Teraz jest 27 lis 2020 01:13



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
[Opo] Vanitas Vanitatum... 
Autor Wiadomość
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: [Opo] Vanitas Vanitatum...
Ten rozdział jest dobry, muszę przyznać. Podoba mi się, ale jednak nie wszystko w tym rozdziale spotkało się z moim uznaniem. Nieraz się zaśmiałem, więc humor jest na poziomie dobrym. Długość też jest w porządku.
Wszystko ładnie, pięknie, ale niestety to wszystko psuje ogrom błędów stylistycznych, jak i ortograficznych czy interpunkcyjnych. Jest no największy minus tego opowiadania. Z kolei też wartkość akcji jest mała i trzeba to poprawić.
Opowiadanie oceniam na 7/10 i oczywiście czekam na kolejny rozdział.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


11 maja 2014 16:27
YIM WWW
Żaba
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwi 2010 17:40
Posty: 1624
Lokalizacja: A gdzieś pewnie jest.
Naklejki: 5
Post Re: [Opo] Vanitas Vanitatum...
ROZDZIAŁ 6

A najlepiej to było się z domu nie ruszać

- Mógłbyś skończyć z tymi piosenkami.
- Przepraszam, po prostu jakoś próbuję się odprężyć... Powiem ci w sekrecie, mój brat, Edgarus, zaginął. Wybrał się w czasy starożytnego Rzymu. Kiedy ostatni raz się z nim kontaktowałem, coś mu się stało... Nie potrafię tego opisać... Zalała go ciemność, a potem na ekranie zegarka [takiego, jaki dostali bohaterowie szukający Artefaktów - przyp. Kornelka] ukazała się najstraszniejsza twarz, jaką w życiu widziałem. - mordka Norberta wykrzywiła się w bolesnym grymasie.
- Ciemność, powiadasz? - spytał Sir Ser, nie odrywając wzroku od ekranu kontrolnego - To może wskazywać na tylko jedną rzecz. Zaatakował go ON.
- ON?
- Przedwieczny.
- Och...
Przed dwoma kretami pojawiła się sugestia drzwi, aby zaraz rozległo się łomotanie do nich. Wrota otworzyły się i, wśród huku piorunów (zaczęło padać) wszedł poraniony lis, w czerwonym stroju maga. Z nosa kapała mu krew. Wyraźnie kulał. I bił od niego niezbyt przyjemny zapach smoczych wnętrzności.
- Kim pan... - zdziwił się Norbert.
- Nie poznajesz mnie, Norbercie? - mruknął lis chrapliwym głosem - Naprawdę nie było mnie tyle czasu? No cóż, w smoczym wnętrzu nie liczy się czasu. - przybysz zdjął kapelusz i uniósł wysoko głowę - To ja.
Teraz Sir Ser i Norbert go rozpoznali. To był Administrator Forum. To był Nieznany.

***

Trójka kaczogrodzian brnęła przez las. Donald przeklinał pod nosem.
- Jak mnie to wkurza, wkurza mnie to, wkurza...
Sknerus popatrzył na siostrzeńca ze zdziwieniem.
- Co?! - ryknął Donald - Może chciałeś się mnie zapytać, czemu nagle byłem taki spokojny?! Bo widzę tych dziadów z... jakmutam... Forum! Wiem, co mogliby mi zrobić! Ale wcale nie uśmiecha mi się jakieś ratowanie świata! Sam się zastanawiam, czemu się zgodziłeś!
- Ale...
- Mam to w kuprze! W tej chwili mógłbym wygodnie leżeć w hamaku i popijać lemoniadę! I w dodatku nawet nie powiadomiłem Hyzia, Dyzia i Zyzia.
- Zawsze mnie irytowały ich imiona. Twoja siostra miała chorą wyobraźnię.
- NIE WAŻ SIĘ MÓWIĆ O MOJEJ SIOSTRZE!
- Ale charakterek to ty masz po matce.
- NIE WAŻ SIĘ MÓWIĆ O MOJEJ MATCE!
Z tyłu jedno z dzieci zaczęło płakać. I wtedy sobie o nich przypomnieli.
Tak... małe, bezbronne istoty, zagubione w świecie pełnym niebezpieczeństw... wszędzie tylko jakieś Baby Grochowe, Morowe Dziewice... Wyjątkowo niebezpieczne Kanie, wabiące małe dzieci do siebie, a potem porywające je... Nigdzie pomocy i ratunku... Straszny to wymiar.
Na granicy wzroku pojawiła się wioska.
Około pięcioletni chłopczyk rzucił się pędem w tamtą stronę. Kaczory pocwałowały za nim.
Wszyscy w szaleńczym biegu... Dzieci szybko ich wyprzedziły.
Wśród mieszanych okrzyków "Józio! Rozalka! Jużem myślała, żeście zginęli!" wkroczyli do wioski w opinii bohaterów.
Miłość matczyna...
Sknerus przypomniał sobie rodzinną Szkocję. Dzieciństwo w Glasgow.
I jego wyjazd do Ameryki.
I wtedy, kiedy zniszczył cały parostatek w szaleńczej furii na wieść o śmierci matki...
Widok rechoczących wyrzutków społeczeństwa...
Sknerus zapłakał.

***

W Minas Tirith odbywała się uczta.
Bez konkretnego powodu. W takich czysto średniowiecznych zamkach uczty odbywają się co tydzień. Nim goście całkiem wytrzeźwieją, rozpoczyna się kolejna hulanka. Czarnoksiężnik okazał się być bardzo pomocny. Wysłano go do "postraszenia" orków, którzy ostatnio czynili przeróżne warcholstwa... Oczywiście nie były to już te krwi żądne wojska za czasów Saurona, lecz zwykłe niedobitki, atakujące czasem lotnymi oddziałami pojedyncze gondorskie wioski.
Był tylko problem Mrocznego Pana z Gazowni. Król Śmierci zakazał naszym bohaterom powrotu z misji, dopóki nie zostanie uwolniony Samwise Gamgee.
Uczta okazała się rozwiązaniem.
Wśród rycerstwa i możnych, ubranych w wytworne szaty oraz pospólstwa, odzianego najlepiej jak się dało, kręcił się krępy jegomość, w workowej szacie, twarz kapturem ukrywający. Odzywał się rzadko, twierdząc, że jest krasnoludem, a lud krasnoludzi słów nie potrzebuje.
Właściwie to wykrył go, zaproszony do króla Elessara, Gimli, syn Gloina. Udało się to zupełnym przypadkiem. Krasnolud zagadnął go na temat rodu Durina. Odurzony piwem, próbował wdać się w dyskusję na temat wyprawy kompanii Thorina Dębowej Tarczy.
Przybysz, chcąc nie chcąc, odpowiadał, bąkając niewyraźne słowa. Był w pułapce. Cóż miał wiedzieć o Dwalinie, Balinie? Orim, Dorim, Norim? Bofurze, Bifurze, Bomburze? Czy w ogóle jakimś Kilim i Filim?
Przypomniał sobie film, który oglądał kiedyś na Ziemi. Tak, "Hobbit" Petera Jacksona...
Wysilił się, i, usiłując mówić jak najmniej wyraźnie, powiedział:
- Dobrze prawisz... Wtedy też Kili, brat Filego, zakochał się w elfce Tauriel, czyż nie?
I to go zgubiło.
Tauriel nie istnieje i nigdy nie istniała.
Krasnoludy nie lubią ignorancji. Potrafią wtedy mocno się wściec.
A szczególnie po pięciu piwach.
Gimli wstał, ryknął i odchylił kaptur tajemniczego przybysza jednym, szybkim ruchem. Okazał się być niezwykle chudym i wysokim mężczyzną o szarej karnacji, z zapadniętymi policzkami.
Mroczny Pan z Gazowni wyprostował się. Rzeczywiście, przy takim wzroście udawanie krasnoluda jest niemożliwe, ale Ci Dranie są zbudowani z gazu i w wyjątkowych przypadkach potrafią zmienić swój wygląd.
Gazowniaka pierwszy zauważył Tintin. Zaraz za nim podbiegł Czarnoksiężnik. Złapał go za gardło, przycisnął do ściany.
- Gdzie... jest... Sam? - zapytał, wściekle szepcząc.
- Nigdy... ghhh... się nie do-o-wiecie! - zacharczał Pan z Gazowni - Nigdy... hh... nie powiem wam, że jest przywiązany do wysokiej kolumny w Osgiliath... Ha-ha-ha...
Czarnoksiężnik puścił Gazowniaka. Wiedział już wszystko.
Kiedy się odwrócił, Mroczny Pan jakby zyskał nowe siły. Wyciągnął zza pazuchy (nie wiedząc, czym jest pazucha) nóż do masła i skoczył, by zabić nim Czarnoksiężnika.
Czarny wykonał obrót o 360 stopni z mieczem Morgulu w wyciągniętej ręce. Gazowniak padł przecięty na pół.
Kiedy chwilę później nad jego ciałem pojawił się Śmierć, skwitował tę sytuację jednym, krótkim słowem.
IDIOTA.

***

Kapitan Baryłka spoglądał ze smutkiem na ucztujących. Sam by się chętnie napił. Nawet mimo że nie była to whisky "Loch Lomond".
Ale nie mógł.
Parę lat temu profesor Lakmus ukradkiem podał mu pigułkę, która miała (według profesora) być rewolucyjnym lekiem na alkoholizm. W praktyce dla każdego, kto ją zażył, alkohol smakował ohydnie.
Archibald Baryłka jako marynarz nie był alkoholikiem. Był pijakiem. Alkoholikami mogą być tylko bogaci ludzie.
Potem zyskał rodowy zamek, Księżymłyn. To było coś...
Dalej pił. I pił. I pił. Nie mógł wyzbyć się nałogu z "poprzedniego życia". Parę razy jego pijaństwo sprawiało mu problemy. Pewnego razu omal nie zginął, kiedy w czasie lotu na Księżyc w stanie zdecydowanie nietrzeźwym po prostu wyszedł z rakiety, twierdząc, że wraca na Ziemię.
Miał szczęście, że założył wtedy kombinezon. Miał szczęście, że złapał go Tintin.
Tintin... Ten młody chłopak zmienił jego życie (bez skojarzeń). Wplątał go w wir rozmaitych przygód...
Ta mogła być najbardziej niezwykłą.
O ile się postara.
Smutek nic nie daje! Trochę radości!
Nalał soku z porzeczek do kielicha i wzniósł toast razem z Meriadokiem i Peregrinem.

***

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...
W głębi korytarza istotnie ukazał się Autor.
Ale inny. Był opętany przez Dartha Maula, Hrabiego Dooku i Palpatine'a.
Reksio, Kretes, Kogut oraz Kretes102 i Ż. Art rzucili się do ucieczki.
Autor ruszył za nimi z rykiem, wymachując groźnie mieczem świetlnym.
Ciężko dysząc, wpadli do jakiejś wielkiej sali i zatrzasnęli metalowe drzwi. Byli bezpieczni... Ale nie na długo.
Z przenikliwym "zyyyyng" drzwi rozpadły się na kawałki, pocięte mieczem świetlnym. Do pomieszczenia wkroczył Autor. Z jego łap tryskały iskry. Wyciągnął jedną w kierunku Arta. Kronikarz został porażony prądem i padł jak długi. Potwór zaśmiał się szyderczo i, używając Mocy, rzucił Kretesem102 o ścianę.
Kogut Wynalazca spanikował i zaczął biegać dookoła sali. To na chwilę zdezorientowało Autora.
Ta chwila była bardzo przydatna dla Reksia i Kretesa. Komandor rzucił się z na stwora z wrzaskiem "Za babcia!" i począł rozdrapywać mu nogę. Tą samą, którą jeszcze-nie-opętany-Autor skręcił i w którą został raniony.
Autor zawył z bólu. Ułożył równolegle ręce i wytworzył wokół siebie nieprzebytą, czarną mgłę.
Kretes został odepchnięty. Głośno wrzeszcząc, uderzył w sufit i spadł na jedną z głów Autora.
Reksio tymczasem czekał, co uczyni przyjaciel. Kogut Wynalazca, który już opanował panikę, rzucił kluczem francuskim w stronę przesuwającej się mgły.
Rozległ się odgłos metalu uderzającego o metal. Wokół mgły zaczęły krążyć złociste, elektryczne obręcze.
Reksio zdecydował się na cios.
Pobiegł, jak najszybciej potrafił. Wprawnym skokiem ominął obręcz, przedarł się przez mgłę. Po drodze zdążył założyć gumowe rękawiczki (takie rzeczy tylko w filmach akcji). Ciosem karate, którego nauczyła go Kari-Mata, kopnął Autora w brzuch i szybko odebrał mu miecz świetlny Dartha Maula.
Wyłączył go niezbyt ciekawym, czerwonym przyciskiem. Odsunął się.
Autor eksplodował i implodował zarazem, nie czyniąc przy tym żadnego dźwięku. Przenikliwy blask oślepił na chwilę Dzielnego Psa.
Kiedy Reksio otworzył oczy, zobaczył osmalonego Autora z bardzo zakłopotaną miną, na którym leżał zemdlony Kretes.

***

Sir Ser opatrywał Nieznanego, słuchając z podziwem jego historii.
Otóż Administrator, połknięty w czasie ataku Slendera przez Smokula, uwolnił się z trzewi smoka, kiedy ten spał. Udało mu się też szpiegowanie w zamku SlenderMole'a. Widział, jaką uzurpator ma armię, jakimi asami z rękawa dysponuje.
Sir Ser zapewnił, że dzięki Norbertowi w ostatecznej bitwie będzie można wykorzystać każdą armię świata, z każdego okresu historii, z każdej opowieści, z każdego wymiaru.
Nieznany stwierdził, że to może nie wystarczyć. W armii Slendera są przeróżne potwory, jak Minotaur, Hydra czy najgroźniejszy z nich - Dziki Słoń Z Serem Zamiast Głowy, postrach Internetów, mający zdolność fagocytowania wrogów. Za to Smokula nie należy się obawiać, gdyż, jak się okazało, nie jest tak potężny. Wszystko jest iluzją.Potwierdzam //Nestardiel Hi hi hi. Ale SlenderMole ma wsparcie Przedwiecznego.
Sir Ser powiedział, że my mamy wsparcie potężniejszego Przedwiecznego.
Wtedy na polanie pojawił się pan Kleks.
- Załatwione! - krzyknął uradowany - Mamy już zapewnioną pomoc Janosika.
Zaraz po nim pojawiła się zgraja zbójników, ubranych w góralskie stroje.
I zaśpiewali. Górale z Tatr. I poniosła się pieśń zbójnicka.
Na halach brzmiałaby chyba lepiej niż w lesie.
[center]Chycili Janicka na Zielonyk Łukach
Cemu się nie bronił, miał ciupażkę w rukach
Chodziłeś Janicku z sabelką u pasa
A dzisiaj w piwnicy ginie twoja krasa!
[/center]
***

Jakież było zdziwienie Sama Gamgee, kiedy, przywiązany do kolumny w Osgiliath, zobaczył samego Króla Nazguli, biegnącego ku niemu. I jeszcze jakiś skunks i ibis. I troje ludzi i pies.
Chyba od tego głodu i pragnienia pomieszało mu się w głowie.
Przerażający Czarnoksiężnik rozcinał jego sznury! Czy to jest normalne?!!
Czy on... się... do niego... uśmiechnął? Nie miał twarzy i się uśmiechnął?
- Nie bój się, Samie. - powiedział "Nazgul" spokojnym głosem - Jesteś wolny.

_________________
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.


Ostatnio edytowano 09 sty 2016 17:42 przez Z. Art, łącznie edytowano 1 raz



08 lis 2014 14:04
WWW
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: [Opo] Vanitas Vanitatum...
Rozdział wbrew pozorom bardzo szybko się czyta. Nie ma ściany tekstu, za co jest plus. Jednakże... te linijki są trochę krótkie. Akcja dzieje się troszeczkę za szybko. Ogólnie rozdział jest dobry, ale nie wszystko mi się podoba. Jest kilka błędów stylistycznych, ortograficznych, interpunkcyjnych, których oczywiście teraz nie znajdę. Humoru niestety nie ma za dużo. Zaśmiałem się w sumie tylko, gdy Nestardiel potwierdzał oczywisty fakt.

Tak więc ostateczna ocena:
Fajne, 2/10 7/10

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


08 lis 2014 15:54
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: [Opo] Vanitas Vanitatum...
Tak myślałem czy napisać swoją opinię, która i tak jest zbieżna z komentarzem Autora, czy wystawić tylko ocenę, ale postanowiłem dodać tutaj swój komentarz. A nuż zmotywuję Arta do dalszego pisania (i tak pewnie napisze kolejny rozdział, ale co tam) :D.
No cóż, opowiadanie nie powala. Owszem, jest ciekawe, bo pojawia się przeplot zdarzeń z różnych zakątków świata (Kaczogród, Przygody Reksia, Tintin), jednakże ja czekam na bardziej ciekawszą akcje, na przykład interakcję pomiędzy kaczorami, Tintinem, a postaciami reksiowymi w postaci wspólnej przygody. Na chwilę obecna to dla mnie za mało. Poza tym humoru brak, niźli jak to było w poprzednim rozdziale, kiedy to humor widać. Błędy stylistyczne, interpunkcyjne i ortograficzne nie kłują aż tak bardzo w oczy, ale jednak się pojawiają. Za to akcja płynie zbyt szybko. Zwolnij trochę, a będzie wszystko w porządku.
Ocena: 7/10
Musisz bardziej popracować nad kolejnym rozdziałem, dodaj jakieś akcje, wzbogacaj historię w jakieś wydarzenia, spotkania, zwroty akcji, bo o to chodzi w opowiadaniu. Ocena jest adekwatna do rozdziału i przyznasz sam, że trzeba jeszcze trochę poprawić styl.
To wszystko, pozdrawiam.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


08 lis 2014 20:27
YIM WWW
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: [Opo] Vanitas Vanitatum...
Dobrze... Poczułam się w obowiązku ocenić. I będzie to w sumie spojrzenie na opowiadanie jako całość.
Fabuła jest absurdalna, choć niezła. Żonglujesz wieloma motywami, postaciami, rozwiązaniami i ciekawie tłumaczysz sytuacje związane z forum. Tu mamy Reksia, Tintina, Donalda i Świat Dysku, a zaraz po chwili zza winkla wyskakuje Janosik. Przyznaje, ja bym nie miała odwagi czegoś takiego napisać, a ta mieszanka nie jest dla mnie zawsze strawna. Ale i tak szacunek za samą odwagę.
Styl jest prosty, ale klarowny, wszystko bardzo plastycznie opisujesz. Znowu, ja preferuje coś bardziej finezyjnego, ale nie będę smęcić, dopóki nie popełniasz błędów.
A teraz powiem Ci, że tym rozdziałem zaplusowałeś. Twoje opo jest typowym epickim opowiadaniem, z wieloma bitwami, fantastycznymi postaciami, brawurowymi działaniami, dużą dawką humoru i nieprzyzwoicie wręcz złymi czarnymi charakterami. Niezobowiązujące, ciekawe, lubiane. Sama się zaczytuje w takich historiach, np. książkach Ricka Riordana. Ale ten pisarz wplątywał w to wbrew pozorom sporo mądrości i refleksji, co także bardzo cenię. Ty zrobiłeś to samo. Humoru było mało, ale nie jest to w tej sytuacji takie ważne. Lepszy brak humoru niż nieśmieszne żarty, zapewniam.
8/10

_________________
Gender? I hardly know her!


09 lis 2014 14:48
Kret bez Twarzy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lip 2013 08:53
Posty: 24
Naklejki: 0
Post Re: [Opo] Vanitas Vanitatum...
Co to za bzdury, tego nie da się czytać.


06 sty 2020 21:09
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB! © 2000, 2002, 2005, 2007, 2010, 2013, 2019 phpBB Group.
Designed forum urobiony przez STSoftware dla PTF.
Tłumaczenie skryptu od phpBB3.PL