno zrozumieć, świadek wzruszyłby ramionami i poszedł dalej. Kto wie, może za płotem leżały bezpieczne milion groszy?
Debata jednak nadal trwała. Widać było, że te głowy to twarde sztuki. Zapewne gdzieś leżała ukryta kamera, a armie obu stron patrzyły w KreTV jak w zaczarowany przedmiot. Wystarczyłby jeden ruch by rozpocząć wojnę na jedzenie. Przecież mogliby wygrać jabłka zamiast czekolady! Cóż, niektóre armie są naprawdę szalone. Albo głupie. Albo idiotyczne. Albo...
Jednakże to nie była żadna wojna, ani tym bardziej Święta Wojna na Jedzenie. To było wspólne obrażanie firmy, która jako jedyna w dzisiejszym świecie zdecydowała się na oryginalność.
I nie robili tego żadni dowódcy, tylko Mistrz Lordów Jasnej Molly i pewien Kogut, który pochodził z wioski. A to i tak robiło się już obrzydliwe.
Kretes tym czasem postanowił zrobić sobie drzemkę w postaci zemdlenia. Obudził się gdy "debata" doszła do końca.
- Kretes, jak myślisz, co jest najgorsze w tej nazwie?
- Tylne drzwi... Tak, tak się wtedy dostałem! - rzekł szczęśliwy komandor.
************************************
- Dwie kury. To nie powinno być trudne.
- Wystarczy jedna, by ściągnęli na nas armię Imperium - oznajmiła kretonka.
Bohaterowie postanowili się naradzić. Jak mają się ich pozbyć? Jak mają ich zaskoczyć? Co mają osiągnąć?
Najlepsze będzie odwrócenie uwagi - zauważyła druga jaźń.
Reksio musiał się zgodzić i wybiegł z kryjówki.
- O nie, nie, nie! - nie mogła się powstrzymać Molly.
- YYyy... po elemencie zaskoczenia.
Dzielny Pies wskoczył szybko na pojazd kur - skuter. Wystrzelił szybko i nie odwracał się by ujrzeć efekty swojego wyczynu.
- Widziałaś to? Szybko za nim! - rzekła kura i obydwie ruszyły w stronę Reksia.
- Yyyy... powinniśmy ufać mu... - przypomniał Kretes.
Pozostali szybko ruszyli w stronę wejścia. Mieli szczęście: było otwarte. Wkroczyli.
Wewnątrz Generator Pola Siłowego był przede wszystkim dziełem sztuki współczesnej. Podłoga była ułożona z kafelków, które układały się w czarno-białej szachownicy. Na każdej ścianie było mnóstwo obrazów propagandujących Imperium. Były też rzeźby istot nieznanych bohaterom. A byli to Imperatorzy z dawnych czasów. Trzeba było przyznać, że jak na urządzenie mające być symbolem terroru, było piękne od środka. Sufit był pomalowany freskami. Przedstawiały one ważne wydarzenia dla ufokur i Kithów. Było tam przybycie Mrocznych Lordów na Planetę Wikipedia, wielka wojna z Republiką, przejęcie władzy przez kury, a także fresk symbolizujący przyszłe wydarzenie: Imperatora sięgającego po koronę. Był on zakapturzoną postacią. Jego ręka była cała czarna.
- Ładnie tu mają - przerwał ciszę Kretes.
- Taa-k...
Nagle pojawiły się roboty. Ich cel wydawał się jasny: zatrzymać ich do czasu zniszczenia ostatniego Lorda Jasnej. A na to nie mogli pozwolić.
- Zapowiada się bitwa... - mruknął pod nosem komandor i zaczął szukać sposobu na przedostatnie się dalej.

Jaki będzie to sposób?
Czy Imperator jest czarny, czy też biały?
Czy UfoKury wiedzą kto nimi przewodzi?
Tego i jeszcze więcej dowiemy się w następnym rozdziale... Jeśli w ogóle się pojawi...
C.D.N.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


15 sie 2013 17:19
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 12:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
Świetny rozdział, mam nadzieję, że kolejne takie będą. :wink: Ocena to 9/10 za parę błędów.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


15 sie 2013 17:30
YIM WWW
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 14:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota - Rozdział Osiemnasty
Rozdział Osiemnasty
Roboty zaczęły ostrzał. Czerwone promienie leciały z ich miejsca narodzenia w stronę swojego przeznaczenia - zranienia, albo unicestwienia, kilku bohaterów. Ci ostatni jednak nie chcieli by cel życiowy laserów się spełnił. Zaczęli wymijać, uciekać, bronić się amforami, szkłem, wazonami. Machiny strzelały jednak dalej. Biegli korytarzami, które zdawały się nie mieć końca. Komandor się poślizgnął. Droidy wykorzystały to natychmiast, turlając się do niego. Kret zobaczył swoje narodziny, utratę włosów, przybycie Reksia, spotkanie Molly, zamieszkanie na Podwórku i wiele więcej w ciągu paru sekund. "Film" skończył się portretem lufy. Kretes zastanowił się co robić. Ostatecznie odskoczył unikając promienia.
- Fiu... kilka sekund i byłoby po mnie - rzekł przerażonym głosem.
Zaczął biec dalej. Szybko. Prawdopodobnie jeszcze nigdy tak nie biegł. Niestety, niejednokrotnie jeszcze będzie musiał tak biec. Mijali kolejne zakręty. Generator okazał się być bardzo długim pasmem labiryntów. W końcu zobaczyli najpierw ciemny punkt, potem ciemność, a na końcu ciemne pomieszczenie. Kretes popatrzył gdzie się znaleźli. Była to dość duża sala - biorąc pod uwagę, że Generator nie jest jakiś ogromny - nie mająca żadnych dzieł sztuki. Ściany były pomalowane po prostu na czarno. Roboty popatrzyły na siebie. Jeden z nich wskazał głową wyjście. Drugi zaczął coś popiskiwać. W końcu wszystkie uciekły z pomieszczenia. Kogut popatrzył na Molly i Komandora mając obawę, że wiedzą o co chodzi, a on nie. Okazało się jednak, że cała trójka nie rozumiała zachowania robotów. Postanowili rozejrzeć się po sali. Czarna ściana, czarna ściana, otwór na gaz usypiający, czarna ściana, zamknięte drzwi...
- Gaz usypiający? - rzekł z lekka zdziwiony Wynalazca.
- Gaz usypiający! - odrzekli pozostali.
I wszyscy naraz usnęli.
*************
Tymczasem Reksio nadal leciał skuterem między drzewami księżyca Indor. UfoKury zaś nadal go goniły. Nie miały zbyt łatwo - były bowiem pieszo. Biegły po nierównym terenie, mchu, grzybach, liściach... Nie przejmowały się jednak tym. Nagle jedna z nich poczuła, że jej nogi są jakby w wodzie. Druga poczuła to samo. Rozejrzały się i ujrzały, że są w bagnie...
Dzielny Pies tymczasem pędził dalej. Niestety, długo nie nacieszył się zgubieniem strażników. Z obu stron przybyły dwa inne pojazdy z ubranymi w biel UfoKurami. Zaczęły gonić Reksia, a on mógł tylko uciekać. Miał nadzieję, że pozostali niszczą już Generator.
**************
Pewien generał wojsk imperialnych właśnie siedział na krześle przed komputerem. Nie obawiał się, że to na czym siedział się zbuntuję. Był kogutem. Jednym z tych, którzy mieli wątpliwości po tym jak Imperator zawładnął planetą War. Takich istot było kilka. Patrzyli jak ich skromną, ale najlepszą w produkowani broni, planetę podbijał nieznanej rasy nieznany wcześniej ktoś. Patrzyli jak większość obywateli zgadza się z nim i razem z nim zaczęło obalać tutejszą władzę. Chwała, potęgą, bogactwo... Obiecywał im. A może jednak miał rację? Przecież to ostatni etap w zdobywaniu Republiki - nie, poprawił się w myślach - Szczątek Republiki. Dawne państwo przegrywało w prawie każdym boju. Teraz zostało im pół planety... Ale nie byle jakiej planety. Mo się obawiał - i słusznie - ataku wojsk republikańskich na jego Imperium. Generał spojrzał na ekran. Czekało go prawdopodobnie najważniejsze zadanie w całym jego życiu. Miał przeprowadzić próbę działania Wielkiego Teleportera. Jeśli mu się nie uda, cóż, zostanie zniszczony przez Kitha. Co on mu zrobi?! Udusi, porazi ciemnością, zatruje Ciemną Energią umysł, zrobi z niego niewolnika?! Cokolwiek by go czekało, wiedział, że musi mu się udać. Kolejny raz zerknął na monitor. Wszędzie kolor zielony. Przenoszenie Cząstek Energii - jest. Teleportowanie materii - jest. Wszystko pozostałe - jest. Wszystko powinno być okey.
A więc zaczynają. Jeden przycisk wciśnięty. Pociągnął wajchę. I patrzył jak wielkie koło zaczyna lśnić białym światłem. Ci, którzy mogliby w nie spojrzeć ujrzeliby jak pojawia się zarys wiru. W końcu dwa cienie wyszły z tegoż światła. Jeden z nich należał do UfoKury. Drugi do robota bojowego.
- Sir, meldujemy, że wszystko poszło tak jak przewidywaliśmy. Machina jest w 99% sprawna. Musimy tylko zgromadzić energię, która przeniesie armię Imperatora.
- Doskonale. Zaraz powiadomię Wielkiego Imperatora Naszego Świetlistego Imperium - tak też zrobił.
Wcisnął pewien guzik, rzekł pewien ciąg koordynatów i patrzył jak pojawia się przed nim trzydziestocentymetrowy hologram.
- Generał Piett. Mogę wiedzieć, czemu mi pan przeszkadza?
Słowa te brzmiały łagodnie. Wiedział jednak, że jest to raczej rozkaz do mówienia, a nie miłe powitanie.
- Imperatorze, to co teraz robisz jest na pewno ważne, ale musisz wiedzieć, że Wielki Teleport działa.
- Działa mówisz? Wydaje mi się, że nie mówisz mi o jednym, małym szczególe.
- Brakuje nam energii. Wszystkie elektrownie należą do Republiki.
- A zatem... W czym problem? Wyślij kogoś by zdobył energię z jednej elektrowni. To jest poważna sprawa - Mo się teraz zamyślił, jakby szukał odpowiedniego słowa - admirale Piett. Nie zawiedź mnie.
Imperator się rozłączył. Cóż, pomyślał nowy admirał, mógł dać im energię na próbę, ale na pełne działanie nie? Ech... wszystko na jego głowie... Nie chciał wiedzieć co stało się z poprzednim admirałem... Z drugiej strony, miło być teraz rangę wyżej.
****************
Indor zawsze był spokojną planetą. Plemiona indorsie mieszkały koło pasm górskich. Góry zaś były niebezpiecznym rejonem. Jednakże najwięcej miejsca na planecie zajmowały lasy. Oceany zajmowały jedną czwartą, a góry jedną drugą. Bardzo obfite deszcze spowodowały, że drzewa osiągały w niektórych rejonach więcej niż 5 metry wysokości.
Przelecieli nad wzgórzem, z trudem unikając bliższego zetknięcia się z ziemią. Dzielny Pies próbował zgubić UfoKury. Niestety, leciały one tuż za nim. Czerwone promienie atakowały jego skuter. Reksio poderwał pojazd wyżej. Pościg zrobił to samo. Reksio zerknął na swoich przeciwników. Gdzie by tu ich zgubić? Minęły ostatnie pnie drzew. Teren zrobił się jeszcze bardziej pagórkowaty. W końcu dolecieli do gór. Cóż, tutaj raczej długo nie polata ścigacz leśny. Dlatego też zawrócił szybko skuter i zawrócił. Wtedy pojawił się pewien stwór na szczycie jednego wzgórza.
Ciężko było zobaczyć jakiej jest rasy, a zresztą nikt nie chciał tego wiedzieć. Wilkon z innymi współplemieńcami zrzucił głaz na pojazdy. Reksio go minął. Udało się też jednej UfoKurze. Głaz zahaczył o pojazd drugiej. Zaczął płonąć, więc skoczyła na miękką ściółkę. Skuter wleciał na drzewo. Wybuchł. Zmniejszył się pościg jednocześnie bez ofiar. Niestety, w tym samym momencie drugi szturmowiec wziął blaster i wiązka budyniu trafiła skuter Reksia. Przekoziołkował. Bohater szybko jednak uzyskał równowagę. Pędził prosto na pień drzewa. W ostatniej sekundzie zeskoczył z pojazdu. Wylądował w kałuży. Pnącza i inne roślinności zamortyzowały upadek. Ostatnim uczuciem jakiego doznał w tej chwili Dzielny Pies była wilgoć. Usłyszał zaś wybuch, a ujrzał czerwoną kule, które się zbliżała do niego. Potem była tylko ciemność...
*********************
Dwa nieloty kopały właśnie tunel pod największym mieście w historii. Kilofy równo trafiały w ziemię.
- Ech... to zadanie dla kretów. Imperator nie mógł posłać jakiegoś niewolnika rasy kreciej? - marudził pierwszy.
- Cicho bądź. Kop.
Byli gdzieś pod teleportem. Wnioskowali to z tego, że było tu masę kabli. Gdyby któryś z nich przypadkiem został zniszczony... cóż, ich śmierć byłaby najmniej czarnym scenariuszem. Jeden z nich przełknął ślinę. Byli tylko oficerami największego wojska w historii. Każdy mógł zrobić tę robotę zamiast ich - droid, kret, niewolnik, pies, inna mniejsza rasa... Imperator - albo też ten nowy admirał, który nie chce wypaść źle przy pierwszym rozkazie - wysłał jednak ich. Po co? Z drugiej strony, było to bardzo ważne zadanie. Takie za które można dostać medal od samego Lorda Ciemnej. Takie, które będzie upamiętnione w złotych tabliczkach. Takie, które zrobi im sławę, awans, bogactwo. Takie...
Albo popsują całą sprawę wysadzając w jakiś jeszcze nieznany im sposób Imperium na Kretonie.
Teraz mogli tylko kopać. Tak naprawdę bali się czegoś innego - podziemia Kretona podobno były nawiedzone przez duchy, demony, dziwne mutacje ryb, albo, co najgorsze, jakieś istoty stworzone rytuałami Ciemnej Energii. Tak naprawdę były to tylko historyjki, które były często używane przez tych, którzy chcieli dorobić na zmianach ustroju. Ci dwaj oficerowie jednak myśleli, że to prawda i na każdy dźwięk odwracali się, spodziewając się zobaczyć ostatnią twarz, którą zobaczą w życiu. Na samą myśl robili swą robotę szybciej. Jeszcze tylko 500 m...
Wreszcie dotarli do metalu. Była tam piwnica jednej z największych elektrowni na Kretonie. Jeden z nich podstawił dynamit. 9, 8, 7...
Oddali się od miejsca, w którym ma się odbyć wybuch...
6, 5, 4...
Teraz biegli mając nadzieję, że to zadziała.
3, 2, 1...
Wybuch był mniejszy niż się spodziewali. Zajrzeli. Pusto. Tak jak mieli nadzieję. Szybko weszli do piwnicy i po schodach doszli do wyższego piętra.
- Teraz tylko pozmieniać kable - szepnął jeden z nich.
Po kilkunastu zmianach, w końcu na ich technologicznych zegarkach pojawiła się liczba 100%. Potrzebna energia do załadowania teleportu jest. Podstawili machinę, która przepuści elektryczność gdy ktoś ją włączy zdalnie z terenu Imperium...
Teraz tylko wrócić tą samą drogą...
********
Około godziny 12:00 czasu standardowego, flaga na generatorze się zmieniła. Groźnie powiewającą flagę Wielkiego Imperium Nowego Ładu zastąpiła jakaś nowa. Ktoś zdobył generator i prawdopodobnie całą planetę. Wszystkie roboty - bojowe, droideki, a nawet jednostki R2 i 3-PO - i żołnierze mieli walczyć z buntownikami. Jednakże widocznie przegrali. Większość armii zapewne odleciała w czasie trwania bitwy. Tchórze. Później ktoś odpowiedni ich należycie wyda karę.
Armia buntowników musiała być spora by zniszczyć taką ilość droidów. No dobra, może to był błąd z wysyłaniem jednostek astromechanicznych i tłumaczy na pole bitwy. Tak czy inaczej, powinni jednak wygrać. Taka armia nie mogła się ukrywać przed czujnym okiem Imperium.
- Wzywałeś mnie, Imperatorze?
Ciemna ręka nałożyła kaptur na głowę władcy. Odwrócił się w stronę sługi.
- Przygotuj mój statek.
- Jak sobie życzysz, Imperatorze.
Mo wiedział kto się zbuntował i dlaczego... Ktoś znów chciał zdobyć tytuł mistrza... Ktoś jakimś cudem przeżył... Ale dlaczego Indor? Jakimkolwiek cudem wrócił, przejął generator. A to oznacza, że jego Kość i Bazowiec są możliwe do zniszczenia.
Imperator wstał z swojego tronu. Koniec uczty Ciemnej Energii. Ta bitwa była pełna strachu, gniewu, nienawiści... A one są paliwem Ciemności. Nie ważne kto wygra - każdy scenariusz należy do niego. Wkrótce pokona swojego dawnego ucznia i jego małe imperium zniknie. Wielkie Imperium Nowego Ładu zaś przetrwa. I wygra wojnę z wszystkimi, którzy się zbuntują.
W końcu nie po to Kithowie czekali tysiące lat na Wybrańca, nie?

Kim dokładnie jest ten "dawny uczeń"?
Co stało się z Reksiem, Kogutem, Molly i Kretesem?
Jak potoczy się bitwa o władzę nad Kretonem?
Tego dowiemy się wkrótce...
CDN

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


18 wrz 2013 18:28
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 12:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
Rozdział ciekawy, ale nie tak porywający jak wcześniej. Zauważyłem parę błędów, typu: "Chwała, potęgą, bogactwo... Obiecywał im.". Poza tym nie mam zastrzeżeń. Ocena to 8,5/10. Czekam na dalsze rozdziały.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


18 wrz 2013 20:53
YIM WWW
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 14:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
Rozdział Dziewiętnasty
Statek wyszedł z tunelu czasoprzestrzennego. Brakowało mu jakichś statków-ochroniarzy, ale też nie wyglądał na zwykły pojazd. Bo nie był. Maszyna Imperatora powoli wkraczała w atmosferę planety. Powolutku, ale jednak. Było spokojnie. Za cicho i za miło jak na inwazję.... czy też odbicie. Jak zwał, tak zwał.
I oczywiście nagle pojawiły się pojazdy wroga. Nie były one zbyt wielką przeszkodą. Statek Imperatora zniszczył je za pomocą najsłabszej broni, której używał - budyniu. Nie posiadały tarczy, ich pociski były za słabe. W końcu Mo wylądował w lesie. Co zresztą nie było rzeczą dziwną - pamiętajmy, że góry i lasy to najczęstszy krajobraz tej planety. Wysiadł i ruszył w stronę siedziby swojego tymczasowego i słabego wroga.
************
Tymczasem Dzielny Pies próbował powstać z swojego wypadku. Bolały go kości w wielu miejscach. Ledwo mógł wstać na nogi. Szybko jednak znów runął na ziemię. Przynajmniej nie było w pobliżu szturmowców, którzy by go zabili. Wszędzie wysokie drzewa. Utrzymywały ten niebieski ocean niedostępny dla istot śmiertelnych. Jednak tylko się tak wydawało. Tam "wyżej" było miliardy planet, a każda inna. Galaktyka... Czy kiedyś nadejdzie w niej spokój i harmonia taka jak teraz w tym lesie? Czy kiedyś zapomni się o wojnach i śmierci a zwykli śmiertelnicy będą żyli jak kiedyś bogacze? A może wtedy ich świat znów się powiększy? Odwiedzą nowe galaktyki, niezamieszkane i zamieszkane. Te niezamieszkane podbiją zanim pojawi się tam jakaś cywilizacja... A zamieszkane? Jeśli tamci też dojdą do takiego poziomu? Wydawało się w tym momencie, że nawet jeśli Wszystko będzie jak ten las to i tak znajdzie się drugie Wszystko i wojna wróci. Nie był to jednak czas na takie rozmyślania. Trzeba było wtedy znaleźć jakiś sposób by nie zostać tu na jakiś dłuższy czas. Jakaś laska powinna załatwić sprawę. Jednym, szybkim ruchem Reksio złamał gałąź i uczynił z niej kij. Wstał. Jakoś się trzymał. Nie wątpił, że przyjaciele zniszczyli już generator. Ba! Był tego całkiem pewny.
**************
Rok temu Mo zakładał swój Ruch. Nie był wtedy jedynym Kithem w Galaktyce. Miał ucznia. Bardzo ambitnego i pomocniczego. I miał zbyt duży potencjał. Gdyby dalej uczył się pod okiem swojego mistrza, być może stał by się dla niego zagrożeniem. A tylko tego brakowało w planach... Tak więc przyszły Imperator postanowił się pozbyć przeszkody. Zostawił ucznia samego na pewnym statku, który miał się rozbić na gwieździe. Jednak przeżył... Mo czuł go słabego, o wiele słabszego od chwili gdy miał się go pozbyć. Nie ważne jak przeżył - trzeba zadbać by tym razem jego ciało rozpadło się na drobne cząstki.
Imperator wyszedł z swojego statku. Dwóch ochroniarzy próbowało go zatrzymać. Prostym ruchem ręki Mo sprawił, że zaczęli się dusić. Nie martwił się już czy przeżyli, czy umarli na miejscu.
Padał deszcz. Chmury uniemożliwiały obserwację gwiazdy z planety. Krople padały na ziemię, na drzewa, na strój Kitha i na były generator pola. Drzwi ustąpiły przed istotą. Brak obrazów i dość krwawy widok wskazywało na to, że ochroniarze bronili budynku - który służył do przechowywania amunicji - do ostatniej śmierci. Przynajmniej tyle zrobili dla dobra planów. Kamery obserwowały ruchy Mo. Nie przejmował się tym, gdyż chciał być zauważony. Jego przeciwnik albo ucieknie, albo wyzwie go na pojedynek. A on go pokona i znów zawładnie Indorem. Nie ma szans by przegrał. Po tym wszystkim wydawało się, że to tylko mało znaczący urywek wątku, który nic nie znaczy. Jednakże w przyszłości mógłby stać się czymś poważniejszym. Trzeba było go usunąć. A to będzie proste...
*******************
- Co się dzieje, mój mistrzu?
- Czuję obecność, której dawno nie czułem... Mistrz.
Drzwi stanęły otworem. Zgniłe powietrze dostało się do ciemnego pomieszczenia. Mroczna postać zbliżyła się powoli do dwóch zwierząt. Jej ruchy przerażałyby nawet niewidomego. Kaptur zasłaniał jej twarz, zaś ciemne ręce były ukryte w długim rękawie. Roślina Durabile Pospolitus umarła gdy szedł koło niej. Roślina tego gatunku mogła przeżyć kilka tysięcy lat, a ta dopiero miała 100 lat. Istota zatrzymała się i spojrzała na obserwujące ją stworzenia.
- Mistrzu - odezwała się niższa.
- Widzę, że przez ten czas czułeś się bardzo dobrze.
- Zbudowałem to wszystko z nadzieją, że kiedyś docenisz mój wysiłek i będę mógł do ciebie wrócić...
Mo rozejrzał się wokół. Po krótkiej chwili odpowiedział:
- Niestety, czuję, że próbujecie mnie oszukać.
- Mistrzu...
Nim szara mysz dokończyła to słowo Imperator wyciągnął ręce. Niewidzialna siła przydusiła obydwu przeciwników do okna. Szkło zaczęło powoli pękać. W tym momencie mysz i brązowy pies czuli się jak gumowa zabawka bardzo mocno trzymana przez dziecko... Gdy ich puścił, przeciwnicy natychmiast wyciągnęli swoje miecze świetlne i ruszyli na Kitha. Ten wyciągnął swoje dwa podwójne i odpierał każdy ich atak...
***************
Nie wiedział jak go znalazł. Darth Żeberka był naprawdę zdziwiony. Tego dnia kiedy przewidział swoją śmierć, wysłał droida na pokład statku. Sam przeżył, znalazł ucznia i wyszkolił go w tradycji. Zatrudnił też specjalnych naukowców, którzy mieli przygotować dla niego 1454284048208402018401900499188492940 robotów. Chciał podbić pewną planetę. Nie wiedział jednak, że to Indor, że należy do jego byłego mistrza i że jest tutaj generator chroniący jego największą broń. Cóż, jego droidy miały podbić tą "wysepkę na morzu Galaktyki Kreta". Konsekwencji nie przewidział. Dopiero później ich doświadczył... Stał się tutaj "tamtym" by zdobyć zaufanie i dowiedzieć się jak najłatwiej przejąć wszystko.
A tutaj nagle przychodzi jego mistrz by wszystko zniszczyć... No fakt - właściwie nic nie osiągnął, ale się starał. A dobre chęci i staranie się chyba liczy, hę? Zresztą nie było to teraz dla niego ważne. Wraz z swoim uczniem łatwo pokona Mo i zawładnie całą Galaktyką.
*****************
Wtedy stała się rzecz niespodziewana. Oto wielki lord zła, Imperator, Kith spadł po prostu ze schodów. Takich czarnych. I przywalił na koniec w lodówkę.
- Serio? - zapytał niedowierzający były uczeń.
- Nie - odrzekł Mo. Otóż widać było na jego twarzy lekką fioletową zasłonkę Energii. Wiadomą rzeczą było, że w ten sposób chciał pokazać swoją wytrzymałość i poziom kontrolowanie Ciemnej Energii.
Brązowy pies ruszył na niego. Imperator nie potrzebował żadnej chwili wahania by ponownie włączyć swoją broń. Odbijał każdy atak swojego przeciwnika. Edward - bo tak miał na imię - spróbował zwalić swojego wroga z nóg przy użyciu kopnięcia nogą w miejsce gdzie ten drugi powinien mieć nogi. Niestety, Kith to przewidział i skoczył w ostatnim momencie. Pies się jednak nie poddawał - gdy zobaczył co zrobił Mo wstał na nogi. Był gotów na każdy atak z góry. Niespodziewanie usłyszał szelest z tyłu. Zanim się odwrócił, dostał mocny cios w plecy, zemdlał i runął na ziemię. Teraz Imperator mógł się skupić na swoim byłym uczniu...
*****************
Indor po - wprawdzie mało krwawym, ale jednak - nie miał więzienia. Nasi bohaterowie byli więc pilnowani w ruinach Generatora Pola Siłowego. Szturmowcy cały czas krążyli wokół związanej sznurem trójki. Żołnierzy też było trzech. Każdy z nich miał niebieski blaster. Kogut uciął sobie krótką drzemkę, Molly myślała w jaki sposób uwolnić siebie i resztę, zaś Kretes rozmyślał o makaronie.
- Zagrajmy może w pokera? - nagle odezwała się jedna UfoKura.
- Nie. Pamiętam jak ostatnio oszukiwałaś!
- Ja?! Ty!
- Ja?! Powiedziałaś nam, że Beaver nadchodzi. Wszystkie uciekłyśmy, a ty podmieniłaś karty!
- Wcale nie! To ty rozdawałaś karty i dałaś sobie karty, z których ułożyłaś pokera!
- Ożeż ty!
Zaczęły się bić. Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał. Kretonka posłużyła się trochę Energią by rozwiązać sznury. Byli wolni. Jedna tylko UfoKura, która się nie biła, chodziła dosyć... eee... głupio.
- A co pani robi? Do ministerstwa głupich kroków po dofinansowanie idzie? - zapytał się z uśmiechem na twarzy Komandor.
- Nie... Tamto ministerstwo daje za małe fundusze... Nie wiedzieć czemu ministerstwo języków obcych dostaje większe dotacje. Być może przez to, że ostatnio wydało jakiś felerny słownik, gdzie pytanie o ulubione danie jest przetłumaczone na "Tępa dzida!".
I powędrowała do sądu, gdzie miała sprawę związaną z okradzeniem Marcela Ludwika Patryka Konrada Karola Kondiego Zenka Zdzisława Wieśka Lucjana V Omunisty. To wydarzenie stało się dokładnie lub około godziny 8:65 dnia 13.13.2013 roku.
*************
Żeberka był już wyczerpany. Walczył ze swoim mistrzem od ponad dwóch godzin. Wydawało się, że Mo wcale się nie męczy. Tylko on się męczył...
- Poddaj się, zanim umrzesz! - krzyknął Imperator.
- Nigdy - odpowiedziała słabym głosem mysz.
Lord ciemności przeszedł z defensywy do ofensywy. Przestał się bronić. Teraz koncentrował się tylko na ataku. Pobierał łapczywie Ciemną Energię, która, choć męczyła jego ciało, dawała mu wręcz nieograniczoną moc do walki. W końcu zrozumiał, że teraz ta walka musi się skończyć. Zgasił broń i podniósł rękę. Wróg powędrował do sufitu. Jestem miłym uczynnym i eleganckim Traktorkiem. W życiu bym nie pomyślał o pisaniu wulgaryzmów na czacie. dłoni uderzał go o ściany. Wreszcie zakończył całość błyskawicami. Jego przeciwnik błagał go o litość.
- Żadnej litości - i zaczął jeszcze bardziej cisnąć w niego błyskawice - ale nie martw się. Nie zamierzam cię zabić.
Diaboliczny śmiech obudził brązowego psa. Widząc co się działo, postanowił uciec ukrytym przejściem. Wybudowali go razem z mistrzem. Teraz da mu życie.
Co się stanie dalej?
Czy pojawią się jakieś inne pytania?
C.D.N.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


02 lis 2013 10:23
Pod-ziemniak
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 lip 2012 10:49
Posty: 1693
Naklejki: 10
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
Powiem, że opowiadanie całkiem dobre, ciekawe i długie. Z każdym rozdziałem jest coraz lepiej. Oceniam 8/10.


03 lis 2013 09:34
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 18:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
No więc...

Dobrze, radzisz sobie świetnie. Opo jest ciekawe, podoba mi się. Wszystko piękne opisujesz. 9/10, za jakieś tam drobne błędy. Humor jest, fabuła jest, akcja jest, wszystko co potrzebne do dobrego opo. jest.

_________________
Gender? I hardly know her!


27 lis 2013 21:01
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 14:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota - Czyżby Koniec?
Od Autora
Ten rozdział kończy już opowiadanie. Cieszę się, że napisałem je. Nie jest jakieś dobre, ba, jest żenujące. Początkowo zakładałem, że będzie dłuższe. Teraz jednak je już zakończę. Dziękuję wszystkim, którzy mnie inspirowali. Opo miało być tylko wstępem do bardziej rozbudowanych opowiadań. Powstaje już jedno takie i niektórzy czytali pierwsze siedem rozdziałów. Tak, mowa o Aenigma Mundi. Czas jednak skończyć. Koniec może nie jest zbyt apicki, ale cóż...? Rozdział trochę długi, za mało opisów, narracja leży... Zresztą, zobaczycie...
Rozdział Dwudziesty
"Prawda...."
- By ją zdobyć trzeba pokonać tego, który jest twoim głównym wrogiem. Wybrać samego siebie na ucznia. Tako mówi ten, który uwięziony jest, a ty go znasz.
Mroczna burza rozpętała się na tajemniczej planecie. Pośrodku stała Fontanna, która nie wypuszczała wody, ale ucieleśnioną Ciemną Energię.
Imperator przebudził się ze snu. Wiedział już, kto wie, gdzie szukać wspomnień. Czas atakować Kreton. Nim będzie za późno.
*****************
Generator Pola Siłowego wybuchł. Reksio uśmiechnął się na ten widok. Jakże więc było jego zdziwienie, gdy za drzewem dosłownie trafił na przyjaciół. Czyżby projektant maszyny dodał do niej automatyczną autodestrukcję? Czyżby umieli ją włączyć? Czyżby znaleźli go tak szybko?
- O witaj, ko-ko, Reksiu. To ty zniszczyłeś Generator?
Dzielny Pies był teraz zszokowany. By jeszcze bardziej zwiększyć jego niepokój, autor postanowił w niemiły sposób zrzucić fortepian z drzewa... dokładnie na głowę bohatera. Nim jednak doszło do jakieś krwawej śmierci, mała, brązowa wiewiórka z nienaturalnie długim ogonem zniszczyła instrument jakimś ciosem karate z telewizji. Czyli, że oglądanie mediów ma, o dziwo, też swoje plusy. Resztki przedmiotu porozrzucały się po planecie. Bindory pewno zrobiły z nich jakiś nowy totem. Bohaterowie, nieświadomi podłego czynu autora, wzięli miotłę i ruszyli w kosmos.
*******************
Kapitan Lucjan Wąsik, krewny pewnego generała, który swego czasu służył w armii radzieckiej, właśnie sprawdzał całe uzbrojenie. Atak Imperium mógł nastąpić w każdej chwili. Należało obronić Kuran i odzyskać całą Galaktykę. Właściwie nic prostszego - droidów było naprawdę dużo. Czekały one na jego rozkazy, gotowe w każdej chwili. Uruchomiły pole obronne, by ochronić władze od pocisków z powietrza. Stamtąd najpewniej wpierw przybędą. Cisza.
W jednej chwili rozległ się odgłos potężnego wybuchu. Wroga armia ruszyła do ataku. Na jej czele stał "on". Imperator przybył.
******************
- Słuchajcie, nastąpiła lekka zmiana planów. Dobra, trochę przesadziłem. Musimy zmienić wszystkie plany. Imperator zaatakował Kuran. Musicie zdobyć Kość. Okazała się być zbyt potężna. Przebiła nasze pola ochronne. Musicie zdobyć Kość, powtarzam.
Holograficzna miniaturka Kornelka wyłączyła się. Obecna technologia umożliwiała rozmowy w każdym miejscu we wszechświecie. Było to dość niekomfortowe. Otóż, pewien kret chodzi sobie po galerii i nagle w przebieralni pojawia się hologram. Strach się bać, czyż nie?
Bez dłuższych wahań, bohaterowie wsiedli na miotłę. Ruszyli w stronę olbrzymiej broni zagłady. Broni stworzonej, według pewnej przepowiedni, przez potężnego wroga. To samo "coś" wróżyło zwycięstwo wroga i wybranie przez niego siebie na swojego ucznia. Cokolwiek to znaczyło, brzmiało to co najmniej źle.
******************
Korneliusz obserwował bitwę. Siedział przed oknem razem z resztą Rady. Jedenaście osób przypatrywało się każdemu ruchowi.
- A co z pomysłem ze sztu... - zagadnął jeden z lordów.
- Pomysł ze sztucznym upadnięciem Kretona przepadł. Szturmowcy przebadali w ciągu jednego dnia bardzo dokładnie istoty żywe i maszyny z Głębokiego Jądra, Światów Jądra i Kolonii. Wyciągnęli od wiernych Republice plany Senatu. Dlatego też, Imperator ogłosił, że Kuran będzie stanowił osobne państwo - Kurzą Republikę Ludową. Będą pilnowali, by nikt nie uciekł do Imperium - wyjaśnił Korneliusz.
- Możemy liczyć na jakieś powstania? Bunty? Rewolucje?
- Jeśli takie coś się stanie, to raczej w Rubieżach. I tutaj mamy dwie opcje, co będzie dalej. Albo Imperator po zdobyciu Kretona napadnie na nich, albo zostawi ich. Wiecie, ma armie z planety War.
- Armie pochodzenia wariowskiego uchodzą za niezniszczalne. Z historii jednak znamy przypadki upadków takich wojsk - zauważył jeden z arcylordów.
- Najczęściej były to wojska robione pod przymusem.
- Nasza też upadła, a nie była robiona pod przymusem...
- Obawiam się, że dostarczono nam lewą armię.
- To co robimy?
- Zaatakuje Mo. Jestem najpotężniejszym użytkownikiem Energii. Jeśli Jasna Energia nam pomorze, zwycięstwo będzie należało do nas.
Ostatnie zdanie zasmuciło zebranych. Próbowali znaleźć przyszłość w różnorakich świętych księgach i tajemnych sztukach. Niestety, jedyną wzmianką o ówczesnych czasach była Przepowiednia. Przyszłość była zasłonięta Ciemną Energią, jak wyjście z tunelu budyniem czekoladowym. Ciężko było przez tą "barierę" przejrzeć. Tak jakby, Jasna Energia zniknęła, przestała oświetlać niezbadane ścieżki. Tak jakby, nigdy jej nie było. Tak jakby, wszystko było iluzją zła. Próbą... Ale czyją?
- Obawiam się, że to nie jest dobry pomysł - wyraził sprzeciw jeden z arcylordów. - Jeśli polegniesz, twoja śmierć będzie znana aż po Nieznane Terytoria i Dziką Przestrzeń. A co jeśli zmusi cię do ujawnienia lokalizacji Fontann...
- Nie ma lepszego wyjścia - przerwał kanclerz.
Lordowie musieli się zgodzić. Nawet jeśli taki wyczyn nowego, "boskiego" władcy wprowadzi terror i respekt, jest nadzieja. Nie było lepszego wyjścia. Czas uciekał.
Droidy Imperium zajęły większość kretońskich budowli. Wszystkie generatory pól ochronnych zostały zniszczone. Kapitan Wąsik wydawał różnorodne rozkazy. Kazał chronić za wszelką cenę miejsce spotkania Rady. Próbował uratować sytuację. Jeśli roboty padną, trzeba będzie wysłać piechotę i "konnicę". Zaś walka między nieczującymi bólu i strachu maszynami a istotami żywymi była trochę... nieuczciwa. Obydwie strony traciły armię. W statkach przylecieli szturmowcy. Kury zaczęły ostrzał.
****************
Wszystkie statki Imperium zajmowały się blokadą Kretona. Nie było widać jego żółtej atmosfery. Wszędzie statki. "Przed" nimi leciała Kość. Co jakiś czas strzelała. Na ten moment, statki odsuwały się na bezpieczną odległość. Sama broń nie była jednak zbyt strzeżona. Rzekłbyś, w ogóle nie pilnowana. Miotła bardzo łatwo wleciała do jej hangaru.
Kość była pięknie ozdobiona. Przeróżne mapy przedstawiały tereny trzech różnych imperiów - Imperium Krzeseł w Galaktyce Chairum, Imperium Galaktyczne w Galaktyce Gwiezdnych Wojen, Imperium Groksów w Galaktyce Zarodka... Oba miały wspólną rzecz - wszystkie obejmowały kilkadziesiąt układów. Obok tych rysunków, przyczepione do ściany były portrety najkrwawszych dyktatorów w historii wieloświata - Stalina, Hitlera, Palpatine'a, Zenona Krwawego... Na innych obrazach przedstawiono najważniejsze bitwy w historii wieloświata. Rzekłbyś, pasjonujące. Na suficie namalowano plan Kości. Dzięki temu, bohaterowie mogli dostać się do panelu sterowania. O dziwo, nie natrafili na żaden oddział szturmowców. Za to oświetlanie się zmieniało. Raz miało kolor czerwony, po chwili zaś miało żółty, później zielony, a na końcu wracało do czerwonego.
- Jak myślicie, czemu się tak zmienia? - zagadnął Komandor.
- Najprawdopodobniej to coś w rodzaju umownego alarmu. Jeśli światło będzie znikało w określonej kolejności, są intruzji - zamyśliła się Molly.
To brzmiało logicznie. Po cóż innego miała był tutaj taka... dyskoteka?
Kretes stanął nagle stanął na luźnym kafelku. Zazwyczaj takie coś włącza system obronny. Było tak i tym razem. Rozległ się dźwięk syren. Strzały z trucizną wylatywały ze ścian. Sufit się obniżał, a podłoga się podwyższała. Ogromny, okrągły głaz spadł trochę dalej od Reksia, Kretesa, Koguta i Molly. Zaczął się turlać w ich stronę.
******************
Wszystko szło z jego planem. "(...) głównym wrogiem(...)" - czyżby chodziło o przywódcę Republiki? Czyżby miał zniszczyć Korneliusza? Cóż, gdy odzyska wspomnienia, będzie wiedział, co ma robić dalej. Otworzył dzięki pomocy Energii drzwi. Trafił do szarego korytarza. Wyczuwał obecność kanclerza.
- Gdzież jesteś, tchórzu?
- Mówisz do siebie? Schizofrenik!
Fioletowy miecz świetlny natychmiast został zablokowany przez czerwony należący do Imperatora. Klingi przecinały się. Trafili na siebie dwaj godni siebie przeciwnicy. W pierwszym etapie walki prowadził Korneliusz. Wykorzystał efekt zaskoczenia, który zyskał dzięki tajemnej sztuce Zakonu Miłychludków ukrywania zamiarów. Doprowadził ciemnego psa aż do ściany. Wtedy Imperator wykonał naprawdę wysoki skok i dostał się na wyższy poziom.
- Nie mów bliźniemu, co tobie niemiłe.
Korneliusz natychmiast powtórzył skok wroga. Wyciągnął swój drugi miecz. Ciemny pies zaś włączył drugą klingę swojej broni. Poruszali się tak szybko, że zwyczajny obserwator nie zauważyłby ich.
Walka trwała w najlepsze, gdy droidy Imperium ujrzały otwarte drzwi. Ich prymitywne procesory natychmiast wysłały te informację do Bazowca Imperium, w którym pracował główny komputer. Jego zaawansowana technologia pomagała mu podjąć najtrudniejsze decyzję. Przeliczywszy szansę na poszczególne scenariusze, odesłał rozkaz robienia rzezi na zewnątrz i wysłania jednego oddziału do pilnowania tego tajemniczego budynku.
*****************
Te wszystkie przeszkody spowodowały, że bohaterowie musieli zacząć biec szybciej. Mijali różne drzwi, na których były napisy takie jak "Stołówka", "Toaleta", "Kino domowe". Wreszcie trafili do centrum sterowania. Ujrzeli kreta siedzącego przed tuzinem przycisków. Największy miał barwę czerwoną. W pokoju panował półmrok. Na ścianach wisiały różne ujęcia Imperatora Mo. Czuć było zapach wódki. Nieznany kret obrócił się. Miał czarne włosy. Nosił czerwoną koszulkę z godłem Republiki.
- Witajcie. Próbowałem... - rozległ się głos syreny alarmowej. - Ale nie udało mi się zatrzymać tego urządzenia. Jestem Henryk Białyniedziad. Byłem swego czasu znajomym Imperatora. Co powiecie na to, bym opowiedział wam jego historię? Z góry mówię, że są tutaj zbyt dobre zabezpieczenia, by to zniszczyć "od tak".
Skoro bohaterowie nie mieli nic innego do roboty, postanowili, że go posłuchają.
- Zaczęło się to lata temu. Imperator nazywa się Audite Illum. Został stworzony przez tego, którego jeszcze spotkacie. Służył jako jeden z trzech pomocników. Pozostali to Mirum Insanus i Vester Adversarius. Zostali oni stworzeni jako przeciwieństwa największych bohaterów. Wszyscy trzej przedstawiają grzechy główne: Audite Illum chciwość i gniew, Mirum Insanus nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu (wódki), i zazdrość, zaś Vester Adversarius pychę i lenistwo. Pewnego dnia, ich mistrz został pokonany przez swoich wrogów. Pomagierzy stracili wspomnienia i rozproszyli się po całym wieloświecie. Zapadli w sen. Dopiero dość ciekawe wydarzenia na pewnej planecie ich obudziły. Ubzdurali sobie, że byli kiedyś bohaterami i że to my zabraliśmy im wspomnienia. Mówiąc "my" mam na myśli mnie i moich towarzyszy. Wracając, wymyślili to sobie. Mirum Insanus i Vester Adversarius odzyskali wspomnienia i znaleźli swojego mistrza. Audite Illum jednak nic sobie nie przypomniał. Zbuntował planetę War. To taka planetka w Rubieżach. Wiecie, gdzie są Rubieże? Nie? Najbliżej Jądra jest Głębokie Jądro, a po nim Światy Jądra i Kolonie. Rubieże znajdują się tak trochę dalej. Na planecie mieszkała pewna rasa humanoidów, podobnych trochę do ziemskich kotów. Nie mieli zbyt dużej cywilizacji. Parę wiosek na poziomie A5 - bohaterowie nie wiedzieli co znaczy "A5". Henryk natychmiast to pojął. - Skala "A" określa na jakim poziomie jest planeta. A0 to najwyższy poziom, osiągnięty tylko i wyłącznie przez Kreton. A1 ma reszta Światów Jądra, Głębokiego Jądra i Kolonii, w tym także Kurakis. A2 to poziom bliski A1, z tym, że panuje tam naprawdę duża bieda. Wszystkie planety tego typu są w Rubieżach. A3 to planety, na których włada jakiś okrutny ród monarchistyczny lub reżim komunistyczny. Takich planet, dzięki Bogu, jest dosyć mało. A4 jest, niestety, naprawdę dużo. Są to planety, których mieszkańcy wiedzą, że istnieje Republika, czasem nawet są jej częścią. Jest tam jednak okropna bieda i praktycznie brak technologii. A5 zaś to planety, które nie wierzą w istnienie obcych i do tego na powierzchni jest kilka konkurencyjnych państw. Nie ma tam takiej biedy jak w A4. Wasza planeta, Ziemia, jest chyba właśnie na tym poziomie, prawda? Wracając, War była właśnie na tym poziomie. Wy byście ich nazywali "tubylcami" czy jakoś tak. Dla nas nie ma różnicy, czy na planecie są jacyś Indianie czy Rosjanie. Nie znają nas... Więc nie ma czego się bać. Często również na takich planetach nie ma biedy, a technologia jest wręcz lepsza od naszej. O czym w ogóle miałem wam opowiedzieć? O historii War? - nim ktoś odpowiedział, kret kontynuował. - Więc byli na poziomie A5, dopóki nie podbiło ich Imperium Kithów. Stali się niewolnikami. Kithowie szybko odkryli ich zdolności do budowania broni. Wykorzystali więc właśnie w tej dziedzinie. Jak się później okazało, mieszkańcy dali im lewy sprzęt. Gdy Imperium upadło, Republika miała oko na War. Rozważono zlecenie wybudowania potężnej floty, dzięki której można by było zdobyć wszystkie odłamki Imperium. Wkrótce porzucono pomysł. Wtedy Senat stał się zgniły i pełny korupcji... Właściwie jest taki do dziś, nic się nie zmieniło. Na scenę polityczno-historyczną wkroczył wtedy niejaki Korneliusz Wynalazca z planety Ziemia. Nikt nic nie wiedział na temat jego przeszłości. Nawet nie wiedziano, gdzie leży ta cała "Ziemia". Korneliusz głosił, że pokój w Galaktyce można zaprowadzić tylko terrorem i twardą ręką. Do tego był rasistą. Uważał, że wszelkie ptactwo jest lepsze od kretów. Wieloma zwolennikami jego pomysłów były m.in. kury. Obalił krety i utworzył Kuratorium. To właśnie planeta War skonstruowała dla niego Jajo Śmierdzi. Znacie chyba dalszą historię... Muszę przyznać, że Korneliusz miał rację w paru sprawach. Przede wszystkim w tym, że Senat jest uwięziony przez swoje własne istnienie. W sumie, niektórzy twierdzą, że władza, która nie jest demokratyczna, jest nielegalna i okrutna. Ale czy władza pochodzi od ludu? Wszelką władza pochodzi od Trójcy: demokratyczna, monarchistyczna, komunistyczna, autorytarna bezwzględna, wspaniałomyślna... Niezbadane są ścieżki Trójcy... Czasem robi różne, dziwne wybory. Oj, przypomniałem sobie, że miałem mówić o Imperatorze, nie o głupotach... A więc, zbudował potężną flotę. Pozdobywał wiele planet aż w końcu mianował się Imperatorem. Ja zaś udawałem niejakiego Lorda Kopacza. Wybrał mnie na swojego ucznia. Naprawdę, nie zauważył, że to ja jestem tym, który pokonał jego wiele lat temu. A teraz... wróćmy do niszczenia Kości... - i w tej chwili zasnął.
****************
Korneliusz zaczął się męczyć. Był najlepszym szermierzem w galaktyce, ale miał też już swoje lata. Zaczynał używać coraz więcej Energii. Powoli wkraczał w fazę, którą lordowie Jasnej nazywali "czystą głupawką". Niebezpieczny etap, który mógł spowodować wręcz do śmierci. W czasie jego trwania wszystkie komórki paliły się wręcz z wysiłku. Audite też odczuwał zmęczenie. Próbował wyssać trochę umiejętności kanclerza. Bez efektu. Jego wrodzona chciwość popychała go do ciągłych powtórzeń tego czynu. Wręcz słyszał, jak mówiła "zdobądź jego moc... ona będzie twoja... tylko tobie się należy...". Gniew podsycał ten głos. Prowadził jego niecierpliwości. A ta do jeszcze większego gniewu. Kithowie nazywali ten stan "osiągnięciem potęgi". Tak samo jak czysta głupawka, mógł doprowadzić do śmierci.
Klingi co chwilę się stykały.
- Nie masz dość, Kicie?!
- Nie. Za to widzę, że najwyższy dowódca Kretona jest osłabiony. Zresztą jak to wasze marne, starodawne państewko. Ja, Imperator, zrobię potężne imperium gotowe podbić wszystkie galaktyki. Kiedy już będę wszystkimi rządził, zdobędę wiedzę i artefakty potrzebne do tego, bym został bóstwem. I będę władał wieloświatem... aż do końca czasu.
Czerwona broń ucięła kawałek stroju byłego Kuratora.
- Twoje ambicje są duże. Po co ci władza? Dlaczego jej pragniesz? - zapytał kogut.
- Bo jesteście wszyscy robakami, stworzeniami niegodnymi do własnej egzystencji. Macie mnie słuchać.
Obaj jednocześnie poruszyli się o kilka kroków w lewo. Ich stopy nie dotknęły jednak podłogi. Nim Korneliusz zdążył zareagować, Imperator go pchnął. Kogut w ostatnim momencie pociągnął za strój Dartha Mo. Zaczęli spadać... ze schodów. Lecieli tak z jakąś godzinę.
- Mówisz o tym tak, jakbyś miał na imię "słuchaj go"... - zauważył kogut, gdy już trafili na niższe piętro. - Nie sądzisz, że władca powinien dbać o dobro swoich poddanych, jakkolwiek żenujący by byli?
- Służę Ciemnej Energii. Czyżbym miał być jakimś... sługusem dobra? Dobro jest przereklamowane, jak to rzekł taki jeden od satyrów.
- I myślisz, że pomoże ci Kość?
- Wy nawet nie wiecie, gdzie jest. To co jest w Układzie Kretona to jedynie... marna podróbka. Fwahahahaha! - zaśmiał się Imperator.
- Czego ode mnie chcesz? Gdybyś chciał mej śmierci, zbombardowałbyś miasto... Czemu tego nie zrobisz?
- Chcę prawdy. Chcę wiedzieć, kim byłem. Ukradliście moje wspomnienia! Ty i ten Henryk Białyniedziad! Mów, gdzie je odzyskam - ciemny pies podniósł dłoń do góry.
Niewidzialne szpony zaczynały dusić gardło koguta. Nie mógł oddychać. Wybierając między śmiercią, a informacją, gdzie znajduje się Fontanna Zaginionych Wspomnień, dokonał wyboru.
- Foo... ntaa.... nnaa.... Zaaa...
- Dobra, puszczę ciebie - Imperator opuścił rękę. Korneliusz natychmiast upadł na ziemię.
- Fontanna Zaginionych Wspomnień znajduje się na pewnej, nieznanej planecie. Powiem ci, jak ja znaleźć....
Korneliusz był przerażony. Do jego głowy wchodziły wręcz mroczne dymy pochodzącego od tej istoty. Czy to mógł być zwykły śmiertelnik? Z jego można było wyczytać gniew i chciwość równie dobrze jak spokój i hojność u Reksia... Czyżby ten stwór żywił się teraz nim własnym? Jego strach zapełniał jego chciwość i gniew? Czyżby ta oto istota jest nad Energią? Włada nią tak samo jak legendarni Władcy?
- Tak, Korneliuszu. Nadszedł twój dzień. Wchłonąłem cały strach wszechświata, jaki wywołała moja wojna. Teraz osiągnąłem swój cel. Władam Energią jak ołówkiem. Teraz jednak muszę odzyskać wspomnienia... Mów, gdzie się znajdują! Jestem teraz twoim Ukochanym Imperatorem Gwiazd! Jestem teraz twoim bóstwem zniszczenia! Jestem teraz wszystkim, co widzisz! Nie próbuj mnie okłamać... Nie zdajesz sobie sprawy, jak widać coś, co wy nazywacie złem z mojego punkty widzenia...
Nie było nadziei. Korneliusz nie bał się śmierci. Nie był głupcem i idiotą, by się tego bać. Co po niej go spotka? Fakt, bywało tu ciekawe, tego może i się bał. Starał się jednak wierzyć, że istnieje Trójca. W pewnym starorzymskim domu, ktoś uważał ówczesnego cesarza Nerona za jedynego boga, po tym jak ktoś zabrał mu jego ukochaną osóbkę, którą kochał jak swą własną córkę. Korneliusz był w sto razy gorszej sytuacji. Tym bardziej, że zwykła śmierć przy tym istnieniu wydawała się być szczęśliwym zakończeniem... Musiał się zgodzić..
Imperator unosił się. Zrzucił swój ubiór. Widać było, że był psem o czarnej sierści. Miał niebieską łatę na uchu i na plecach. Jego czerwone oczy patrzyły na biednego koguta. Jeśli można je było nazwać oczami. Były to raczej kryształy, które miały swoją własną, mroczną poświatę. Cały wszechświat wydawał się kręcić koło tego czegoś.
- Planeta ta nazywa się Mundi. Jest w Dzikiej Przestrzeni. Podaje ci już namiary czasoprzestrzenne - i rzeczywiście podał.
*****************
To już nie była bitwa. To była rzeź. Imperium zniszczyło sztuczną armię Republiki i teraz zabijało żołnierzy. Nie, lepszym określeniem byłoby "mordowanie". Wąsik i jego towarzysze nie mieli pomysłu, co robić. Rzucali granatami w stronę robotów, ale na ich miejsce przybywała ich większa ilość. Wchodziły do domów i atakowały mieszkańców. Miały rozkaz zrównać wszystko z ziemią. Większość już płonęło, gdy Imperator pokonał Korneliuszka i wrócił na pole bitwy. Zapach płonących ciał unosił się nad planetą. Powstała Kurza Republika Ludowa... Państwo poległe Imperium. Tak, Republika przestała istnieć. Teraz on tu władał. On, Imperator, Kith, bóstwo, Darth Mo, Audite Illum. Sam nie wiedział, kim jest. Potrzebował tych wspomnień. Czuł, że zrozumie wreszcie, jak ma samego siebie wziąć na ucznia. Ukrył swój mrok pod starym płaszczem.
- Imperatorze... mój panie... witaj... - przywitał go osobiście admirał Piett. - Chwała Wielkiemu Imperium Nowego Ładu i Kurzej Republice Ludowej!
- Witaj, admirale. - mroczny głos przeraził Pietta. - Dobrze wykonałeś swoje zadanie... Wielki Teleport działał bezbłędnie?
- Tak, panie...
- Był jakiś problem z wojskiem tego całego... jak mu tam... Bródki? Wąsika?
- Nie, panie...
- A czemuś ty taki smutny? Niezadowolony ze zwycięstwa Imperium?
- Nie, panie... Po prostu... co ja będę teraz robił?
Piett był gotów założyć się o cały swój majątek, że Imperator uśmiechnął się pod kapturem.
- Na sam początek znajdziesz planetę Mundi...
- Mundi? Nie znam takiej planety.
- I dobrze. Nikt jej nie zna... prócz paru osób... Podam ci dokładne namiary czasoprzestrzenne... - czarny pies wyciągnął kartkę papieru, na której był szereg cyfr arabskich.
- Co potem, panie?
- Potem to mnie tam zawieziesz. Potem dostaniesz jakąś pracę w Światach Jądra... Musisz być nadal wierny moim pomysłom, rozumiesz?
Admirał nie był głupi. Teraz, gdy nie było gdzie uciekać, nie miał wyboru. Musiał być bezgranicznie posłuszny. Ale o co chodzi z tą Mundi? Nie znał tej planety... Może się zbuntowała? Pojawiły się na niej duchy? Imperator miał jakiś sojusz z miejscową ludnością? Pytania pojawiały się bez końca. Teraz Piett wiedział, że musi znaleźć planetę. To nie powinno być trudne...
Namiary, które dostał były naprawdę dokładne. Wszedł do swojego czarnego statku. W środku były dwa fioletowe fotele: jeden dla pilota i jeden dla podróżnika. Ogromna ilość symboli Imperium zasłaniała ściany. Admirał wpisał cyfry. Komputer przyjął dane z lekką niechęcią. Według jego map, w miejscu, do którego mieli dotrzeć znajdowała się dosyć duża czarna dziura. Piett przełknął ślinę. Po co mają tam się mają znaleźć? Jeśli tam nawet jest planeta, czemu nikt jej nie odkrył? Na raz przypomniał coś sobie. Odpowiedź przyszła w jednym momencie. Kwadrat Zagłady. To miejsce, w którym w nieznanych okolicznościach znikało wiele statków. Ostatecznie uznano to miejsce za zbyt niebezpieczne i zablokowano tam dostęp. Powstało wiele legend o tym miejscu. Prymitywne ludy mieszkające blisko Kwadratu Zagłady, uważały to za święte miejsce bogów. O dziwo, wiedzieli, gdzie "to" się znajduje i "ochrzcili" je "bogów dom być to", a nie nazywali żadnych innych gwiazd, planet, satelitów, które można było zobaczyć z ich planety. Niektórzy mówili, że żyje tam jakaś potężna cywilizacja, która nie chce nawiązywać stosunków z innymi rasami. Inni twierdzą, że to paranormaln... a dobra, twierdzą to co zawsze tacy fani teorii spiskowych. Reszta się tym nie interesuje. Bo po co? Piett zaczął się wahać. Jeśli poleci, to źle, bo najpewniej nigdy stamtąd nie wróci. Jeśli nie poleci, to też niedobrze, ponieważ Imperator uzna to za akt buntu. Czując mrok tej osoby, która siedziała w drugim fotelu, uznał, że mimo wszystko pierwsza opcja nie przedstawia się aż tak okropnie... Pociągnął wajchę. Statek naraz znalazł się w tunelu czasoprzestrzennym.
Tymczasem Rada znalazła Korneliusza. Ten zaś natychmiast kazał się skomunikować z Reksiem, Kretesem, Kogutem i Molly.
***************
- A czemu nie wciśniemy tego ko-ko czerwonego guziczka? - zaproponował Kogut Wynalazca.
Bohaterowie próbowali obudzić jakoś Henryka. Jednakże im to nie wychodziło. Widocznie jego własna historia go naprawdę znudziła. Po kilkunastu próbach, zaczęli grzebać w panelu sterowania Kości. Ich celem było jej zniszczenie. Klikali w różne przyciski, ciągnęli wajchy, a nawet tłukli wskaźniki. Nic się nie działo. Widocznie trudno było wysadzić Kość w powietrze.
Reksio zastanowił się. Może Kogut ma rację? Po co komuś taki czerwony przycisk, jeśli nie by oznaczyć moduł autodestrukcji? Gdy Dzielny Pies chciał go już dotknąć, pojawił się obok nich hologram znanej już im postaci.
- Przyjaciele... Czemu jej jeszcze nie zniszczyliście? Czemu nie kliknęliście czerwonego przycisku? To tylko podróbka... Nie wiem, gdzie jest prawdziwa Kość... Wiem za to, gdzie poleciał Imperator... Na planetę Mundi, która znajduje się w Dzikiej Przestrzeni... Wróćcie na Kreton... - Korneliusz był widocznie przemęczony.
Kretes wziął z Kogutem Henryka i razem z Molly pobiegli w stronę, z której przyszli. Nagle odkryli powód tak głębokiego snu Białegoniedziada. W miejscu, gdzie wcześniej nie czuli alkoholu, nadal roznosił się ten wstrętny zapach. Pochodził on właśnie od tego tajemniczego kreta. Reksio wcisnął guzik i zrobił to, co reszta. Na szczęście, droga była wolna od pułapek. Rozległo się jeszcze głośniejsze wycie syren alarmowych. Reaktory podróbki Kości robiły się coraz gorętsze. W ostatnim momencie bohaterowie wsiedli na Miotłę. Maszyna bojowa wybuchła niszcząc inne statki Imperium. Przyjaciele wylądowali na powierzchni planety, z której właściwie dużo nie zostało. Droidy odleciały w pojazdach, które przed chwilą przestały istnieć. Większość budynków spłonęła. Reksio, Molly, Koguta, pijanego Henryka i Kretesa powitała Rada. Korneliusz był podtrzymywany przez najbardziej zaufanego arcylorda. Kanclerz traktował go jak swojego syna, którego nigdy nie miał.
- Witajcie... Imperator poleciał na Mundi... Reksio tu jest? A co to za pijak?
- Czemu? - nadal nie otrząsnęła się z szoku kretonka. - Przecież tam Imperato... a tak, Imperator to jego przeciwieństwo, nie on...
Teraz to Rada była zadziwiona. Czekała na odpowiedź dziewczyny. Dał ją jednak komandor.
- Spotkaliśmy tam takiego Henryka - wskazał na kreta. - Opowiedział nam o niejakiej Tajemniczej Istocie, której służą przeciwieństwa trzech największy bohaterów... Nie chcę się być pyszny, ale... obawiam się, że chodzi o nas.
- Imperator to przeciwieństwo Reksia? - zaczął rozumieć były Kurator.
- Chyba, ko-ko - tym razem odpowiedział jego brat.
- Pozostali dwaj to Mirum Insanus i Vester Adversarius - dodała Molly.
- Imperator jednak zapomniał o swoim pochodzeniu.
Wszyscy z nadzieją spojrzeli w niebo. Zaczęli wierzyć, że poniekąd Tajemnicza Istota im pomoże. Może jakoś "wezwie" Audite Illum i wtedy ten porzuci Imperium? Wtedy mogliby wybudować kolejną Republikę na ruinach, które zrobił... Ta wojna się skończyła. Trzeba czekać.
**************
Planeta Mundi była brzydka. Szara trawa, czerwone morze, burze czarnego deszczu... Na szczęście, na powierzchni wyglądało to trochę ładniej niż z kosmosu. Imperator postawił pierwsze kroki na tej nieznanej planecie. Natychmiast ujrzał tysiące wraków, a obok nich zwoje, listy, rzeźby, obrazy... Trafili do samego serca Kwadratu Zagłady. Ciemna Energia była tutaj wszechobecna. To była jej planeta. Liczne śmierci i artefakty zwiększyły tu jej zasięg. Stolicą mroku była Fontanna Zaginionych Wspomnień. Każda osoba mogąca czuć Energię czułaby się tu niekomfortowo. Każda prócz istoty zrodzonych z mroku, a do takich należał Audite Illum, choć sam jeszcze o tym nie wiedział. Czuł się jakby wrócił do swojego domu.
Fontanna była blisko miejsca lądowania. Wody Ciemnej Energii tryskały z tego tajemniczego przedmiotu. Prosiły się, by je wypić. Przyciągały wzrok. Imperator nie opierał się. Zanurzył twarz w ciekłej substancji. Natychmiast jego oczy ujrzały swoisty film, w którym widać było jego przeszłość. Stworzenie, służba, pokonanie mistrza... Wiedział już, skąd pochodzi. Wiedział już, że Imperium było jedynie rozgrzewką. Teraz czas wszystko porzucić... dla mistrza.
- Poinformuj wszystkie jednostki. Mają wyruszyć do Dzikiej Przestrzeni i nigdy nie wracać... jeśli życie im miłe - rzekł Audite do Pietta.
- Ależ Imperatorze... A Imperium? A ja?
- Imperium nic nie znaczy. Ty zaś... zrób to samo.

Epilog.
Audite Illum klęczał w więzieniu swojego mistrza razem z Mirum Insanus - ciemnym kretem - i Vester Adversarius - czarnym kogutem. Ich wielki plan spowoduje wzrost potęgi ich mistrza. Było więcej bóstw ciemności. Mistrz wspinał się po skomplikowanej hierarchii państwa Przedwiecznego. Były Imperator dostał się tu nadzwyczajnie łatwo. Niestety, jego mistrz nie mógł się stąd wydostać. Ukrywał się przed wszystkimi, nawet przed nimi. Czuli jednak na sobie jego wzrok. Telepatycznie powiadomił ich o nowym zadaniu. Mają dostać się do wymiaru swoich przeciwieństw i... cóż, reszty mieli dowiedzieć się na miejscu. Były Imperator się uśmiechnął. Wreszcie jest tam gdzie powinien być. I nie ważne, że nie był tym, za kogo się uważał. Ciemność i bezwzględność zwycięży.
*********************
Druga jaźń zniknęła. Reksio to poczuł natychmiast po tym, jak Imperator rozwiązał swoje państwo. Ale czy było to w ogóle rozszczepienie osobowości? Może to był tylko szpieg jego przeciwieństwa? Tego się pewnie nigdy nie dowie. W tym momencie, Dzielny Pies żałował wszystkiego, co zrobił, a podsunęła mu ta tajemnicza osóbka z jego głowy. Tymczasem Korneliusz podziękował za pomoc. Wojna wyniszczyła Galaktykę. Planeta Mundi została odkryta... a to bardzo niedobrze. Lud nie może zbliżać się do takiego ogromu Ciemności. Żadna żywa istota by tego nie przeżyła... No, chyba, że byłaby chroniona przez jakieś potężne minibóstwo... jakim został Audite zanim znikł. Jego armia wyleciała do Dzikiej Przestrzeni. Teraz pewno już byli w Innej Galaktyce. Nie było sensu jej szukać. Teraz priorytetem było wybudowanie kolejnej Republiki. Wojna ma zaś jeden ważny plus - pokazuje, co zrobić by jej uniknąć następnym razem. Trzeba ograniczyć produkcje broni na planecie War, a także zrównać prawa kur z kretami jeszcze bardziej. To może pomóc. Reksio, Kogut W. i Kretes nie mieli już, co robić w przyszłości. Bądź co bądź, musieli wrócić do swoich czasów.
*********************
USA się dzieliło. Coraz więcej stanów uważało się za inne państwa. W Rosji wybory wygrał stary komuch, a w Niemczech... szkoda mówić. Dlatego też zwołano nadzwyczajne posiedzenie ONZ. Każde państwo reprezentował jej właściwy przywódca. Aleksandr Gawriłow miał na biurku wizytówkę z napisem "RUSSIAN FEDERATION". Obok niej, był mały, niepozorny, czerwony, słodki guzik. Przedstawiciel największego kraju poczekał, aż prezydent Ameryki skończył swoje przemówienie. Mówił o tym, że trzeba zachować jedność... Kretowi aż przypomniało się, jak rozpadło się jego najukochańsze państwo... Poprosił o możliwość zabrania głosu.
- Związek Radziecki pomoże wam w zachowaniu jedności pod kilkoma warunkami - rzekł odważnie.
- Związek...? - rzekł z niedowierzaniem prezydent USA. - Myśleliśmy, że się rozpadliście...
Przywódca Rosji nacisnął przycisk. Napis na wizytówce zmienił się na "SOVIET UNION".
- Chcieliśmy, byście tak myśleli. Fwahahahahahahahahahaha! - zaśmiał się diabolicznie kret.
Tymczasem w Moskwie była parada pokoju. Flaga, na której były symbole przeciwieństwa wojny, została zakryta przez flagę Związku Sowieckiego. Z koszar wyszła Armia Czerwona, która ruszyła w stronę Ukrainy, Kazachstanu, Łotwy i Białorusi.
********************
Reksio wrócił do swojej budy. Powitała go Kari-Mata. Tęskniła ona za nim. Niespotykanie wielka radość ogarnęła ją, gdy wrócił do ich czasów. Nigdy nie powinien lecieć do przyszłości, powinien zostać tutaj. Teraz będą mogli nadrobić ten cały czas bez siebie.
Kogut W. przywitał się ze swoim bratem. Korneliusz pracował przez ten czas nad kiełbasą bez mięsa. Uważał, że dzięki temu, nie zrobią z niego tego produktu. Nie miał pewności jeszcze, kto mógłby tak postąpić, ale wiedział, że lepiej być przygotowanym na nic niż być nieprzygotowanym na "coś".
Kretes powoli wszedł do swojej Nory. Był grudzień, więc Molly powinna hibernować. Tak też było. Spała sobie na jego sofie. Nie mógł włączyć telewizora, ponieważ nie chciał jej budzić. Powstałaby kłótnia, a tego by nie chciał. Zszedł więc do swojej piwnicy i położył się na swoim łóżku. Po chwili już dało się słyszeć chrapanie.
*******************
Zakłócenia czasoprzestrzeni spowodowane podróżą w przyszłość spowodowało anomalie pogodowe na całej planecie. Ostatnio zaś było tylko jedna taka podróż i ta historia ją opisuje. Zmiana przyszłości powoduje zmianę teraźniejszości. Tym bardziej się tak dzieje, gdy ma się do czynienia z jednym z licznych bóstw ciemności. Zaś zakłócenia powodują nierówność Energii, a ta niezgodę i wojnę. Ciemność wróci. Tajemnica Fontanny Zaginionych Wspomnień na planecie Mundi nadal nie została odkryta. Czemu statki tam się rozbijały? Czemu Fontanna zawierała zaginione wspomnienia? Czy gdziekolwiek Ciemna Energia jest potężniejsza niż w tym miejscu?

I to już będzie koniec tejże króciutkiej opowieści. A zatem:
Koniec
CDN.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


20 lut 2014 08:49
Przystojniak Po Wylewie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 cze 2013 17:20
Posty: 298
Naklejki: 100
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
No tak, całkiem fajne, choć nie czytałem. 10/10.


20 lut 2014 15:38
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 12:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Reksio i Tajemnicza Istota
Opowiadanie jest dosyć ciekawe, bardzo mi się ten ostatni rozdział wraz z epilogiem podoba. Fabuła bardzo dobra, nie mam zastrzeżeń. Jedyne co mam na uwadze, to piekielnie długi rozdział, aż już mi się go czytać nie chciało, ale jakoś dotrwałem do końca i go przeczytałem :wink:. Błędy są nieliczne, wszystko inne jest na swoim miejscu, jak powinno być w opowiadaniu.
Humor też nieraz był i się uśmiałem.
Naprawdę to opowiadanie miało w sobie coś, co mi się podobało. Czas bym dał ocenę. Ocena za rozdział: 9/10, ocena za całe opowiadanie 8/10.
Pozdrawiam, Kretes102.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


22 lut 2014 18:01
YIM WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB! © 2000, 2002, 2005, 2007, 2010, 2013, 2019 phpBB Group.
Designed forum urobiony przez STSoftware dla PTF.
Tłumaczenie skryptu od phpBB3.PL