Teraz jest 03 gru 2020 01:16



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Poskromienie Kretesa 
Autor Wiadomość
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
Świetne opowiadanie, szczególnie rozwalił mnie fragment z ucieczką do Patagonii XD. Nasze forumowe zachowania są już wpisane w historię :mrgreen: . Fajny rozdział, ale trochę za krótki i nudny. Nie wnosi nic do fabuły oprócz Wielkiej Emigracji Ż. Artu/a. A i co do przyklejenia: twoje opowiadanie zasługuje na to jak najbardziej!

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


26 lis 2013 20:07
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 sty 2009 17:53
Posty: 2047
Lokalizacja: Uniwersum Kreacji
Naklejki: 4
Post Re: Poskromienie Kretesa
No dobrze. Chciałem poczekać z oceną aż do końca, ale skoro autorka ma małe załamanie wiary w siebie, zrobię to teraz na wypadek, gdyby naprawdę opuściła wkrótce forum.
Fabuła: W porządku. Nie jest niepotrzebnie rozbudowana, ale nie można też powiedzieć, że nic się nie dzieje, w sam raz dla tego opowiadania, które jest, że tak powiem, bardziej "powszednie", w którym Kretes nie skacze w kosmos ratować kury czy wyrusza w przeszłość zniszczyć szalony superkomputer (wciąż się wstydzę tego ostatniego opa, a jeszcze bardziej jego poprzednika). Familijna atmosfera nagle przerwana gromem z jasnego nieba w postaci zsypujących się forumowiczów i przygodą dla bohaterów nawet bez opuszczania podwórka? Me gusta. 7/10
Poprawność językowa: W porządku, nie ma się co czepić. 10/10
Humor: Mollińciu? Biedny, znajomy lis, który zapomniał wszystkiego, włącznie z własnym imieniem i, co jeszcze gorsze, czarną magię znaną jako administrowanie? Krzesło wdzierające się na forum i zagrożenie użycia budyniu bananowego? Może i nie pokładałem się ze śmiechu, ale nie zaprzeczę, że każdy rozdział powodował pojawienie się na mojej twarzy dużego banana : ) 8/10
Ogólna ocena: 8/10
Autorka ma całkiem spory potencjał. Dużym plusem jest to, że Api nie zaczęła z dobrym pomysłem, a fatalnym wykonaniem, lecz dobrym pomysłem i nie gorszym wykonaniem, a to już coś. Ocena może być odrobinkę zawyżona, ale tak to u mnie bywa, gdy natknę się na czyjeś pierwsze opowiadanie i jest ono o niebo lepsze od mojego pierwszego. Ukłon w twoją stronę, Api.
Pozdrawiam,
najbardziej doświadczony krytyk opowiadań na forum.

_________________
Obrazek
Rrauu hau hou grrao Hauhaure (hau. Mówię poprawnie po Hauhasku).
Tym kolorem prowadzę walkę admina ze złem.
"Wszyscy jestescie moimi dziubaskami ^^" <- Ten cytat zawsze poprawia mi humor, Api. :)


09 gru 2013 19:17
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Cytuj:
No dobrze. Chciałem poczekać z oceną aż do końca, ale skoro autorka ma małe załamanie wiary w siebie, zrobię to teraz na wypadek, gdyby naprawdę opuściła wkrótce forum.


Spokojnie, to opo zostanie dokończone. Choćby nie wiem, co się działo.
Ech, na tym forum nikt mnie nie słucha. Admini powinni zajmować się poważniejszymi sprawami, niż moje wypociny...

Ale mimo wszystko, bardzo dziękuje, nieznany, że mnie nie posłuchałeś. :)
Napisałeś kiedyś, że oceniasz tylko opowiadania, które według Ciebie mają jakiś potencjał.
Więc rozumiesz, że twoja ocena sama w sobie jest już dla mnie wyróżnieniem.
Dziękuje z całego serca.

Pozdrawiam,
najgorsza grafomanka na tym forum. :wink:

_________________
Gender? I hardly know her!


13 gru 2013 21:13
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Przepraszam za post pod postem... dalszych części opowiadania raczej nie będzie. Ja po prostu... nie mogę. Nigdy nie powinnam zaczynać go pisać, teraz widzę, jakie to było głupie. Głupie i nieprzemyślane... mogłabym lepiej. Przepraszam... nie napisze zakończenia, nie będzie drugiego opowiadania. Sama jestem sobie winna, wybrałam głupi wątek, poruszany już setki razy, zero wyobraźni... Myślałam, że opowiem go inaczej...

Pozdrawiam, Api.

_________________
Gender? I hardly know her!


20 sty 2014 16:55
Żaba
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwi 2010 17:40
Posty: 1624
Lokalizacja: A gdzieś pewnie jest.
Naklejki: 5
Post Re: Poskromienie Kretesa
Może za krótki post, ale trudno.
Korzystam z mojego prawa...
VETO!!!

_________________
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.


20 sty 2014 17:01
WWW
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
Api, nieeeee.... Naprawdę ładnie cię proszę byś skończyła to opo. Jest naaaprawdę dobre. I proszę, przestań tak nisko się samooceniać. Bo tak naprawdę jest wieeeelee gorszych opo. Proszę, pisz opo dalej.

LIBERUM VETO!

Pozdrawiam, Autor.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


20 sty 2014 17:05
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2009 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
"Często poruszany"? Naprawdę, wskaż mi chociaż jedno inne opo, poruszające ten wątek.
VETO!

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


20 sty 2014 17:20
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Chodzi o fabułę drugiego opa, które jest dość ściśle związane z końcem tego.

I nie ma żadnego ,, VETO ", tylko ja mam prawo decydowania, czy wstawię to opowiadanie.

_________________
Gender? I hardly know her!


20 sty 2014 17:39
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Pozwólcie, że ja się wypowiem.
Co wy chcecie od Api? Tak, ja też jestem trochę zniesmaczony, że opowiadanie, które miało szansę być jednym z najlepszych przestało po prostu istnieć. Smutno mi z tego powodu, ale mam nadzieję, że drugie będzie równie dobre, jak jej poprzednik.

Api napisał(a):
I nie ma żadnego ,, VETO ", tylko ja mam prawo decydowania, czy wstawię to opowiadanie.


Tu masz w pełni rację. Nie wolno kogoś zmuszać do robienia opowiadania, jeżeli ta osoba oficjalnie zakończyła pierwsze opowiadanie. Autor, sam zgłaszasz "VETO", a nie skończyłeś jednego opowiadania, bodajże "Tajemniczą Istotę". Nikt nic Tobie nie zarzucał, abyś robił dalej, więc nie wiem, dlaczego teraz wszyscy na siłę zmuszacie użytkowniczkę naszego forum, aby pisała. Ciekawe, jakbyście się czuli, gdyby to Api nalegała Czarnoksiężnika czy Autora, aby pisali i szybko wstawiali kolejnego rozdziału opowiadania, które w końcowym rezultacie pokazują słabość i szybkość tego opowiadania. Cieszę się, że Api nie robi tego na szybko, bo to nie konkurs, pamiętajmy.

No dobra, ale stwierdzając po konwersacji na czacie, zauważyłem (i to chyba nie ja pierwszy), że autorka tegoż opowiadania stale prezentuje styl osoby, która ma tak zaniżoną samoocenę, że w życiu takiej osoby nie spotkałem. Ale już jest od tego temat, więc nie będę się tutaj rozpisywał. Ale naprawdę musisz nad sobą popracować.

Podsumowując, każdy ma prawo do decydowania o wstawianiu opowiadania, gdyż to pisała tylko jedna autorka (w tym przypadku Api), a nie 3 osoby. Więc pełen wybór należy tylko do Api. Niech każdy robi to co chce, aby na forum była przyjemna atmosfera. Bo zmuszaniem, pamiętajcie, nic nie zdziałamy, tylko pogorszymy sprawę. Więc niech wszystko leci w swoim tempie, pisanie opowiadań też, jeżeli komuś się to podoba czy też nie.
Pozdrawiam, Kretes102.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


20 sty 2014 19:27
YIM WWW
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
Kretes102 napisał(a):
Pozwólcie, że ja się wypowiem.
Co wy chcecie od Api? Tak, ja też jestem trochę zniesmaczony, że opowiadanie, które miało szansę być jednym z najlepszych przestało po prostu istnieć. Smutno mi z tego powodu, ale mam nadzieję, że drugie będzie równie dobre, jak jej poprzednik.

Widocznie nie rozumiesz, że Api nie zrobi końcówki i drugiego opo. Bo miało być kontynuuacją. To jej powód.

Cytuj:

Tu masz w pełni rację. Nie wolno kogoś zmuszać do robienia opowiadania, jeżeli ta osoba oficjalnie zakończyła pierwsze opowiadanie. Autor, sam zgłaszasz "VETO", a nie skończyłeś jednego opowiadania, bodajże "Tajemniczą Istotę". Nikt nic Tobie nie zarzucał, abyś robił dalej, więc nie wiem, dlaczego teraz wszyscy na siłę zmuszacie użytkowniczkę naszego forum, aby pisała. Ciekawe, jakbyście się czuli, gdyby to Api nalegała Czarnoksiężnika czy Autora, aby pisali i szybko wstawiali kolejnego rozdziału opowiadania, które w końcowym rezultacie pokazują słabość i szybkość tego opowiadania. Cieszę się, że Api nie robi tego na szybko, bo to nie konkurs, pamiętajmy.

Znów zapomniałeś, że Api skończyła to opo. My jej nie poganiamy, ale chcemy by pisała. Błędna interpretacja.

Ja wiem czym jest prawo VETO, więc gdyby się pojawiło to bym dokończył opo. Jak widzisz, nikt tego nie chce. Więc nie piszę.

Koniec offtopu.

A i jeszcze raz: VETO.

Czekam na kontynuacje.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


25 sty 2014 07:55
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Autor8 napisał(a):
Kretes102 napisał(a):
Pozwólcie, że ja się wypowiem.
Co wy chcecie od Api? Tak, ja też jestem trochę zniesmaczony, że opowiadanie, które miało szansę być jednym z najlepszych przestało po prostu istnieć. Smutno mi z tego powodu, ale mam nadzieję, że drugie będzie równie dobre, jak jej poprzednik.

Widocznie nie rozumiesz, że Api nie zrobi końcówki i drugiego opo. Bo miało być kontynuuacją. To jej powód.
(...)
Ja wiem czym jest prawo VETO, więc gdyby się pojawiło to bym dokończył opo. Jak widzisz, nikt tego nie chce. Więc nie piszę.


A i jeszcze raz: VETO.

Czekam na kontynuacje.


Tu pokazujesz właśnie, że sam sobie zaprzeczasz. Raz mówiłeś, że Api nie zrobi końcówki i drugiego opowiadania, a potem czekasz na kontynuację. To jest trochę dziwne, bo piszesz tak, potem inaczej.


Kretes102 napisał(a):

Tu masz w pełni rację. Nie wolno kogoś zmuszać do robienia opowiadania, jeżeli ta osoba oficjalnie zakończyła pierwsze opowiadanie. Autor, sam zgłaszasz "VETO", a nie skończyłeś jednego opowiadania, bodajże "Tajemniczą Istotę". Nikt nic Tobie nie zarzucał, abyś robił dalej, więc nie wiem, dlaczego teraz wszyscy na siłę zmuszacie użytkowniczkę naszego forum, aby pisała. Ciekawe, jakbyście się czuli, gdyby to Api nalegała Czarnoksiężnika czy Autora, aby pisali i szybko wstawiali kolejnego rozdziału opowiadania, które w końcowym rezultacie pokazują słabość i szybkość tego opowiadania. Cieszę się, że Api nie robi tego na szybko, bo to nie konkurs, pamiętajmy.

Autor8 napisał(a):
Znów zapomniałeś, że Api skończyła to opo. My jej nie poganiamy, ale chcemy by pisała. Błędna interpretacja.


Chcecie by pisała, no właśnie. A ona już nie chce i powiedziała, że zakończyła definitywnie to wszystko. W opowiadaniach nie widzę napisu KONIEC, więc to opowiadanie nie jest zakończone i nie powinno mieć kontynuacji w postaci drugiego opowiadania, ale co kto woli. Lepiej by powstał ostatni rozdział "PK" i wtedy autorka powinna pomyśleć nad innym opowiadaniem, bo tak to jest, jak zawiesza się jedno potem drugie opowiadanie, ale jakaś kontynuacja. Naprawdę trochę to mi się nie widzi.
Naprawdę ja niczego nie zapomniałem, ale niestety można zapomnieć kwestii, jak tylko się pisze na czacie, a nie w tym temacie i trochę podyskutować. Bo czat nie jest od takich spraw. Tylko tutaj, bo potem inne osoby, które nie piszą na czacie lub zaglądają piąte przez dziesiąte nie wiedzą o co chodzi. Ja czasami też, bo gdy cos piszę, to właśnie jest jakaś konwersacja na czacie na temat Api i losie jej opowiadań. I wtedy nie zauważę tego, a potem się nie zgadzamy. Potem takie coś wychodzi jak jest. Oczywiście, to już kwestia czy Api chce się jej robić końcówkę. To jej sprawa, tak jak Autor powiedział.
Pozdrawiam, Kretes102.

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


25 sty 2014 15:08
YIM WWW
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Żeby wszyscy zrozumieli: To opowiadanie najpewniej nie zostanie dokończone. Nie będzie też kontynuacji, choć pewnie napisze jeszcze kilka historyjek, niezwiązanych z tym tematem. Bardzo mi przykro, ale to, czy to zostanie dokończone, zależy tylko wyłącznie odemnie, nie pomogą prośby, groźby, apelacje i veta. Zobaczymy, jak to się rozwinie.

Uwaga: Nie domagajcie się na chacie, bo to tylko zmniejsza szansę, że opo zostanie dokończone.

Ps. Dziękuje Ci, Kretes.

_________________
Gender? I hardly know her!


26 sty 2014 18:27
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Wszystkiego najlepszego dla forum. Wiem, trochę za późno.
Bardzo ryzykuje, wystawiając ten rozdział. Mimo to się nie boję.

Część 10


- Bardzo smaczne, dziękuję. - Molly odstawiła miskę i spojrzała na Ż. Arta. - A temu co się stało?
Kret wyglądał jakby miał zaraz zemdleć, uciec stąd jak najdalej, podskoczyć pod sam sufit, albo zrobić to wszystko naraz. Mimo wszystko wykrztusił:
- Smakuje pani?
- Tak. Lubię budyń bananowy.
Było to jak zdzielenie biedaka obuchem w głowę.
- Był bardzo smaczny. - dodała.
Kolejne uderzenie.
- Powiem panu, że świetnie pan sobie poradził. Moja babcia robiła podobny - Molly prawie go dobiła. - A, i jeszcze...
Zielonowłosy nie wytrzymał. Wybiegł z pokoju krzycząc coś o jakimś spisku krzeseł i Komunistycznej Jutrzenki.
Kretonka powiodła za nim wzrokiem. Dziwni są czasami ci Ziemianie...

Do pokoju wpadł Autor8. Biedny okularnik dostał niemałej zadyszki.
- Adama nie ma i nie będzie! - wrzasnął już od progu.
- Jak to: ,, nie ma '' ? - Molly wyglądała na zdenerwowaną. - JAK TO: ,, NIE MA '' ?!
Mątek spojrzał na Autora z wściekłością, po czym zwrócił się słodkim tonem do Molly :
- Na pewno jakoś to załatwimy - stwierdził dość hurraoptymistyczne. - W zamian... eee... nasz... najlepszy detektyw pani pomoże!
- Kto? - zapytali wszyscy chórem.
- No... eee... Kretes120! Tak! On jest najlepszy!
- CO?! - Kretes wpadł w osłupienie. Co ten Mątek znów wymyślił?! Najpierw słynna Afera Mięsna, teraz to...
- Ma pani czego chciała, teraz wyjdzie pani z Kretesem na powierzchnię, Kretes rozwiąże problem i będziemy kwita! - Mątek miał już w głowie precyzyjny plan działania.
- Nigdzie nie idę! - kogut próbował oponować.
- Idziesz, idziesz! - Mątek próbował przepchnął Kretesa102 i Molly przez drzwi. - To dobranoc i powodzenia!
- Ale... - winda ruszyła - ...jest już rano... - zauważył Autor.
Kot upadł na kanapę i westchnął z ulgą.
- Wreszcie pozbyliśmy się tej krecicy!
- Nie mogłeś jej po prostu wyprosić? - zapytał niebieski kret.
- Żeby ciągała nas potem po sądach za nielegalne zajęcie nieruchomości? Czy ty sobie ż.artujesz?

Kretes właśnie dyskutował z Tomkiem, kucem z pobliskiej stadniny Trzy Podkowy. Tomek był siwkiem o pesymistycznym nastawieniu do życia. Miał kilka zasad :

- Jeśli wydaje ci się, że wszystko jest dobrze, zastanów się jeszcze raz, może coś przeoczyłeś.
- Prawo Murphy'ego to czysta prawda!
- Kiedy może nawalić kilka rzeczy, zawsze nawali to, co spowoduje najwięcej szkód.
- Koń ma cztery nogi, a i tak na pewno się potknie.
- W każdej chwili może nastąpić Sermadegon albo coś jeszcze gorszego.
- To i tak się nie uda ( była to też jego najczęstsza opinia co do różnych projektów ).
- I tak wszyscy o nas zapomną.
- Wszyscy obgadują cię za twoimi plecami.
- To wszystko nie ma sensu.
- Kuce są zawsze dyskryminowane przez duże konie, więc mamy przekichane.

Teraz pewnie wszyscy czytelnicy pomyślą, że Tomek jest wiecznym malkontentem i marudą.
Będą mieli rację.
Tomek nigdy nie przeżył żadnej tragedii, a przynajmniej żadnej potwierdzonej. Mimo to sam twierdzi, że jest ofiarą losu, nad którą wszyscy się znęcają.
Na pewno wszyscy domyślili się już, że tak duża różnica poglądów wywoła między naszymi bohaterami niemałą dyskusję.
- Kretesie, o czym ty mówisz? To nie ma sensu.
- Ma sens, Tomeczku! Spójrz na mnie! Kiedyś byłem zdziadziałym kapciem, a teraz...
Kretes zupełnie spontanicznie podskoczył i zakręcił piruet.
- Przecież jeszcze niedawno...
- ... wiodłem życie głupie i bez sensu. Teraz dopiero czuje, że żyje!
Konik pokręcił łebkiem. Co to ma znaczyć? Wcześniej Kretes był taki racjonalny, dało się z nim porozmawiać, a teraz... Ech, to już nie te czasy, co kiedyś...
- Wracam do domu, Molly pewnie się niecierpliwi. Miłego dnia! - Kret ukłonił się kucykowi, co przypominało trochę taneczny ruch Elvisa Piesleya, po czym odwrócił się na pięcie niczym mołdawski tancerz i ruszył w stronę gospodarstwa. Tom westchnął, po czym wrócił do swoich obowiązków, jakim było ciągnięcie małego wózka z burakami.

Winda stanęła. Kogut Kretes120 i Molly wyszli z szybu. Kretonka rozejrzała się po norze.
- Kretes! Gdzie jesteś, kapciu?! - zawołała.
Odpowiedziała jej cisza.
- Eee... może ja już pójdę? - zaczął ostrożnie kogut.
- O nie, przyjacielu, tak łatwo się nie wywiniesz! - Molly zdruzgotała jego nadzieję na bezpieczny powrót do domu.
- Proszę pani, ja naprawdę pani nie pomogę! Mątek nie miał racji, nie jestem takim dobrym detektywem jak mówił!
- Pewnie masz rację, ale ja muszę wiedzieć, co się stało z moim żonem! To już przechodzi krecie pojęcie, co się z nim dzieje!
Choć Kretes120 był niezwykle odważnym kogutem, bał się, zresztą całkiem słusznie, Molly.
Musiałby być naprawdę głupi, by się jej nie bać.
Molly bało się wszystko co żyje, włącznie z całkiem złowrogimi stworzeniami.
- Ale ja... Naprawdę...
- A idź ty... Ej, ale nie dosłownie! - zawołała Kretonka.
Za późno. Kogut wycofał się ,, na z góry upatrzoną pozycję ''. Pozostało mu tylko życzyć bezpiecznego lotu.
Molly prychneła. Trudno, sama sobie poradzi, a potem wytoczy tym z Forum proces o nielegalne zajęcie nieruchomości, niech sobie nie myślą!

Kretes pogwizdywał wesoło. Taki piękny dzień trzeba uczcić! Zaprosi kolegów, w tym Reksia, może jeszcze Roberta i braci Kogutów. Będzie makaron, dobra muzyka, gumowe kaczuszki i jeszcze kilka rzeczy potrzebnych do urządzenia udanej imprezy! Teraz tylko...
Kret doszedł do bramy gospodarstwa. Przy wejściu stało dwóch dość groźnie wyglądających wieprzków. Kretes podszedł bliżej.
- A na kogo panowie czekają? - zapytał.
- A na takiego jednego... Kretes się nazywa...
- Zaraz, przecież to ja!
- Naprawdę? - jeden z knurów podszedł bliżej. - Pan pozwoli z nami, dobrze?

- Przepraszam bardzo, Kogucie, dlaczego przywiazałeś mnie do tego krzesła? Przecież wszystko że mną w porządku!
- Tak, tak, oczywiście, Kretesie. - Kogut mówił powoli i cierpliwie, jakby zwracał się do kogoś nie do końca zdrowego psychicznie.
- Miałem zaprosić ciebie i Korneliusza...
- Tak, tak, oczywiście, ale lepiej teraz siedź spoko-kojnie - Wynalazca nerwowo wyglądał przez okno - Uch, gdzie oni są? Zosta-tawili mnie z niespełna rozumu kretem i sobie, koko, poszli!
- Kogucie, o czym ty mówisz?
- O-o niczym, koko!
Uf, dobrze, widać Reksia. Może on pomoże go uspokoić.

Reksio wpadł do Warsztatu. Zdyszany rozejrzał się po pokoju.
- Gdzie... uf... jest ... puf... Kretes?!
- Tu-tutaj... - Kogut nawet nie dokończył zdania. Dzielny Pies od razu zrozumiał.
- Udało ci się go złapać? Świetnie! - pies nachylił się nad kretem - Kretesie?
- Tak, Reksiu?
- Kontaktuje. Dobrze. Przechodzimy do terapii?
- Zaraz, tylko Ko-kornelek przyjdzie.

Molly biegła przez podwórko. Kornelek twierdzi, że może wyleczyć Kretesa! To wspaniała wiadomość! Wreszcie ktoś, kto może naprawdę mu pomóc!
Gdy krecica dobiegła do Warsztatu, zatrzymała się. Kornelek uważa, że to nie będzie widok dla dam, więc zabronił jej i Kari wchodzić. Ale ona tak bardzo chciała to zobaczyć! Niestety, ktoś zasłonił wszystkie okna. Pozostaje tylko czekać i nasłuchiwać.

- Teraz?
- Tak, Reksiu. Teraz.
- Mam go przetrzymać?
-Tak, pilnuj, żeby się nie wyrwał.
- A jak aparatura nie zadziała?
- Lepiej, żeby zadziałała, inaczej będzie źle.
- Dobrze...
- Bracie, nastaw maszynę na program numer 2.
- A c-co po-potem?
- Potem podłącz prąd, i się odsuń. Resztą zajmę się ja. - Kornelek nałożył specjalne gogle.

Molly usłyszała trzask, dzwięk wyładowania elektrycznego, wrzask Kretesa, wycie Reksia i kwik przerażenia Kornelka. Nagle wszystko ucichło.
Kretonka czuła już tylko swąd spalenizny.
- Na boga Twaroga, co to było?! - przerażona Molly złapała się za głowę.
- Koko, jestem już upieczony! Podano do stołu! - z szopy wytoczył się lekko zwęglony Kogut.
- Rosole! Usmażyłeś mi żona! - Oskarżenia Kretonki były bezpodstawne. Zaraz usłyszała:
- Nie martw się, Kornelku. Każdemu się zdarza. Pamiętaj, że dobrze jest! - Kretes żył i miał się dobrze. A raczej niedobrze.
- Niestety, Molly... straciliśmy go! - Kornelek ukrył dziób w skrzydłach.
Z Warsztatu wyszedł Reksio. Był, jak wszyscy świadkowie terapii, nieźle usmolony.
- Przykro mi, Molly, terapia nie zadziałała. Przykro mi - powtórzył.
- Ni-nic się nie stało. Nic...
- Może znajdziemy jakiś sposób...
- N-nie, Reksiu. Kretes jest taki, jak być powinien. Uśmiechnięty, radosny... - głos Kretonki się załamał.
- Molly... - Dzielny spojrzał na nią z troską.
Krecica usmiechneła się smutno.
- Kari jest szczęściarą...
- Właśnie, Kari! To przecież dzisiaj!
- Co dzisiaj?
- Em, nic. To ja muszę lecieć - Pies szybko pobiegł do budy.
- Ale... hm, dziwne. Jakby nagle sobie o czymś przypomniał... - Molly pokręciła głową.

Kari Mata siedziała na kanapie. Reksio miał dziś przygotować coś specjalnego. Nie powiedział co. Twierdził, że to będzie niespodzianka.
,, Reksio wiedział, nie powiedział... ''
Dobra, może to lekka przesada. Jej chłopak potrafił być bardzo romantyczny. Na przykład ta kolacja w ruinach budy, zniszczonej przez wybuch radioaktywnych buraków, które przekroczyły masę krytyczną... albo spacer po Wybrzeżu Kości, trochę ciężko się tam chodziło przez te wszechobecne piszczele, ale nie trzeba było zabierać suchego prowiantu.
Tak, Reksio potrafił zapewnić dziewczynie rozrywkę...
- Kari, otwórz drzwi! - Dobiegło ją z przedpokoju.
- Idę, idę! - Suczka pobiegła do drzwi. To on!
Nie myliła się. Przed budą stał biały pies z brązowymi łatami.
- Przejdziemy się na spacer?

Dzielny Pies przestał być dzielny. No, przynajmniej w tej chwili.
Gdyby ktoś go zapytał parę lat temu, czy pokonanie Tego, Który Tak Potwornie Mąci jest trudniejsze, niż zadanie Kari pewnego pytania, na pewno odpowiedziałby twierdząco.
Teraz, gdy dokonał tego pierwszego, nie mogąc zrobić tego drugiego, nie był już tego taki pewien.
No i mamy problem...
- Kari?
- Tak, Reksiu?
- Em... - Pies podrapał się po głowie. - Ładną mamy dzisiaj pogodę, co?
- Tak, bardzo ładną.
Co on do jasnej grypy robi?! Pyta się o pogodę? No nie, to głupie! Nie na darmo nazywają go Dzielnym Psem, nie będzie trząść portkami... Tyle, że nawet nie ma spodni... Potrzebne były do zbudowania Teleportek... Nieważne, to tylko takie wyrażenie.
Dobra, teraz na poważnie!
- KARI! - wrzasnął.
Suczka spojrzała na niego jak na wariata.
- Em... tak?
Reksio dopiero po chwili uświadomił sobie, że zaczął krzyczeć.
- Przepaszam... to znaczy przepraszam... Chciałem cię o coś zapytać.
- Mów śmiało.
- Eee... - Reksio poczuł dziwne ssanie w żołądku. Mimo, że w swojej magicznej kieszeni nosił już dużo cięższe rzeczy, małe pudełko, które jako jedyne zajmowało tam teraz miejsce, ciążyło mu niemiłosiernie.
- Reksiu? - Kari tak ślicznie się usmiechneła... Dzielny Pies poczuł, że wymięka.
- Szychheszhmlocmogfochnomo?
- Reksiu? O co ci chodzi? - Jego dziewczyna przyjrzała mu się z niepokojem.
- Kari... muszę ci zadać ważne pytanie. - pies uklęknął na jedno kolano - Czy będziesz...
Gdyby całkiem niedaleko przechodził ktoś postronny, nie usłyszałby wiele. Może oprócz ,, Tak, tak, TAK! OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! ''...


Molly czuła się tak beznadziejnie, że nawet makaron po kretońsku nie mógł poprawić jej humoru.
Postanowiła się przejść. W ten sposób trafiła do najskuteczniejszej poradni psychologicznej w promieniu wielu mil.
Do Zofii.

- No i co mam zrobić?
- Krety się zmieniają.
- Ale to jest jakieś szaleństwo!
- Zgadzam się. Chociaż całe życie można uznać za szalone.
- Dlaczego Kretes nie może być znów tym starym, zdziadziałym, zrzędliwym kapciem?
- A o to musisz go sama zapytać.
Molly spojrzała na tafle jeziora tak, jakby poważnie zastanawiała się, czy się w niej nie utopić. Zosia miała rację.
DLACZEGO ONA MUSI MIEĆ ZAWSZE RACJE?!
Koza spojrzała na krecicę spokojnym wzrokiem.
- Jak myślisz, jak wyglądają inne wszechświaty?
Molly wytrzeszczyła oczy. Nie do końca zrozumiała, o co chodzi Zofii.
- Emm... - odpowiedziała niezwykle inteligentnie.
- Jak wyglądają inne światy, poza naszym? - Koza rozwinęła swoją myśl.
Kretka nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nawet, jeśli poza tym wszechświatem istnieje jakiś... wymiar zbudowany z budyniu... pełen pastelowych, słodkich kucyków... no nieważne...
W każdym razie, ona żyje tu i teraz. A właśnie teraz ma problem, który musi rozwiązać.
Sama.
Trzeba wziąć sprawy w swoje łapy.
Złapie Kretesa i wybije mu ten optymizm z głowy, choćby z użyciem przemocy!
To ma teraz zrobić!
- Dziękuje ci, Zosiu. Muszę już iść. Dobranoc.
Kretka pobiegła polną drogą. Znajdzie żona i rozprawi się z tym jego chorym optymizmem, nawet jeśli to ostatnia rzecz, jaką zrobi w życiu!

Teraz. Bum.
- KRETES! GDZIE JESTEŚ?!
Odpowiedziała jej cisza. A wiadomo, że z ciszą trudno rozmawiać.
- Uch... Kiedyś cię znajdę! - zagroziła.
Kretonka wyszła z Nory. Rozejrzała się po Podwórku. Nigdzie jednak nie było kreta o uśmiechniętym pyszczku.
- Może w czymś pomóc? - Usłyszała za plecami.
Molly odwróciła się. No tak, jej stary znajomek w czarnym płaszczu.
- Mógłby mi pan powiedzieć, co się stało z moim żonem? - Miała ochotę załatwić sprawę ,, po męsku '', ale siliła się na uprzejmy ton.
- Czyli nie podoba się ci się twój nowy mąż?
- To nie jest mój mąż, tylko podróba, co przypomina go tylko z wyglądu.
- Mylisz się. To twój mąż, a raczej jego lepsza wersja.
- Chyba gorsza.
- Oj, oj, Molly, wszyscy próbujemy ci dogodzić, a tobie nic się nie podoba! - Nieznajomy załamał łapy w udawanym zmartwieniu.
- Jacy ,, wszyscy ''?
- MY wszyscy... - odpowiedź nie wyjaśniła zbytnio, o co w tym wszystkim chodzi.
- Posłuchaj, kolego... Nie wiem, o co ci chodzi, kim jesteś i dla kogo pracujesz, ale...
- Jak to dla kogo? Dla ciebie! My wszyscy pracujemy dla ciebie!
Znowu przechodzimy do liczby mnogiej...
Nieznajomy przypominał przymilnego sprzedawcę, który próbuje wcisnąć swoje usługi. Wyglądało to dość dziwnie, biorąc pod uwagę, że był zwierzem nieznanej rasy w czarnym prochowcu. I do tego te niebieskie oczy...
- Klient nasz pan... - zacytował nieśmiertelny slogan. - Nasze usługi są najlepsze! Życzenia ( trzy lub więcej ),cyrografy, umowy, zmiany otoczenia, pozbywanie się uciążliwych sąsiadek, gwiazdki z nieba...
- Hm, a jaka będzie cena? - Zapytała rezolutnie Molly.
- Jaka? Śmieszna! Tak niska, że można pomyśleć że to żart! Co do umowy...
- Nic nie podpisywałam.
- Tu nie trzeba nic podpisywać! My spełniamy najskrytsze myśli, wystarczy jedno życzenie... Nieważne jak, i w jaki sposób...
- Takie na przykład do spadającej gwiazdy, co?
- Tak, ale oczywiście nie spełniamy wszystkich! Możesz czuć się wyróżniona!
- Chętnie bym zrezygnowała z tego zaszczytu... - pomyślała Kretonka - O co tu chodzi? Czego ten gość od niej chcę? Musi czegoś chcieć...
- Życzenie spełnione, przejdźmy do zapłaty...
- Nie jestem zadowolona. Nie zapłacę, jakąkolwiek byłaby cena.
- Jak to? Jest za mało radosny?
- Chcę mojego starego, zrzędliwego kapcia.
- Przecież... - nieznajomy wyglądał na skonfundowanego, pierwszy raz od początku tej rozmowy. - Teraz to już niemożliwe.
- Chciałam go takiego na tydzień. Tydzień już minął.
- Hm, chyba się nie zrozumieliśmy. My nie dajemy tego, czego ktoś chcę. Dajemy to, czego potrzebuje. Masz kreta-optymistę. Tego potrzebowałaś.
- Za to teraz potrzebuje kreta-pesymistę. Proszę mi go dać.
- Zdecydowałaś się na kreta-otymistę... zmieniasz zdanie... my nie lubimy takich, którzy zmieniają zdanie... BARDZO nie lubimy... - wycedził przez zęby nieznajomy.
- A ja za to bardzo nie lubię dziwaków w czarnych prochowcach. Proszę stąd iść. Inaczej zacznę wołać o pomoc. - Molly czuła się bardzo pewnie.
- Wołać? Kogo? Tego pseudo-bohatera, Rexa? Nie usłyszy cię. Teraz jest zajęty. Raczej też nie twój mąż, czy ten zwariowany wynalazca, Jan.
- Reksiu! Kogucie, Kretes?! Słyszycie mnie? Na pewno zaraz tu będą, dziadu. Lepiej uciekaj!
- Słodka, naiwna Molly... ,, Przyjaciele mi pomogą ''... Przyjaciele nigdy nie pomagają. Gdy nadchodzi niebezpieczeństwo, zawsze zostawią cię samą, moja droga. Widzę, że nie chcesz współpracować. Dobrze. Wiem, jak radzić sobie z takimi jak ty... - Tajemniczy zatarł szare, małe łapki.
- Kim ty właściwie jesteś, co?
- Nie chcesz wiedzieć... Bonne nuit, Molly.
Krecica rozejrzała się przerażona. Bonne nuit to tyle co ,, dobranoc ''. Ale co...
- Tak... dobranoc... to będzie sen, z którego już się nie obudzisz!
Molly nagle podcieło krótkie, krecie nóżki... Do stu ufokur, co się dzieje?! Czemu tu jest tak ciemno?
- Dobrze, dam ci z powrotem twojego mężusia... Tyle, że raczej już się nim nie nacieszysz! Nie odmawia się ONTUN!
Ostatnie co usłyszała Molly, był maniakalny śmiech nieznajomego.
Potem nie słyszała już nic.

Epilog
Kretes spojrzał na nieprzytomną żonę. Nie rozumiał, co stało się przez te ostatnie kilka dni.
Wiedział jedno.
Zachował się jak kompletny kreton.
Czy ktoś, kto nagle robi z siebie kompletnego głupka, zapominając o całym świecie, i, o zgrozo, o najważniejszej kobiecie w jego życiu, zasługuje na delikatniejsze określenie?
Gdyby tam wtedy był, mógłby obronić ją przed tym dziadem w czarnym płaszczu... Niestety, tamten zdematerializował się, nim udało mu się go złapać.
Kret wzdrygnał się na samą myśl o tych niebieskich oczach... było w nich coś strasznego... trudno tylko powiedzieć, co.
Właściwie to, że ci wszyscy mroczni wariaci zawsze nosili czarną odzież, było zastanawiające... Ale teraz Kretes miał poważniejsze problemy, niż styl ubierania się tych dziwaków.
,, Nie odmawia się ONTUN... '', hm, to całe ,, ONTUN '' brzmi jak nazwa syropu na kaszel...
No i najważniejsze: Czego ten wariat chciał od jego ukochanej Molly? Nie chodziło raczej o niego czy o Reksia...
Zaraz, a może...
No, tak, to wszystko przez przygody! Kretes zawsze uważał je za zło wcielone, a teraz ma ku temu powody...
On i Reksio narobili sobie wrogów, choć większość została unieszkodliwiona...
Zasadniczy problem polegał na tym, że ( zakładając, oczywiście czysto hipotetycznie ) gdyby taki wróg powrócił, chciałby się zemścić, prawda? A gdyby nie mógłby dokonać odwetu na nim lub Dzielnym Psie, w kogo by celował?
No tak, w tych, którzy są dla nich ważni, czyli...
- Koguty, Kari Mata i Molly! Łu matku! - Kret zerwał się na równe nogi. Sam był zdziwiony tym, jak szybko to wyde... wydedu... wydedukcił.
Kto może chcieć się na nich zemścić? Hm...
Te gorączkowe rozmyślania przerwał mu stukot kogucich pazurów o podłogę. Do pokoju wszedł Wynalazca.
- Dalej tu siedzisz? Powinieneś coś zjeść. Kari Mata potrafi ugotować całkiem niezły makaron.
- Ja... lepiej zostanę jeszcze chwilę.
Jan wytrzeszczył kurze oczka. Kretes nigdy jeszcze z własnej, nieprzymuszonej woli nie odmówił makaronu! To było nie do pomyślenia!
- Kre-kretesie... To naprawdę nie jest two-twoja wina.
- A właśnie, że moja... powinienem domyślić się, że koło Molly kręci się ktoś zły...
- Ni-nikt z na-nas tego nie zauważył.
- Ja powinienem! To w końcu moja męża! Tak jak Reksio zawsze opiekuje się Kari Matą...
- A właśnie, Reksio i Ka-kari Mata... z re-resztą, powiem ci później. Na pewno nie ze-zejdziesz na obiad?
- Nie... zostanę jeszcze trochę.
Kurczak taktownie się wycofał. Lepiej było nie nalegać.

- Molly... Molly... Ja nie chciałem... Przepraszam... Nie wiem, co strzeliło mi do tego mojego pustego łebka... - Kretes był zrozpaczony. Nigdy nie czuł się tak podle. - Zamiast jeść makaron i oglądać telewizję, powinienem pomyśleć o tobie. Przepraszam.
- Zgadzam się.
- No widzisz... Zaraz, co...?
- Zgadzam się, masz pusty łepek. - Molly usiadła na łóżku. - Wszystko słyszałam.
- Molly... - wyraz twarzy kreta był kwintesencją czystego szczęścia.
- Chodźmy na obiad, później omówimy temat tego wariata, dobrze?
Kretes poczuł, że rzeczywiście powinien coś zjeść. Jego brzuch dość głośno się tego domagał.
- Kari ugotowała makaron. - powiedział. - Choć, oczywiście, na pewno nie jest tak dobry jak twój! - dodał.
- Lizus... Lizus...
- No co?
- Nic. Cieszę się, że znów jesteś sobą. Nigdy się nie zmieniaj.

- Mamy wam coś bardzo ważnego do powiedzenia. - Kari Mata Hari aż drżała z radości. - Zgadujcie.
- Emmm... Kogut zrezygnował z bycia wynalazcą?
- To dobra wiadomość, Kretesie.
- A ta nie jest dobra?
- Nie. Dalej.
- Wygraliśmy w Totolotka?
- Nie.
- Dostaliśmy w prezencie od producenta dwie tony makaronu?
- NIE!
- Dobrze, dobrze, nie musisz tak krzyczeć...
Molly przyglądała się temu osobliwemu dialogi w zamyśleniu.
- A może... Reksio coś obiecał?
- Blisko, blisko, Molly...
- Rusza z tobą w podróż dookoła świata...
- Tak... ale najpierw chcemy zrobić coś innego. - Kari usmiechneła się dziwnie.
- Ty chyba nie myślisz o tym, że... - Molly zrobiła przerażoną minę.
- Tak! On mi się...

- ... oświadczył?! - w tym momencie dziób Koguta stuknął o drewniane panele. - Żartujesz!
- Dlaczego miałabym żartować? To fakt!
- Nie spodziewałem się... - Jan z wrażenia aż przysiadł. - Muszę powiedzieć Kornelkowi!

- Tak, Justyno, Reksio i Kari są zaręczeni!
- Nie żartujesz sobie, Kretesie?
- Po co miałbym, na Boga Twaroga, żartować? To poważna sprawa!
- Muszę powiedzieć o tym Andżelice!

Po dwóch godzinach całe podwórko i okolice już wiedziało.
Ale nie każdy pochwalał tą decyzję.
- Żenić się?! Teraz, kiedy wskaźnik rozwodów jest wysoki jak nigdy?!
- Urząd Stanu Cywilnego... Phe! Prawdziwy ślub bierze się w kościele!
- Oni do siebie nie pasują, mówię wam...
- To się nie uda...
- Nie wytrzymają ze sobą, to pewne...
- Nie siać defetyzmu! Uda się! A ty, Tomek, przystań tak wszystko ciągle negować!
Na Podwórku kłębiło się pełno zwierząt gospodarskich, od koni i kucyków, przez świnie i owce, do gęsi i kurczaków.
- Fuj... - Karolina skrzywiła się, jakby czuła jakiś nieprzyjemny zapach. - Obrzydliwe!
- Kiedyś zrozumiesz...
- Właśnie, że nie zrozumiem. Skoro się kochają, po co te całe szopki z ślubem?
- To w końcu bardzo romantyczne...
- Raczej pompatyczne, ciociu! Nie ma ani krztyny romantyzmu w za długich sukniach i idiotycznych weselach!
- Kiedyś zrozumiesz...

Panowie, sprawa się zakałapućkała. - Może nie był to zbyt dramatyczny wstęp, ale Kretesowi wystarczał. - Wiecie, że Reksio ubzdurał sobie, że weźmie ślub z Kari Matą, co jest nie do pomyślenia! Musimy coś zrobić!
- Przecież są szczęśliwi...
- Tak, do czasu! A potem co? To się zawsze tak zaczyna! Na początku wszystko jest cacy i super, a potem lepiej nie mówić... Spójrzcie na Molly! Kiedyś była dzielną rebeliantką, a teraz...
- Więc co zamierzasz zrobić?
- Panowie, nadaje tej akcji kryptonim ,, Trzeba zabić tą miłość ''!
- Nie uważasz, że trochę za dużo mówi o celu akcji?
- Oj cicho, rosoły!

- Dziewczyny, wiecie, że sprawa jest delikatna. - zaczęła Molly. - Martwię się o Kari Matę.
- Dlaczego?
- Ona jest wbrew pozorom delikatną dziewczyną. Boję się o nią. Nie chcę, by ktoś ją zranił.
- Przecież Reksio to wspaniały facet! Takiego to że świecą szukać!
- Wiem, ale jeśli im nie wyjdzie...
- Nie bój się, tylko pomyśl, w co się ubrać! - Justyna i Andżelika zachichotały.

Reksio nie mógł dziś zasnąć. Ostatnio dręczyły go koszmary. Naprawdę straszne.
- Kari? - zwrócił się w stronę narzeczonej.
- Tak?
- Nie uważasz, że trochę się pospieszyliśmy? Z tym ślubem i w ogóle?
- Nie martw się. Przecież nic się nie stanie. Jacyś wielcy źli mieliby wpadać wprost w nasz ślub? To niedorzeczne!
- Tak, masz rację... Dobranoc.
- Dobranoc, kochanie.
Dzielny Pies zgasił nocną lampkę. No tak, to niedorzeczne. Bardzo niedorzeczne.
Więc dlaczego tak się tego obawia?

_________________
Gender? I hardly know her!


03 lut 2014 20:11
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
Świetne opowiadanie, naprawdę bardzo dobre. Ja nie widzę żadnego schematu w końcówce i dziwię się, że nie chciałaś tego udostępniać. Jest kilka błędów, takich jak np. "Kretes120". Brakuje mi w tym rozdziale jednak humoru. Uśmiechnąłem się parę razy, ale nie tak często jak przy poprzednich. Ogólnie będzie 9,5/10. Za całe opowiadanie daje ci 9/10.

Czekam na kontynuacje, czyli kolejne opowiadanie. *
Spoiler:

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


03 lut 2014 21:15
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2009 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Od czego by tu zacząć...
Api, mam dla ciebie złą wiadomość: sama sobie rzucasz kłody pod nogi. Stwierdziłaś, że nie masz zamiaru kontynuować... ja nie mam zamiaru cię zmuszać, ale w ostatnim rozdziale i epilogu doliczyłem się chyba ze trzech wątków, które po prostu same się proszą o ich kontynuowanie... ale dobra, jak już napisałem, nie będę cię zmuszać, jeśli nie chcesz pisać dalej. Za to inni...
To teraz o samym opowiadaniu...
"Wyszło mi bardzo schematycznie" gdzie? Nie zauważyłem żadnego schematu.
"To zakończenie jest naprawdę żałosne" aj tam. Żałosny (i żenujący) jest poziom twojej samooceny.
Dobra, fakt, w porównaniu z resztą opowiadania zakończenie wypada trochę nie najlepiej. Ale to w dalszym ciągu świetne opowiadanie.

Ocena ostatniego rozdziału:
Akcja: w sam raz. 10/10.
Długość: nieco za długie. 9/10.
Orty, inty, inne błędy: poza "Kretes120" nie zauważyłem. 9,9/10.
Humor: jakiś jest. Będzie z 7/10.
Ogółem: tak z 8/10.

Ocena całego opowiadania:
Fabuła: pod tym względem opowiadanie mocno się wyróżnia z tłumu innych dzieł. Oczywiście 10/10.
Styl: również bardzo dobry. 10/10.
Błędy: oj, trochę się znajdzie. 8/10.
Długość: niektóre rozdziały za długie, inne za krótkie... ale będzie 9/10.
Humor: bardzo dobry. 9/10.
Szybkość akcji: uregulowana, stała, nie za szybka, nie za wolna. 10/10.
Ogółem: 9/10.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


04 lut 2014 12:13
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB! © 2000, 2002, 2005, 2007, 2010, 2013, 2019 phpBB Group.
Designed forum urobiony przez STSoftware dla PTF.
Tłumaczenie skryptu od phpBB3.PL