Teraz jest 02 gru 2020 08:18



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Poskromienie Kretesa 
Autor Wiadomość
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Poskromienie Kretesa
Disklajmer: Opowiadanie to jest bardzo, bardzo stare i choć zostawię je tu dla celów archiwalnych, polecam nie czytać go. Moje zdolności pisarskie w tych czasach nie były zadowalające. :P



Oto moje pierwsze opowiadanie:


Rozdział pierwszy

Zapowiadał się piękny dzień. Ptaszki śpiewały, słońce świeciło, psy szczekały a karawana poszła dalej, ogólna sielanka.
Tylko jedna osoba była niezadowolona.
Tą osobą był Kretes.
- Ten makaron jest przegotowany - Zrzędził już przy śniadaniu .
- W takim razie sam jutro robisz śniadanie! - Zdenerwowała się Molly. - Mam dosyć! Nie dość, że sprzątam, gotuję i prasuję, to ty masz moją pracę za nic!
- Jaka się ona zrobiła złośliwa... - Mruknął Kretes i wyszedł na podwórko.
Rano mały dziedziniec gospodarstwa zawsze pięknie wyglądał. Pod wpływem wschodzącego słońca dachy na pozór lichych chałupek zamieniały się w szczere złoto. Miło było patrzeć, jak mury powolutku odkrywano z mrocznego płaszcza . Wszystko budziło się do życia. Taki widok każdego by zachwycił.
Oprócz Kretesa, naturalnie.
- Nie cierpię wcześnie wstawać! Właściwie to nie rozumiem dlaczego inni wstają o jakiejś pogańskiej godzinie tylko po to, by zobaczyć wschód słońca. To przecież nic ciekawego. Jakaś głupia gra świateł i tyle. - Powiedział, a potem wrócił do kopca.
- Dzisiaj idziesz po zakupy! - powitała go w drzwiach Molly. Kup dwa kilo dżdżownic, osiem paczek makaronu, dwa litry soku pomidorowego i dwadzieścia deko szpinaku.Tu masz pieniądze.
- Ale ja nie lubię szpinaku - Bronił się Kretes.
- Ale ja lubię! Poza tym, szpinak jest zdrowy. No, idź już!
- No dobrze... Ech!
W drodze do sklepu Kretes rozmyślał jaki cieżki jest los kreta, gdy nagle...
- Cześć Kretesie, co porabiasz? - Usłyszał za plecami szczeknięcie.
- Reksio! Co ty tutaj robisz!?
- Tak sobie biegam, dziś jest taki piękny dzień że aż wstyd nie wyjść!
- Biegasz? Zazdroszczę energii. Ja idę do sklepu, ale to tak daleko...
- Przecież to tylko pół kilometra! Ja przebiegłem już cztery!
- Gratuluje, ja bym nie miał siły. Wciąż czuję się taki zmęczony... To pewnie przez to wczesne wstawanie, osłabiło mnie. Och jak mi ciężko! Jestem już stary i zmęczony...
- Nie przesadzaj! Nie jesteś wcale taki stary!
- Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! - Wrzasnął Kretes i pobiegł, nadzwyczaj szybko jak na swój wiek, do sklepu.
Wszedł do supermarketu ,,Stonka" i rozejrzał się. Sklep jak sklep, nic ciekawego. Przjrzał się krytycznie stoisku z warzywami i skomentował -
- Jakie brzydki ten szpinak! To pewnie przez te pestycydy, co ich tyle podobno do jarzyn ładują.
- To jest cebula, proszę pana - Powiedziała przechodząca obok kura.
- Co? Przecież widać że to jest szpinak! - Zdenerwował się Kretes i włożył ,,szpinak" do reklamówki.
Po zakupach Kretes wrócił na podwórko i przyjrzał się dokładnie paragonowi.
- No właśnie, ten kryzys, co o nim mówili w telewizji, to prawda. Wystarczy popatrzeć na te ceny. Dwanaście złotych za dwa kilogramy dżdżownic! No zdzierstwo po prostu! A wy - Krzyknął na kilka bawiących się kurczaków - przestańcie hałasować! Za moich czasów dzieci były grzeczniejsze!
Kretes wszedł do kopca i położył się na kanapie.
- Kretesku, Kogut Wynalazca pokazuje dziś swój nowy wynalazek -Zaczęła mówić Molly
- Nie idę!
- Kretesku, przepraszam za dzisiaj. Potraktowałam cię zbyt ostro.
- Nieważne.
Molly źle się poczuła. Nie chciała nikogo urazić. Samo tak jakoś wyszło.

Karolinka wyszła z warsztatu i w podskokach udała się do kurnika. Dzisiaj była wyjątkowo szcześliwa. Udało się jej ( oczywiście razem z wujkiem Kogutem)
odbudować akwalung i dzisiaj mieli go wypróbować na oczach wszystkich mieszkańców. Biegła właśnie się przebrać, bo zaplamiony kombinezon niezbyt pasował do tak uroczystej sytuacji. Weszła na swoje miejsce na grzędzie zaczęła szukać czegoś odpowiedniego. Zamiast tego znalazła pewne zdjęcie.
No tak, to jej rodzice. Nie pamiętała ich. Miała dwa latka kiedy... a, z resztą nieważne. Tą retrospekcję przerwał jej huk, smród dymu i wrzask ,, Mój akwalung! "
Karolinka wybiegła z kurnika wpadła i na podwórko.
- Wujku! Nic ci nie stało?
- Z-zamiast stać i cz-czekać aż dorobek m-mojego życia pójdzie z dymem, p-pomóż mi r-ratować co się da!
Ktoś postronny pomyślał by chyba że zaczął się Sermagedon. Wszystko waliło się, i paliło, przy akompaniamencie płaczów Koguta nad tym czego nie dało się uratować.
- Ja po prostu wiedziałem, że ten rosół w końcu wywoła apokalipsę - Narzekał Kretes - On i ta jego ,, Karolinka " . Do czego to podobne!
Po w miarę udanej akcji pożarniczej, wieczorem, Kretes umył się, włożył piżamę i położył się do łóżka. Nagle z dołu dobiegł go głos bardzo ożywionej i głośnej rozmowy.
- No nie, ci z Forum znów się drą. Te szkodniki chyba nigdy nie zasypiają. Jutro idę tam, i zrobię im takie forum, że im kapcie spadną! O!
Molly spojrzała na niego z troską. Kiedy go poznała, nie był taki okropny. Wyszła z kopca i usiadła na trawie. Co robić, co robić? Nagle zobaczyła spadającą gwiazdę.pomyślała życzenie:
- Chciałabym, żeby Kretes choć przez jeden tydzień był niepoprawnym optymistą.

Uważaj czego sobie życzysz, bo to się może spełnić...

Koniec części pierwszej.

_________________
Gender? I hardly know her!


Ostatnio edytowano 01 lut 2020 10:52 przez Api, łącznie edytowano 2 razy



10 paź 2013 13:59
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2009 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Ciekawe opowiadanie, zapowiada się dobrze. Świetne zastosowanie środków stylistycznych. Ortografia w porządku, ale chyba zauważyłem parę intów. Nie jestem pewien. To będzie mniej więcej tak:
-Fabuła - 9/10
-Orty, inty - 9,5/10
-Długość - 10/10
-Styl - mimo wszystko znalazłoby się parę drobnych błędów, więc 9/10
-Ogółem - 9,4/10
No i, jako że ocena w której do niczego się nie doczepię to stracona ocena, to doczepię się do jedynej rzeczy, do której mogę się doczepić: akapity. Na początku akapitu stawiamy spację To raz. A dwa: w jednym miejscu nagle akapit kończy się w pół zdania, którego reszta jest już w następnym akapicie. No, to tyle. Opowiadanie dobre, pisz dalej.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


10 paź 2013 19:47
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Jak miło że ktoś odpowiedział! Jeśli chodzi o akapity, to musiał być chyba błąd z formatowaniem. Oto rozdział drugi:

Dzień zapowiadał się wyjątkowo parszywie. Wiatr hulał niczym wujek Staszek na imieninach, a drzewa chyliły się do samej ziemi, jakby kłaniały się nadchodzącej jesieni. To nie mógł być dobry dzień. Każdy wyciągał takie wnioski.
Wszyscy oprócz Kretesa.
- Molly, wstajemy! Szkoda takiego dnia! - Wrzeszczał na całe gardło.
- Ale jest dopiero szósta... - Molly wciąż była zaspana.
- Taki piękny dzień trzeba rozpoczynać wcześnie! - Kretes nie dawał za wygraną.
- Piękny? Wychodziłeś dzisiaj na dwór? - Molly nie wierzyła.
- Oczywiście! Biegałem trochę.
- Co?! Kim jesteś i co zrobiłeś z moim żonem?!
- Nie wiem o czym mówisz. To ja idę się przejść. - Powiedział Kretes i wyszedł z kopca.
Kret idąc do budy, zobaczył Koguta siedzącego w zgliszczach szopy. Wyglądał jak bezdomny: usmolone pióra, podarty fartuch i smutny wyraz dzioba. Niesamowite, jak człowiek... to znaczy kogut może się zmienić w ciągu kilku godzin.
- Cześć Kogucie! Coś taki ponury? - Zapytał Kretes.
- A co, może mam skaka-kać z radości? Dzieło mo-mojego życia sko-kończyło jako opał. Mój dom zmienił się w ruinę. To jest według ciebie po-powód do szczęścia?!
- Nie musisz być taki niemiły. Ja na ciebię nie krzyczę. - Zdziwił się Kretes.
- Przepraszam. W końcu ja tylko straciłem do-dom, ki-kilka lat pracy i po-poczucie własnej wa-wartości. O-o, wi-widzisz ja-jak się te-teraz ją-jąkam.
- Przecież zawsze się jąkałeś.
- No-no tak, ale te-teraz ba-bardziej.
Kretes, kręcąc głową, zapukał do budy:
- Co u ciebie, Reksiu?!!! - Krzyczał
- Kretesie, czyś ty oszalał?! Jest dopiero szósta! - Otworzył mu zaspany Reksio.
- No właśnie! Jest piękny dzień! A piękne dni należy rozpoczynać wcześnie!
- Jaki piękny dzień?! Kretesie, otwórz oczy! Wszędzie jest szaro, brzydko i ponuro.
- Oj tam, oj tam... Może trochę pada, ale co to dla ciebie, Reksiu...
- Dobranoc! - Reksio nie wytrzymał.
- Reksio zrobił się strasznie nieprzyjemny.- Pomyślał Kretes. - A dzisiaj taki piękny dzień...
Kretes wrócił do kopca, zrobił sobie śniadanie i usiadł przed telewizorem. Właśnie leciała powtórka ,,Must be the mole" ulubionego show Kretesa. Marzył by kiedyś sam w nim wystąpić. Kochał śpiewać.
- Heh, ja bym lepiej zaśpiewał ,,Bataty" Rymany niż ta dziewczyna. - Pomyślał i zaczął to udowadniać.
- Co się stało!? - Przerażona Molly wpadła do pokoju.
- The sweet potatoes in the dirt... Nic się nie stało. Śpiewam sobie.
- To brzmiało jak alarm przeciwpowodziowy! - Molly złapała się za serce. - Chcesz żebym dostała zawału?
- Nie znasz się. - odpowiedział Kret - Wychodzę.
- Gdzie?
- Na spacer.
- Teraz? To niebezpieczne! Wiesz co się stało? Wiatr prawie urwał dach budy Reksia i Kari!
- W takim wypadku... Przejdę się na Forum. Nigdy jakoś nie było okazji, a chciałbym poznać kogoś fajnego. Podobno ci ,, userzy " są bardzo mili.
Molly aż przysiadła.

Wieczorem, gdy przestało padać i wiać, Kretes zaprosił wszystkich z gospodarstwa i okolic. Opowiadał konkretnie, co przydarzyło mu się na Forum.
- Duże jest to Forum? - Ktoś zapytał.
- O, tak! To taki jakby duży dom. Jest tam przedpokój, toaleta, kuchnia, pokój relaksacyjny, korytarz, jakiś pokój o różnych grach, nie wiem jakich, nie zaglądałem...
- Za to do Pokoju Relaksacyjnego na pewno zaglądałeś... - Dopowiedziała złośliwie Karolinka.
- ... i wyobraźcie sobie: dwa pokoje poświęcone tylko mnie i Reksiowi! No i naszym przygodom. Chociaż ten drugi to bardziej mi, wiecie...
- Nie było tam żadnych sypialni? - Zapytał Hrumryk, ,,prezes" chlewika.
- Nie, po za tym kto by tam spał? - Odpowiedział właściciel niebieskich gogli.
- Nie wiem... Hrumryk się zaczerwienił.
- To było pytanie retoryczne. - Podszepneła mu jego żona.
- Aaa, no tak... Hrumryk zawsze brał wszystko dosłownie, co było przyczyną wielu nieporozumień.
- A co z tymi userami?- Zapytała Kari Mata Hari.
- A to jest oddzielna historia! Naprawdę, niektórzy byli naprawdę hmm... oryginalni. Na przykład taki jeden, Kapeć czy Trampek... W każdym razie jakieś obuwie domowe... Wyobraźcie sobie, że tak wytresował cegły że te skakały przez płonącą obręcz, chodziły po linie i tańczyły twista! No cyrk po prostu! A z takich bardziej cyrkowych numerów byli jeszcze Pogromcy wózków widłowych, Magik, a to wszystko zaopatrywał Bardzo Dynamiczny ( sam widziałem! ) Dostawca Dynamitu ( ale wbrew pozorom nie był zbyt wybuchowy ) i była jeszcze taka jedna, co się zajmowała ujeżdzaniem betoniarek.
- A jak się nazywał ten Dostawca? - zapytała Balbina, bardzo sędziwa gęś.
- Nie wiem, on był nieznany.
- Rozumiem.
Molly, patrząc jak Kretes żartuje, bawi się i rozmawia mieszkańcami podwórka, powinna być zadowolona. Ale nie była. No bo to w końcu nienormalne, żeby ktoś tak szybko i diametralnie się zmienił. Czuła że to się źle skończy.

Koniec części drugiej.

_________________
Gender? I hardly know her!


11 paź 2013 14:27
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Nie, no. Jestem zaskoczony, uwierz mi. Jak na pierwsze dni forumowania i takie opowiadanie.... po prostu pogratulować :) . Trochę błędów, ale i tak dobrze jak na twój pierwszy raz tutaj. Opowiadanie ciekawe, fabuła też. Za całość mogę dać 9/10. Oczywiście czekam na kolejne części. ;)

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


12 paź 2013 12:11
YIM WWW
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Nowe odcinki już niedługo. Po prostu muszę nad nimi jeszcze popracować. Dziękuję za komentarze. Mam w planach jeszcze kilka opo, ale najpierw dokończę to.

_________________
Gender? I hardly know her!


12 paź 2013 17:25
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Trzecia część moich wypocin, trochę zbaczająca z tematu, trochę mniej śmieszna. Teraz skupimy się na Molly i Karolince. Czwarta część już normalnie, znów kretesowa :)


- Opady utrzymają się co najmniej do następnego poniedziałku - mówiła prezenterka pogody. Na mapie było pełno niebieskich chmurek.
- Czyli do końca tygodnia. No super. - Westchneła Molly i przyłączyła na inny kanał. Nagle usłyszała huk i...
- Aaaaaaach! - Głos ten należał najpewniej do jej żona.

- I jak ? Wyjdzie z tego? - Zapytała Molly nachylając się nad szpitalnym łóżkiem.
- Tak. Ale miał dużo szczęścia. Mógł tego nie przeżyć. - odpowiedział lekarz, obserwując wciąż nieprzytomnego Kretesa.
- Ojojoj... cześć Molly. - Kretes powoli się budził.
- Co ci strzeliło, żeby włazić na dwudziestometrowy słup w czasie burzy?! - Molly od razu zaatakowała.
- Pomagałem odbudować Kogutowi jego warsztat.
- W czasie burzy?!
- No bo przecież ma padać do końca tygodnia, a chłopak potrzebuje domu.
- A co ty sobie myślałeś, że nie trafi cię żaden piorun?
- To się zdarza bardzo rzadko...
- Mylisz się! Byłeś na najwyżej położonym punkcie w promieniu kilometra. I jeśli myślisz, że...
- Molińciu, nie martw się! To nic takiego.
- ,, Nic takiego" ?! Mogłeś tego nie przeżyć! - Molly, absolutnie wściekła, wyszła z sali i zwróciła się do siostry przełożonej:
- Kiedy go wypiszecie?
- Już niedługo. Może nawet dzisiaj.
- Dziękuje. Do widzenia. - Odpowiedziała Molly i wyszła ze szpitala. Postanowiła pojechać autobusem. Stanęła na przystanku i rozejrzała się. Wszyscy mieli twarze zakryte kapeluszami i kapturami. Molly poczuła dziwny niepokój. Jej wzrok zatrzymał się na mężczyźnie w czarnym prochowcu. Spod ronda kapelusza spojrzały na nią intensywnie niebieskie oczy. Powiedzenie, że to spojrzenie było piorunujące, byłoby dużym niedomówieniem. Molly szybko odwróciła wzrok. Aż zawróciło jej się w głowie. Kretonka wsiadła do autobusu, i usiadła przy oknie. Obok niej usiadł dziwny nieznajomy w czarnym płaszczu. Molly, lekko przestraszona wlepiła wzrok w okno i udawała, że nikogo nie widzi. Nagle nieznajomy się odezwał:
- Podoba się pani nowy mąż?
Molly zdębiała. Skąd ten dziwak wiedział że Kretes ostatnio się zmienił?
- A może woli pani, żeby był taki jak kiedyś?
Molly zamierzała zignorować tego wariata. To w końcu nie jej sprawa. Będzie udawać, że te szare pola bardzo ją interesują.
Autobus zatrzymał się na przystanku. Nieznajomy wstał.
- Widzę, że musi to pani przemyśleć. Ale to nic, bo jeszcze się spotkamy. - powiedział i wyszedł z autobusu.
,, Tylko tego pragnę." - ironizowała Molly w myślach. Chciała spojrzeć na tajemniczego mężczyznę, ale ten zniknął w tłumie.

Następnego dnia, Karolinka wstała z łóżka i wyszła z kurnika. Była godzina 06.00. Karolinka zawsze wstawała o szóstej, nawet w niedzielę. Ale dzisiaj był czwartek. Nasza bohaterka, zanim pójdzie do szkoły, chciała jeszcze posiedzieć nad stawem. Bardzo to lubiła. Idąc, nuciła kilka piosenek, między innymi swoją ulubioną. Tak naprawdę nigdy nie słyszała jej w oryginale. Nawet nie znała jej tytułu. Ale pamiętała, jak śpiewała ją jej mama. To było jedno z jej niewielu wspomnień z mamą. Tak, ta melodia, ten rytm, słowa i ... głos jej mamy. Był piękny, ciepły, jedwabisty i taki ... mamusiowy. Taki spokojny... to było jedyne wspomnienie, dzięki któremu Karolinka pamiętała głos swojej mamy. Podobno odziedziczyła po niej wygląd. Fakt, miała takie sam kolor włosów. Ciemny blond, jak powiedziała fryzjerka. Ale... czy coś jeszcze? Mama miała taki ciepły, miły uśmiech. Karolinka miała uśmiech niczym mały geniusz zbrodni. Szelmowski uśmiech był wręcz stałym elementem jej wizerunku. Ktoś na nią spojrzał, i od razu się zastanawiał, co przeskrobała. Ale była grzecznym dzieckiem... zazwyczaj. Była za to dobrym uczniem. Miała dobre stopnie, a nauczyciele twierdzili, że jest bardzo inteligentna. Rzeczywiście, zawsze wiedziała co powiedzieć i jak się odnaleźć w towarzystwie. Nawet z największej opresji potrafiła wyjść cało. Ale skończmy tę dygresję, bo widać, że Karolinka dochodzi już nad staw.
Staw był najbardziej urokliwym miejscem w okolicy gospodarstwa. Las pałek wodnych, który był też kaczym osiedlem, delikatnie falował. Od czasu do czasu ciche ,,plum" przerywało ciszę. To wyglądało naprawdę pięknie.
Nad stawem, na przystani, siedziała Zosia. Zosia była bardzo życzliwą, chociaż lubiącą samotność kozą. Najczęściej można ją było spotkać na przystani. Tam głównie spędzała czas. Teraz siedziała na molo z wędką. Karolinka usiadła obok niej.
- Część Zosiu! - odezwała się pierwsza.
- Witaj, Karolinko. - odpowiedziała koza.
- Co robisz? - zapytał kurczak - Po co ci wędka?
- Chcę mieć powód by siedzieć tutaj cały dzień. - uśmiechneła się Zosia.
- Ale... Przecież nie masz nawet haczyka. - zauważyła Karolinka wlepiając wzrok w wodę.
- Nie potrzebuję. - odparła koza. - Wolę patrzeć na ryby niż robić im krzywdę. To niekozie, krzywdzić innych.
Zosia miała nietuzinkowe spojrzenie na większość problemów filozoficznych, począwszy od etyki do sensu życia. Była typem myśliciela.Lubiła siedzieć i myśleć. Uwielbiała dyskutować na takie tematy. Ale jeszcze bardziej lubiła rozważać je w ciszy. Nie mówiła za dużo. Dla niej ważniejsza była jakość, nie ilość. Mimo jej życzliwości wobec wszystkiego co żyje, uznano ją za dziwaczkę. Rzeczowi mieszkańcy gospodarstwa nie rozumieli jej czysto egzystencjalnych problemów.
- Karolinaaaaaaaaaa! Czas do szkoły! - Z kurnika dał się słyszeć głos cioci Justyny.
- Muszę iść - westchneła zawołała. - do zobaczenia.
- Do widzenia. - Odpowiedziała Zosia.
Karolinka powoli powlekła się do kurnika. Jak ona nie cierpiała szkoły!

_________________
Gender? I hardly know her!


15 paź 2013 18:43
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Część czwarta, trochę krótka. Czy to w czymś przeszkadza? :?



Kretes tymczasem przeżywał najwspanialsze chwile w życiu. Siedział pod dębem i pisał wiersze. Jeden gorszy od drugiego, ale nasz kret nie zauważał takich drobnostek. Niedawno wymyślił sobie, że znów podejdzie do egzaminu na prawo jazdy.
- Ale okulista mówił, że... - zaczął Reksio.
- Dla chcącego nic trudnego! Nie ma problemu! - oznajmił właściciel niebieskich gogli.
- Co robicie? - Zapytała nadchodząca Kari-Mata-Hari - Jakby co, to dach w kurniku jest dziurawy. Potrzeba fachowca.
- A więc ruszam na ratunek! - Kretes poderwał się jak oparzony. - Reksiu, pożycz mi młotek!
- Jesteś pewien? - zapytał adresat żądania.
- Oczywiście! Nie na darmo zwali mojego przodka Kretesem Zwycięzcą*!

- Łup! Łup! - Kretes był całkowicie zaangażowany i zdecydowany, by załatać dziurę. Nagle usłyszał zniecierpliwione hrumkanie. Rozejrzał się zdezorientowany po wnętrzu kurnika.
Kurnik był mało reprezentacyjną częścią gospodarstwa. Głównie z powodu tego, że był ledwie co skleconą chałupą z wyblakłych desek. Grzędy i wszechobecna słoma były dominującymi elementami wystroju. Jedyna Karolinka próbowała jakoś to zmienić: nad jej miejscem do spania wisiało parę plakatów, miała też obklejone kolorowym papierem pudełko na różne różności pod grzędą. Pudełko było znane głównie z tego, że Karolina trzymała tam swoje największe skarby. Nikomu nie wolno było do niego zaglądać, i nikt tego nie robił, wiedząc, jak niebezpieczna potrafi być wściekła Karolinka.
- Przepraszam że przeszkadzam - Odezwał się Szynkiewicz, prawa racica Hrumryka - Mam dostarczyć panu zaproszenie na dzisiejszy bankiet, odbywający się w Sali Konferencyjnej Chlewiku. Ale skoro jest pan zajęty...
Kretes natychmiast doskoczył do Szynkiewicz. Jeszcze nigdy nie został zaproszony na tak elitarne przyjęcie! Kret uścisnął wieprza, prawie go dusząc. Potem chwycił i rozerwał czerwoną kopertę. Szybko przebiegł oczami po tekście, i klepnął Szynkiewicz w plecy tak mocno, że ten zginął się w pół.
- Dziękuję! - wrzasnął - Strasznie się cieszę! No po prostu wiedziałem, że Hrumryk to równy gość! No niech pana uściskam...
Na te słowa Szynkiewicz, prawie że oknem, uciekł z kurnika. Ledwie uszedł z życiem, powinien porozmawiać z szefem o podwyżce za ekstremalne warunki pracy...
Kretes wzruszył ramionami i zawołał:
- Do zobaczenia, kolego sympatyczny!
- Jeśli ja byłem sympatyczny, to ciekawe jak traktuje niesympatycznych... - pomyślał Szynkiewicz i skręcił za chlewikiem.

- Ram pam pam... - Kretes poprawiał muszkę. Odwrócił się do Molly i zapytał:
- Nie mam przekrzywionej muchy?
- Tak, gdzieś tak o 90 stopni... - odpowiedziała zgodnie z prawdą kretonka.
- Eee, to nie za dużo. A więc ruszam! - Kretes pożegnał się z Molly i wyszedł z kopca. Czas na podbój świata bogatych i sławnych!
Molly usłyszała skrzypienie i trzask dzwi. Coraz mniej jej się to podobało.

- No ale co pan mówi! Przecież dobrze jest! Politycy dobrze rządzą, ludzie są bogaci, dobrze jest! Młodzież jest grzeczna i szanuje starszych, dobrze jest! A polska reprezentacja świetnie gra! Naprawdę dobrze jest! - Kretes rozmawiał z Hrumrykiem, jak mantrę powtarzając ,, Dobrze jest! '' Przynajmniej dla niego było dobrze.
- A co pan myślisz o polskich drogach? - zapytała Dida, najnowsze odkrycie lisiej sceny muzycznej - ja miałam przez nie straszne problemy z dojazdem na koncerty. Po prostu dziura na dziurze!
- Eee, to tylko trochę nierówności! - powiedział Kretes. Po chwili namysłu dodał - Dobrze jest!
Kretes przeprowadził jeszcze szereg takich rozmów, pożartował, i myślał nad tym, jakim szcześciarzem jest, że teraz może tutaj być.
Tu akurat miał rację. Bankiety Hrumryka zawsze zbierały śmietankę towarzyską z kraju i okolic. Chlewik, mimo swej nazwy, był świeżo wyremontowaną, postawionym bliżej autostrady, okazałym budynkiem. Dobrze zasłaniał przynajmniej skromne gospodarstwo.
- No ale jak to mówią: Ciasne ale własne! - zauważył Kretes.
Właściwie masz rację, Kretesie.
- A oczywiście że mam!

Nasz bohater wrócił z bankietu o 23.30. W drzwiach, mimo późnej pory, czekała na niego zdenerwowana męża. Molly zmierzyła kreta wzrokiem. Kretes jednak był zbyt zmęczony, by to zauważyć. Wszedł do sypialni i nawet się nie przebierając, upadł na łóżko i zasnął.

koniec części czwartej

* dawno i nieprawda.

_________________
Gender? I hardly know her!


Ostatnio edytowano 29 paź 2013 15:17 przez Api, łącznie edytowano 1 raz



22 paź 2013 19:55
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Prace nad cześcią piątą w toku. Mam nadzieję, że zrecenzujecie to, co już opublikowałam. Zapraszam do tego, nic tak nie motywuje autora jak pochwały i ( oczywiście tylko uzasadniona :P ) krytyka.

_________________
Gender? I hardly know her!


27 paź 2013 16:57
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2009 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Api napisał(a):
nic tak nie motywuje autora jak pochwały i ( oczywiście tylko uzasadniona :P ) krytyka.

Trudno się nie zgodzić.

Części: trzecia i czwarta bardzo ciekawe. Trzecia taka trochę krótka, ale ważny moment jest. Znowu mógłbym przysiąc, że było parę intów, ale czytam po raz drugi i żadnego nie mogę znaleźć. Chory optymizm Kretesa jest po prostu świetny. A więc:
-Orty, inty: 9,9/10
-Styl: 10/10
-Długość: 9/10
-Fabuła: 9,6/10
-Gagi: powalające. 10/10
-Ogółem: 9,7/10.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


27 paź 2013 17:31
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
Cóż, opowiadanie bardzo dobre. Dobra fabuła, humor powalający (rzekłbym spadłem z krzesła, ale nie mam czegoś takiego, bo to ZUO), styl dobry. Czasem pojawiają się inty. Dla mnie trochę za krótkie... A może jest tak wciągające, że niecierpliwie czytam..?
9,5/10
P.S.
Cytuj:
Prace nad cześcią piątą w toku. Mam nadzieję, że zrecenzujecie to, co już opublikowałam. Zapraszam do tego, nic tak nie motywuje autora jak pochwały i ( oczywiście tylko uzasadniona  ) krytyka.

Fakt, masz rację.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


27 paź 2013 17:39
Pod-ziemniak
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 lip 2012 09:49
Posty: 1693
Naklejki: 10
Post Re: Poskromienie Kretesa
Podoba mi się to opowiadanie. Oceniam 9/10.
Humor: 10/10.
Fabuła: 9,5.
Ciekawość: 9/10.
Długość: Odpowiednia.
Ogólna ocena słowna: Opowiadanie ciekawe, humor jest, fabuła także i oczywiście odpowiednia długość. Mam nadzieje, że będzie więcej takich opowiadań na Forum. Pozdrawiam.


27 paź 2013 20:15
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Ojoj! Do opowiadania wdarł się wyjątkowo złośliwy chochlik redakcyjny. Na szczęście problem już naprawiony, zapraszam do czytania poprawionej wersji. ;)

_________________
Gender? I hardly know her!


29 paź 2013 16:00
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Niestety, ten rozdział jest krótki. Ale postaram się, żeby następne były dłuższe.

Rozdział 5


- Wiesz co, Kari, nie wiem po co Kretes wybrał się na ten beznadziejny bankiet - Molly z niesmakiem stuknęła łyżeczką w filiżankę.
- Może dlatego, że było tam tyle sław? - próbowała zgadywać jej przyjaciółka, suczka Kari-Mata-Hari.
- Jakich sław! Daj spokój! - Molly nienaturalnie głośno wybuchneła śmiechem.
- No, na przykład Dida, albo... - Kari nie dokończyła, ponieważ Molly znów zaczęła się śmiać.
- Dida?! No co ty! Przecież ona śpiewa, jakby żywcem dobrał się do niej kuśnież! Nie wiem, czemu wszyscy uważają, że ona ma ładny głos!
Przyjaciółki siedziały w kawiarni ,, Biały Kot '', jednej z modniejszej kawiarni w Pokopanym. Odkąd otwarto granice, w mieście było pełno turystów. Pojawili się też nowi obywatele: koty, psy, koguty i inni. Jednym z nich był pan Kotnetty, właściciel ,, Białego Kota ''. Przyjechał prosto z Francji, z Paryża. Molly lubiła z nim rozmawiać, szczególnie że świetnie znała francuski. Nie żeby Kotnetty nie znał polskiego, ale lubił czasem porozmawiać w ojczystym języku. Był bardzo sentymentalnym kotem. Miła atmosfera i ciekawy wystrój sprawiał, że jego kawiarnia była idealnym miejscem na pogaduszki.
Mimo to, Molly chciała jak najszybciej wyjść.
- To ile płacimy? - zapytała właściciela.
- Pani raczy żartować! Wszystko dla pani i pani przyjaciółki jest na koszt firmy! - Kotnetty nerwowo przeczesał białe futerko.

Molly i Kari przechodziły właśnie przez Aleję Kretońską. Aleja ta była znana z modnych butików: Hau&Hau, Kolce&Banana i inne. Molly zatrzymała się przed jedną z wystaw.
- Popatrz na to! - Molly wskazała na wystawiony model.
- Czy ja wiem... - Kari nieśmiało wskazała na manekin ubrany w białą sukienkę. - Ta jest ładna.
-To? To wygląda jak jakaś wyjątkowo tandetna suknia ślubna! To ci się naprawdę podoba? - Molly wytrzeszczyła oczy.
- No... - Kari Mata się zarumieniła. - Może trochę - powiedziała cicho. To chyba nie jest najlepszy pomysł by opowiedzieć Molly o czym myślała.

- Wiesz Molly... - zaczęła Kari - chcę z tobą o czymś porozmawiać - powiedziała już pewniej.
- Dzień Dobdy - przerwał jej głos z wadą wymowy. Kret w fioletowym mundurze zasalutował przyjaciółkom.
- Dzień dobry, panie kapralu! - Molly się uśmiechneła.
- Już kapitanie, doga pani. - Diego z dumą wypiął pierś z odznaką kapitana.
- Naprawdę? Gratuluje!
- Eee, Molly... - Suczka chciała zmienić temat.
- Widzisz? Wszyscy nam się kłaniają! Fajnie mieć chłopaka - bohatera, co? - Molly szturchneła suczkę w ramię.
- No właśnie, martwi mnie, że tylko chłopaka...
Ale Kretonka nie słuchała. Stanęła jak wryta, i wyszeptała:
- Kari... Tam pełznie... jeden z Monty Pytonów!
Rzeczywiście, jeden z legendarnych wężowych komików pełz przez ulicę. Molly myślała, że zaraz zemdleje.
- To przecież Jerry Bones! Kari, Jerry Bones! Muszę zdobyć jego autograf! - Kretonka pobiegła ile sił w krótkich nogach. Kari Mata westchneła. Chyba nigdy nie porozmawia z Molly! A tak bardzo potrzebowała jej rady.

- Jerry Bones! O matku! - Molly wciąż nie mogła dojść do siebie.
- Molly... Eee... Chciałabym z tobą porozmawiać.
- O czym? - Zapytała Kretonka.
- O małżeństwie.
- O tym sposobie na zmarnowane sobie życia? Są ciekawsze tematy.
- A jak ci się żyje z Kretesem?
- Powiem tyle: mężczyźni są szarmanccy i wspaniali przed ślubem, a po ślubie... lepiej nie mówić.
Przyjaciółki dotarły na wysypisko. Tu niedaleko, była winda, która miała zawieźć je do domu. Zbudował ją sam Kretes. Oczywiście nic co zbudował Kretes nie było zbyt godne zaufania, ale tyle musiało wystarczyć. Molly, mimo że niedawno Kogut zainstalował u nich Wielki Zderzacz Chomików, wolała tradycyjną windę od mogącej w każdej chwili wybuchnąć ,, ko - konstrukcji '' . Kari Mata chwyciła korbę w łapy i zaczęła nią kręcić. Klatka zaczeła powoli się unosić.
- Czemu tak się spieszyłaś? Mogłyśmy wybrać się do parku kryształów... Wiesz że jest tam drzewko, które nie urosło nawet o centymetr w ciągu 200 lat?
- Wiesz, boję się zostawiać Kretesa samego na dłużej. Kto wie, co on może wymyśleć. - Molly wzdrygneła się na samą myśl o tym.
- Pewnie zacznie rozdawać cukierki na Forum.
- Niech rozdaje, byle nie zapraszał nikogo na herbatkę.
Winda zatrzymała się. Przyjaciółki wyszły z windy. Molly szybko wbiegła po schodach. To, co zobaczyła przerosło jej najśmielsze oczekiwania.
- Co. Tu. Się. Stało!?

_________________
Gender? I hardly know her!


01 lis 2013 12:01
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Przykro mi, dalszych części tego opowiadania już raczej nie będzie. Przykro mi, ale to prawda. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. :cry:

_________________
Gender? I hardly know her!


03 lis 2013 08:17
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Ostatnia część ładnie napisana, tylko trochę krótka. Opowiadanie ciekawe i szkoda, że już nie będziesz publikować kolejnych części. Szkoda naprawdę, bo te opowiadanie było ładne. Są tam jakieś małe błędy, ale i tak jest pięknie. Spokojnie za to mogę postawić 9,5/10.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


03 lis 2013 21:04
YIM WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB! © 2000, 2002, 2005, 2007, 2010, 2013, 2019 phpBB Group.
Designed forum urobiony przez STSoftware dla PTF.
Tłumaczenie skryptu od phpBB3.PL