Teraz jest 02 gru 2020 19:28



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Poskromienie Kretesa 
Autor Wiadomość
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Tym razem coś z forumizmu. Odcinek nie miał nikogo obrazić. Jeśli jednak tak się stało, to bardzo przepraszam. W dwóch postach, inaczej się nie dało.

Molly rozejrzała się z niedowierzaniem po salonie. Dużo można się było spodziewać po Kretesie, ale takie coś? Salonik wyglądał jak po nalocie dywanowym. Albo po udanej imprezie. Wszędzie wisiały serpentyny, balony, i bliżej niezydentyfikowane obiekty. Po dywanie walały się puszki po napojach, opakowania po ciastkach, chipsach i cukierkach. Stan ukochanej sofy Kretesa wołał o pomstę do nieba. Właściwie, wyglądała teraz jak śmietnik. Góra kolorowego plastiku i trochę tkz. ,, odpadów organicznych '' . Nagle góra się poruszyła. Spod ,, odpadów organicznych '' wydostał się lisi pyszczek. Jako że lis był jedyną osobą być może zdolną, by wytłumaczyć Molly co tu się dzieje, kretonka podeszła do ,, kanapowego śmietnika '' . Lis smacznie sobie spał. W łapkach trzymał wielką, acz pustą butelkę mleka. Nasza bohaterka przeczytała etykietkę:
- Mleko OHO, 3 % ... O matku... trafiłam na jakiegoś mlekopijcę. No pięknie. Panie, obudź się pan!
- Tak? - lis obudził się, mimo, że wyglądał dość źle. Na czubku głowy miał paskudnego guza - Zaraz... kim ja jestem? Gdzie ja jestem?
No jasne, to bardzo wygodne, ,, stracić pamięć '' . Molly westchneła. No ale, bądź co bądź, trzeba go opatrzyć i się nim zająć. Ranny to ranny.

- No dobra, więc, jak się nazywasz, skąd jesteś i jak się tu znalazłeś? - Molly wpakowała lisa do łóżka, zaparzyła mu herbaty i zażądała wyjaśnień. Nie mogła dłużej czekać. Rudy rozejrzał się, spojrzał w lewo i prawo, ziewnął, i po zakończeniu tych nad wyraz skomplikowanych czynności, zaczął mówić:
- Bardzo mi przykro, ale nie mogę odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Nie wiem skąd jestem, ani jak się tu znalazłem. Pamiętam tylko, że moje no... ni... na... jak to było... chyba ,, na '' ... wiem! Nazwisko! Moje nazwisko zaczyna się na ,, N '' . Nic więcej.
- Dobrze, więc będę mówić na ciebie ,, N '' . Słuchaj N, muszę na chwilę wyjść. Zostań tutaj.
N skinął głową. Molly wybiegła z sypialni. Pora znaleźć główną przyczynę tego zamieszania.
Kretesa!

Karolinka czytała właśnie przygody Mary Paris, swojej ulubionej książkowej bohaterki. Tą miłą czynność przerwały jej czyjeś wrzaski przed kurnikiem. Karolinka odłożyła książkę i wstała z grzędy. Ktoś dalej krzyczał. Coś jakby ,, Kaczper, Kaczper! '' . Dziewczynka wybiegła z kurnika. To co zobaczyła, co najmniej ją zdziwiło.

Przed drewnianą szopą stał pies, bardzo podobny do Reksa. Chociaż ,, stał '' to nie najlepsze określenie. Pies podskakiwał, machał łapami, i wrzeszczał. Jednak, uwagę Karoliny najbardziej przykuł jego wygląd. Miał na sobie jeansy, czarną koszulkę z nadrukiem i burzę brązowych włosów. Skąd w małej wsi taki pies? To było co najmniej dziwne. Ale medal w konkursie na dziwaczność zdobyły jego wrzaski. Konkretnie :
- Kaczper, wytrzymaj, Nika zaraz wróci z pomocą! Trzymaj się!
- A myślisz że co ja robię, Jimmy?! - Z dachu dało się słyszeć zirytowany głos. Karolinka spojrzała w górę. Rekord dziwaczności został pobity. Na dachu kurnika siedział żółty kret. A raczej trzymał się drewnianej belki.
- Ten amulet do teleportacji to jakaś lipa - kret ze złością cisnał za siebie złoty wisiorek - A ja myślałem, że egipska magia jest taka niezawodna!
- Wytrzymaj, Nika zaraz tu wróci! Przynajmniej mam taką nadzieję... - ostatnie zdanie pies nazwany Jimmim wyszeptał. Wolał nie mówić tego na głos.
- Jimmy, łap! - zza winkla wyskoczyła skunksica z białym prześcieradłem. Rzuciła róg pościeli psu. Oboje złapali po dwa rogi prześcieradła i stanęli tuż pod dachem.
- Kaczper, skacz!
- Chyba żartujecie!
- No skacz!
Kret powoli próbował ssunąć się z dachu. Ale tylko próbował. Naprawdę zjechał z dachu z prędkością rakiety, w towarzystwie połowy strzechy. Sfrunał z dachu i ...
- Łup! - ,, Kaczper '' niestety nie trafił w prześcieradło. Spadł obok.
A krety, niestety, nie spadają na cztery łapy.

- Kacper! Nic ci nie jest? - Nika nachyliła się nad kretem. Wyglądała na przerażoną.
- Nie bardzo. Ech, starzeję się. Już nawet wycelować przy spadadaniu nie umiem.
- Dobrze że żyjesz! - uradowana Nika przytuliła Kacpra. Karolina podeszła bliżej.

_________________
Gender? I hardly know her!


06 lis 2013 19:08
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Molly pędziła przez podwórko. Niestety, jako kret nie była zbyt szybka. Nagle usłyszała kreci głos niedaleko ruin koguciej szopy. Myśląc, że to Kretes, gwałtownie skręciła.
Niestety, zawiodła się.
Obok, na lekko nadpalonej desce, siedzieli sobie kogut, kret i kot. Nie zauważyli oni kretonki, co więcej, wyglądali na dość zadowolonych z życia. Właśnie o czymś rozmawiali.
- A oni to skąd? - zastanowiła się Molly. Nigdy nie widziała podobnej grupy. Wieś była mała, wszyscy się znali, więc obcy łatwo rzucali się w oczy. Szczególnie tacy obcy.
- Co się stało, Mollińciu? - Kretes! Wreszcie dowiemy się, o co tu chodzi!
- Kim jest ta trójka? - Molly bez zbędnych ceregieli doszła do sedna sprawy.
- A, ci... - Kretes podszedł do prowizorycznej ławki - Molly, to są : Autor8, ( wskazał na kreta ) Mątek, ( wskazał na kota ) i, wyobraź sobie: Kretes102! ( wskazał na koguta ) .
Molly mimo tych jakże drobiazgowych wyjaśnień nie uspokoiła się.
- Co oni tu robią?!
- Eee... chyba siedzą.
- Niech zgadnę: oni są z tego całego Forum, tak?
- No...
- Po co ich tu wpuściłeś?
- Wiesz, Molly, jak to mówią, ,, Gość w dom, bóg Twaróg w dom...
- Ale co, przyszli tak sobie na herbatkę, czy co?!
- Nie denerwuj się Molly... Wiesz, oni szukają swojego admina.
- Co?!
- Admina!
- A co, uciekł im?
- Oj Molly, nie bądź złośliwa...
- Ci twoi kochani forumowicze zrobili u nas w salonie taką imprezę, że przez pół roku będziemy to sprzątać!
- Przepraszam... - odezwał się kogut -to chyba jakieś nieporozumienie. Nigdy byśmy czegoś takiego nie zrobili.
- No jasne, bo ten bałagan zrobiły krasnoludki, czyż nie?!
Kogut zamilkł. Nie spodziewał się tego.
Molly poczuła, że czas trochę spuścić z tonu. Może jeśli pomoże im znaleźć tego admina, to sobie pójdą.
- Jak wygląda ten wasz admin?
- On często zmienia wygląd - zaczął mówić kot - ale teraz powinien wyglądać jak lis z czarnymi włosami. Wie pani, taki rudy, z białym brzuchem...
- Wiem jak wygląda lis! - hukneła na niego kretonka. Chociaż...
- Jak on się nazywa? - zapytała.
- N-nieznany, proszę pani... - powiedział nieśmiało Autor.
Tak! Wszystko zaczyna układać się w logiczną całość!
- Chodźcie za mną! - Zakomenderowała.

- Gadaj, dla kogo pracujesz?! - Karolinka maglowała Kacpra jak stare prześcieradło.
- Dla nikogo...
- Ta, bujać to my, ale nie nas! Gadaj!
- Dobrze... jestem Kacper98, pochodzę z Egiptu...
- A jednak! Agent młodej Rollingstone'nównej! Wiedziałam!
- Karolina! Zostaw tego kreta! - Reksio stanął obok dziesieciolatki.
- Nie przeszkadzać w przesłuchaniu!
- Daj spokój! Zostaw tą trójkę! Zaraz wracają do siebie, na Forum!
- Ech... Dobra, jesteście wolni, możecie iść!
Pies, skunksica i kret ostrożnie się wycofali. Już wiedzieli, co potrafi ten kurczak.
- Bu! - przerażeni forumowicze uciekli ile sił w łapach. Karolinka uśmiechneła się z satysfakcją. Ten numer zawsze działał.

- Macie teraz swojego admina, więc weźcie go sobie i idźcie. - Molly otworzyła dzwi przed szóstką gości.
Nieznany był uprzejmie zdziwiony, że tyle osób jest nim zainteresowanych. Wciąż miał amnezje.
- No dobra, panowie, zabieramy go. Dziękujemy bardzo! - Mątek i Autor podnieśli lisa z łóżka i poprowadzili go do wyjścia. Kretes i reszta poszli za nimi.
- Ale dlaczego mnie prowadzicie? Mogę przecież sam iść. - Nieznany rozejrzał się dookoła. Postanowił zwrócić do najżyczliwiej wyglądającej osoby. To jest do Niki.
- Wiesz co tu się dzieje, skunksiku? - zapytał się jej. Nie uzyskał odpowiedzi. Mątek był bardziej skory do mówienia.
- Nie martw się, Nieznany, już my cię wyleczymy! - W jego ustach zabrzmiało to prawie jak groźba.
Dzwi do opuszczonej nory zamknęły się. Molly odetchnęła z ulgą.

- Nie wiem, co masz z tym wspólnego, ale masz to posprzątać! - Molly wskazała na bałagan w salonie.
- Ale Molińciu, nie martw się!
- Nie martw się?! - nagle wybuchneła kretonka. Znienawidziła to zdanie. - Dość! Dziś śpisz na kanapie! - Molly wybiegła z pokoju i zamknęła się w sypialni. To było trudne, ale mimo wszystko zasneła.
Miała straszny sen. Śniło jej się, że zbankrutowali, gospodarstwo zlicytowano, a wszyscy wylądowali w przytułku. Ale jedno było najgorsze.
,, Molińciu, nie martw się! '' gdy Kogut przyniósł informację o bankrucji. ,, Molińciu, nie martw się! '' gdy sprzedano farmę. ,, Molińciu, nie martw się! '' w przytułku. To było najgorsze.
Molly obudziła się. Na szczęście to był tylko sen.
Ale nasza bohaterka podjęła decyzję.
Wybiera się z Kretesem do lekarza.
Do psychiatry!

_________________
Gender? I hardly know her!


06 lis 2013 19:09
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2009 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Odcinek nieco mniej śmieszny, niż poprzednie. Ale fajnie, że dałaś trochę forumizmu. Aczkolwiek, jak na z desperacją szukających zaginionego admina, niektórzy są dziwnie wyluzowani [dyskretnie zerka w stronę trójcy]. Interpunkcja i ortografia w porządku. Błędów stylistycznych i językowych też nie ma. No, i wreszcie dochodzi do decydującego momentu, gdy Molly wysyła męża do psychiatry. Ciekawe, co będzie dalej.
Akcja: 9/10.
Orty, inty i inne błędy: 10/10.
Humor: 7/10.
Długość: w sam raz. 10/10.
Ogółem: 9/10.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


06 lis 2013 19:25
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Znowu dwa posty, no co się dzieje...

- Dzień dobry, pani Balbino! - Molly zobaczyła nadchodzącą gęś. Uznała, że należy się przywitać.
- Dzień dobry, drogie dziecko - Balbina natychmiast otaksowała ją niezbyt przychylnym spojrzeniem. - Dlaczego ubrałaś się tak odświętnie? Niedziela dopiero jutro.
- Noo, idę z żonem do lekarza.
- Tak? - zapytała gęś z drwiącym uśmiechem - A na co jest chory? Może chodzi o oczy, przez ciągłe siedzenie przed telewizorem?
- Eee, nie...
- A może żołądek nie wytrzymał takiej ilości makaronu? - Uśmiech starszej kobiety robił się coraz szerszy.
- Nie...
- Wiem! Stracił głos od ciągłego zrzędzenia! - Balbinę bawiło widać zakłopotanie krecicy.
- Nie... Idę z nim do doktora Marabutowskiego...
- Ale to przecież psychiatra!
- Zna go pani?
- Oczywiście! Leczył starego Byczyńskiego... Oczywiście zanim na sygnale odwieźli go do domu bez klamek!
Ostatnie słowa poraziły Molly. Mimo wszystko jednak, starała się zachować zimną krew. Balbina kochała znęcać się w ten sposób nad innymi. Podniosła takie drobne złośliwości do rangi sztuki.
- Nie wiem, co było temu całemu Byczyńskiemu, ale jesteśmy z żonem umówieni. Do widzenia. - Kretonka gładko wydostała się w kłopotliwej sytuacji. Szybkim krokiem oddaliła się od gęsi. Balbina mrukneła ze złością coś o nielegalnych emigrantach i także opuściła podwórko.
Centrum gospodarstwa znów było ciche i spokojne.
Ale, jak zwykle, nie na długo.

Molly siedziała w poczekalni. Kretes był właśnie w gabinecie. Doktor Marabutowski miał go zdiagnozować. Kretonka czuła się lekko nieswojo. Nie lubiła przychodni. Nie lubiła zapachu leków, ogromnej ilości psów, kotów i kretów w białych kitlach. Ale najbardziej nie lubiła tego ogólnego nastroju przygnębienia. Kretes, z tym swoim chorym optymizmem, był tu po prostu jak słoneczko w nocy. No właśnie... Kretes. Jak ten Marabutowski z nim choćby pięć minut porozmawia, to już ze szpitala nie wypuści.
Ale minęło już co najmniej dwadzieścia. Co oni tam tak długo robią?
Nagle dzwi się otworzyły. Oczom Molly ukazał się wariacko uśmiechnięty Kretes, a także doktor Marabutowski. Ten drugi gestem skrzydła zaprosił ją do środka. Kretonka weszła do gabinetu. Miała straszne podejrzenia.

- Więc, pani mąż... - Zaczął psychiatra
- Jest chory? Na co? Trzeba go ubezwłasnowolnić? Tak, na pewno. Jakie leki mu dawać? A może... - Nasza bohaterka wpadła w słowotok. Doktor uśmiechnął się i delikatnie przerwał Kretonce.
- Z pani mężem wszystko w porządku.
- Jak to?!
- Jest zupełnie zdrowy.
- Ale proszę pana, przecież on uważa, że polska reprezentacja świetnie gra! To nie jest normalne!
- Nie ma lekarstwa na naiwność...
- On zawsze był zrzędliwy i smutny. Dopiero parę dni temu zrobił się taki, jaki jest teraz!
- No tak... takie coś mogła spowodować tylko gwiazdka z nieba, prawda? - Marabutowski mrugnął porozumiewawczo.
Molly wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. Skąd ten ptaszor wiedział?
- No ale... takie życzenia się nie spełniają...
- To prawda, ale nawet w medycynie zdarzają się przypadki cudów, prawda? W każdym razie, ja nie mogę pani pomóc. Pani mąż jest zdrowy.
Molly wstała. Jeśli to prawda, to trudno, trzeba szukać innej metody leczenia.
- Do widzenia, panie doktorze. - Molly otworzyła dzwi gabinetu.
- Do widzenia.

- No i widzisz, Molly, ze mną wszystko w porządku. - Kretes, cały w skowronkach czy jakimiś tam innymi dodo, szedł z mężą do przystanku. Kretonka mimo wszystko nie była zadowolona. Gdyby Kretes był znów Kretesem, to co innego. On nie był Kretesem.
On był Kretesem. Innym Kretesem.
Po przyjeździe do domu, Molly usiadła na kanapie i rozmyślała, co zrobić. Medycyna konwencjonalna zawiodła.
Może niekonwecjonalna pomoże?

_________________
Gender? I hardly know her!


13 lis 2013 20:42
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
- No i tak to mniej więcej wygląda - Molly przed chwilą streściła Zosi całą historię - Wiesz, kto może mi pomóc?
Koza pokiwała głową i zamyśliła się. Po chwili zaczęła mówić.
- Znasz Wiktorię Skorupkę?
- Tą wiewiórkę, koleżankę Karolinki? Oczywiście!
- Słyszałaś o jej babci?
Molly już nieraz słyszała. Babcia Wiktorii mieszkała w dziupli w starej wierzbie. Była już stara, trochę niedowidziała, ale kiedy ktoś znajdował się w sytuacji pozornie bez wyjścia, zawsze kierował do niej swe kroki. Lub machnięcia skrzydeł.

- Brr, dlaczego ta babcia mieszka na takim odludziu? - Molly właśnie dochodziła do domu starej wiewiórki. Rzeczywiście, okolica nie bardzo zachęcała do odwiedzin. Droga otoczona przez upiornie wyglądające wierzby nabierała wieczorem jakieś takiej jakby grozy. Molly nie lubiła się bać.
- Hmmm... nic dziwnego, że kiedyś myślano, że te drzewa są zamieszkane przez demony. Wyglądają potwornie.
Wreszcie, jest drzewo, w którym mieszka babcia. Jest w domu, widać światło w oknach. Kretonka podeszła do małych, dębowych dzwiczek.
Dzwi były czerwone i zaopatrzone w osobliwą kołatkę. Nasza bohaterka przyjrzała się jej dokładniej.
Mosiężny wilk o głodnym, prawie że żywym spojrzeniu trzymał w zębach metalowe kółko. Wyglądał tak prawdziwie, że Molly wręcz bała się chwycić za kołatkę, w obawie że ją ugryzie.
- Wejdź dziecko, dzwi są otwarte - Kretonka aż podskoczyła ze strachu. Skąd ona wiedziała, że Molly tu jest? Jednak, mimo narastającego niepokoju, popchnęła czerwoną deskę. Oślepił ją blask dziwnego światła.

_________________
Gender? I hardly know her!


13 lis 2013 20:43
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
To jeden rozdział, czy kilka? Bo gubię się bez numeracji... Jak kilka (każdy w innym poście) to dość krótkie... A jeśli to jeden rozdział, to czemu dzielisz go na tak krótkie części :?:
Humor jest wręcz rozwalający ("Ale proszę pana, przecież on uważa, że polska reprezentacja świetnie gra! To nie jest normalne!"), akcja jak dla mnie dzieje się teraz trochę za szybko... Szukanie admina można było rozciągnąć na kilka długich rozdziałów... Ogólna ocena wynosi 9,7/10. Opowiadania jest jednym z najlepszych, a - jak dla mnie - najlepszym z obecnie pisanych na forum (nie licząc CI - MCS).

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


16 lis 2013 13:23
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Chmm, tu chyba należy się małe wytłumaczenie. Ta wstawka z forumizmu miała być krótka. Chodziło o to, by Molly przekonała się, że z problemem Kretesa należy coś zrobić, ponieważ on przecież nie ma nic do forumiczów, których przedtem nie cierpiał. A to co najmniej dziwne. Rzeczywiście, zacznę od nowa numerować rozdziały, ponieważ można się pogubić. W moim następnym opo. będę już tytułować rozdziały. Miałam problem z wysłaniem długiego rozdziału, długa historia.

Ps. Następny rozdział już niedługo.

_________________
Gender? I hardly know her!


16 lis 2013 20:05
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Niestety, rozdziały nie mogą być dłuższe.

Część 8

- Hmmm... A więc mówisz, że twój mąż stał się nagle bardzo szczęśliwy... - Babcia spojrzała na Molly. Kretonka poczuła się nieswojo.
Stara wiewiórka miała bystre, świdrujące na wylot oczy. Mogło się wręcz wydawać, że może nawet spojrzeć komuś w głąb duszy. Kretonka szybko odwróciła wzrok.
- Masz poczucie winy - usłyszała - winisz się za coś.
- Ja? Nie... - odpowiedziała Molly.
- Martwisz się o męża. Uważasz, że to przez ciebie tak dziwnie się zachowuje.
No jasne, pomyślała Molly, a może tak powie mi pani, co z nim jest? Po to tu przyszłam.
- Nie mogę ci tego tak po prostu powiedzieć. To nie jest takie proste.
Hę? Umie pani czytać w myślach? No to czemu nie machnie panie łapą i nie zrobi czegoś z tym problemem?
- Nie umiem czytać w myślach - uśmiechneła się wiewiórka - ale życie znam, i wiem, że ta przemiana jest nieprzypadkowa. Nie mogę po prostu machnąć łapą i zażegnać problemu. Ale...
- Zna pani kogoś kto może?
- Nie, ale przypomnij sobie, co robiłaś dzień przed przemianą. To ważne.
- Nic...
- Na pewno?
Molly poprawiła kołnierzyk przy płaszczu. No, może nie do końca nic...
- NO DOBRA! - wybuchła nagle kretonka - POWIEDZIAŁAM JAKIEŚ GŁUPIE ŻYCZENIE! SKĄD MIAŁAM WIEDZIEĆ, ŻE SIĘ SPEŁNI?! NIE WIERZĘ W SPEŁNIAJĄCE SIĘ ŻYCZENIA!
- To skoro nie wierzysz, to po co je powiedziałaś?

Molly szła nieoświetloną drogą. Życzenia, też coś! Ona jest krecicą racjonalną, nie wierzy w życzenia. NIE WIERZY!
Mimo wszystko, ma to co chciała. Chciała Kretesa-optymistę - ma Kretesa-optymistę. To właściwie nawet śmieszne. Kretes też miał wiele takich życzeń. Życzeń które wydawały się dobre tylko w chwili wymawiania. Chciał przygody, chciał być w 3D... Tylko co teraz? Żeby to odkręcić, trzeba naprawdę prawdziwego maga... Prawdziwego maga? Zaraz zaraz...
Molly już wiedziała co zrobić. Puściła się biegiem do domu. Musi się udać! Bo jak nie...

***

Nieznany rozgladał się po pokoju. Dziwne miejsce, rzeczywiście. Jak nazwał je ten kot? Forum? Śmieszna nazwa... Tylko dlaczego to całe ,, Forum '' jest pod ziemią? Nie lepiej byłoby zbudować je na powierzchni? Lis, z całą masą tego typu pytań w głowie, usiadł na żółtym krześle. Nawet mili ci... jak im tam... userzy. Tylko dlaczego zachowują się tak, jakby go dobrze znali? On ich w ogóle nie zna... Tak mu się przynajmniej wydaję...
Do pokoju wszedł kret o niebieskim futerku. Autor8... Cokolwiek by to nie znaczyło.
Wyglądał na dość zrelaksowanego... dopóki nie zobaczył na czym Nieznany siedzi.
- Nieznany! Co ty robisz!? - wyglądał na autentycznie przerażonego.
- Ja? Nic...
- Natychmiast zejdź z tego krzesła! Chcesz żeby cię zjadło?!
- To tylko zwykły mebel... jak sofa czy stół...
- Zwykły mebel?! Och, z tobą jest naprawdę źle... - kret wybiegł z pokoju. - I zejdź z tego krzesła!
Lis wstał, choć dalej nie rozumiał, co może zrobić mu zwykłe krzesło. Autor wrócił po chwili z kotem Mątkiem i kogutem Kretesem. Kończył im właśnie coś opowiadać.
- ... i to mniej więcej tyle - dokończył.
- Wydaję mi się, że przesadzasz... to tylko chwilowa amnezja - uspokoił go Kretes.
- A mi się wydaję, że Autor ma rację! Coś z tym trzeba zrobić! Nieznany nie może pełnić swoich obowiązków w tym stanie! - Mątek był mniej spokojny.
Jakie obowiązki? O czym oni mówią? Nieznany nic nie rozumiał. Autor spojrzał groźnie na krzesło.
- Z tym też coś trzeba zrobić! Krzesło wdarło się na Forum! Gdzie jest Ż. Art? Powinien się tym zająć!
Jak z pod ziemi wyrósł biały kret z zielonymi włosami. Starszy Pogromca Krzeseł, kapral Ż. Art. Szybko ocenił sytuację i podszedł bliżej.
- Proszę się odsunąć, to delikatna sprawa... - delikatnie odsunął Nieznanego, po czym wyjął miotacz ognia i ruszył na żółtego potwora. Po chwili z krzesła nic nie zostało.
Nieznany był wstrząśnięty. Co ten biedny mebel im zrobił?! O co tu chodzi?!
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Mątek szybko pobiegł otworzyć.
- Dobry wieczór - zdyszana Molly wpadła na Forum. - Wiecie, gdzie jest ten cały AdamMag?

_________________
Gender? I hardly know her!


22 lis 2013 18:28
Lord Protektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 kwi 2013 13:22
Posty: 2156
Lokalizacja: Izrael
Naklejki: 100
Post Re: Poskromienie Kretesa
Brawo! Opowiadanie na naprawdę dużym poziomie, liczby nie wyrażą tego. Jest kilka błędów ortograficznych, ale oprócz tego wszystko jest w porządku. Naprawdę brawo. A jak już piszesz o urokach naszego "fszpaniałego" forum (xd), to napisz też o naszej miłości do budyniu waniliowego.

_________________
Pozdrawiam, Autor8. bolesne :lol:
A tym sobie moderuję
Hej, jestem Autor i tak ogólnie to lubię ziemniaki, aczkolwiek gustuję również w dzikiej kapuście z alternatywy, w której są Oni.
Obrazek
Spoiler:


23 lis 2013 20:45
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Autor8 napisał(a):
Brawo! Opowiadanie na naprawdę dużym poziomie, liczby nie wyrażą tego. Jest kilka błędów ortograficznych, ale oprócz tego wszystko jest w porządku. Naprawdę brawo. A jak już piszesz o urokach naszego "fszpaniałego" forum (xd), to napisz też o naszej miłości do budyniu waniliowego.


Życzenie spełnione.

Cześć 9

Forumowicze spojrzeli po sobie. Prośba Molly była trudna do zrealizowania. Adam był chwilowo nieosiągalny, a widać było, że Kretonka potrzebuje pomocy teraz i nie pomogą żadne tłumaczenia. Postanowili czymś zająć Molly, a potem ,, się zobaczy ''
- Eee... Może ma pani ochotę na jakąś kawę... czy herbatę? - Autor spróbował pierwszy.
- Przykro mi, ale nie - Molly rozglądała się w poszukiwaniu kota w czarnym kapeluszu. Widać było po niej, że nie ma ochotę na kawę, herbatę czy nawet kakao.
- Ty się nią zajmij, Mątek. Ja zobaczę co się da zrobić - Autor8 wybiegł z pokoju.
- No jasne - pomyślał kot - znów wszystko na mojej głowie. Ech... trzeba działać.
- Może pani usiądzie? - powiedział, szukając jednocześnie jakiegoś kawałka materii, na którym mógłby posadzić krecicę.

- Adam, proszę, odbierz... Zaklinam cię na wszystkie świętości, odbierz...
Autor ściskał w niebieskich łapkach słuchawkę tak, jakby zależało od tego jego życie. O, nawet wyszedł mi rym...
- Cicho! Zaraz, zaraz...
Niestety, to nie był dzień naszego bohatera. Kret usłyszał w słuchawce nie mniej, nie więcej niż ,, Abonent jest chwilowo nieosiągalny. Prawdopodobna przyczyna: przebywanie w innym wymiarze. Prosimy spróbować później. ''
- O nie... - Autor zwyczajnie się załamał
- Tak, załamałem się. Możesz być już cicho?
Ja tylko mówię jak jest...
- Kiepsko ci to wychodzi.

Kari-Mata zamknęła za sobą dzwi. Reksio już spał, a Molly gdzieś zniknęła. Suczka poczuła się nagle bardzo samotna. Usiadła na kanapie, wzięła do łapki ,, W osiemdziesiąt dni dookoła świata '' i zagłębiła się w lekturze. To zawsze ją uspokajało.

- Może jeszcze trochę budyniu? - Mątek dwoił się i troił, by zająć czymś Molly.
- Uch, jeśli Autor nie wróci w ciągu pięciu minut, to nie ma po co wracać! - Pomyślał z wściekłością. Do Molly jednak się uśmiechnął.
- Poproszę - odpowiedziała Kretonka. W końcu, Kretes nie zając, nie ucieknie...
- Tak, tak, oczywiście... - Mątek rzucił Ż. Artowi spojrzenie typu ,, No idźże po ten budyń! '' Kret zrozumiał niewerbalne polecenie.

- Budyń... budyń... no gdzie jest ten budyń?! - Zielonowłosy gorączkowo przeszukiwał półki w Kuchni. Znalazł na szczęście odpowiednią saszetkę i zajął się przygotowywaniem mlecznego kisielu. Dobrze, że był to Budyń Błyskawiczny. Gdy tylko przelana do miski masa scieła się, kret chwycił naczynie i z całym majdanem potrzebnym do jedzenia budyniu, pobiegł, uprzednio potykając się o parę Bardzo Ważnych Pamiątek, do czekających na niego przyjaciół.
- Ż.Art, no gdzie jest ten budyń? - usłyszał.
- Już idzie, już idzie! - odpowiedział. Swoją drogą, dziwny jakiś kolor tego kisielu. Jakiś taki zbyt żółty.
Zbyt żółty...? O matku...
Kret zatrzymał się z piskiem butów.
Nie zrobił budyniu waniliowego.
Zrobił budyń BANANOWY!
Jak każdy źrebaczek wie, budyń bananowy wynalazł pewien turkusowy alicorn. Był on wyjątkowo obrzydliwy ( budyń, nie alicorn ). Nadawał się za to doskonale do tworzenia nowych światów, ale wróćmy do tematu. Na pewno nie będzie smakował Molly, ale zielonowłosy nie miał innego wyjścia. Da jej wiec ten budyń i zabukuje sobie szybki lot do Patagonii. Mątek go tam nie znajdzie.
Prawda?

_________________
Gender? I hardly know her!


26 lis 2013 18:54
Poznaniak Nieszczelny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 lip 2012 11:47
Posty: 2416
Lokalizacja: Poznań, Rzeczpospolita Polska
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Jestem naprawdę pod wrażeniem, że całkiem niedawno zarejestrowana osoba może takie opowiadanie pisać. To naprawdę coś wspaniałego i ostatnio rzadko to się zdarza wśród nowych użytkowników (wiem, że jesteś tu prawie 2 miesiące, ale z punktu widzenia forum, to całkiem niedawno). Mam nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczysz, np. pisząc wiersze. Co do opowiadania, całkiem niezłe, w opowiadaniu widzę, że najgłówniejsi bohaterowie, obok reksiowych to Mątek, Autor i Ż. Art. Naprawdę są fajnie przedstawieni i ciekawe, ale moim marzeniem byłoby, abym też wystąpił obok naszych głównych postaci (wiem, że w jakimś już wystąpiłem, ale no to było dawno temu [czy coś we mnie właśnie nie przemówiło?] ). Niemniej życzę dalszych sukcesów w opowiadaniu i w innych rzeczach na forum ;)

_________________
Co ja będę się rozpisywał, zapraszam:
"Reksio i Kretes: "Skarb Umuritu" [KOMIKS] - czyli, dlaczego Kretes zasłania dymkiem innych kolegów oraz gdzie znajduje się skarb Umuritu.
Ten kolor należy do Administratora dbającego o czystość i walczącego ze złem. Lepiej zacznij się zastanawiać nad sobą, kiedy ujrzysz ten kolor w swoim poście :)


26 lis 2013 19:12
YIM WWW
Działacz Podziemia

Dołączył(a): 07 paź 2013 17:16
Posty: 905
Lokalizacja: Wzgórze Melancholii
Naklejki: 11
Post Re: Poskromienie Kretesa
Kretes102 napisał(a):
Jestem naprawdę pod wrażeniem, że całkiem niedawno zarejestrowana osoba może takie opowiadanie pisać. To naprawdę coś wspaniałego i ostatnio rzadko to się zdarza wśród nowych użytkowników (wiem, że jesteś tu prawie 2 miesiące, ale z punktu widzenia forum, to całkiem niedawno). Mam nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczysz, np. pisząc wiersze. Co do opowiadania, całkiem niezłe, w opowiadaniu widzę, że najgłówniejsi bohaterowie, obok reksiowych to Mątek, Autor i Ż. Art. Naprawdę są fajnie przedstawieni i ciekawe, ale moim marzeniem byłoby, abym też wystąpił obok naszych głównych postaci (wiem, że w jakimś już wystąpiłem, ale no to było dawno temu [czy coś we mnie właśnie nie przemówiło?] ). Niemniej życzę dalszych sukcesów w opowiadaniu i w innych rzeczach na forum ;)


Nie bój nic, Kretes, pewnego dnia dostaniesz taką rolę, że wszystkim kapcie spadną. Bądź cierpliwy... i nie bój żaby. :mrgreen:

_________________
Gender? I hardly know her!


26 lis 2013 19:29
Żaba
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwi 2010 17:40
Posty: 1624
Lokalizacja: A gdzieś pewnie jest.
Naklejki: 5
Post Re: Poskromienie Kretesa
Ha! Świetny rozdział, miłość do budyniu waniliowego mocno podkreślona. Ale są i minusy, gdyż praktycznie cały rozdział jest poświęcony budyniowi. 9/10

PS: Pozdrowienia z Patagonii!

_________________
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.


26 lis 2013 19:30
WWW
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2009 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Poskromienie Kretesa
Ten rozdział jest wyjątkowo nudny. Mówię to z przykrością, ale tak jest. Nie wnosi on nic nowego do fabuły... no, może poza emigracją Ż. Arta.
Fabuła rozdziału: 6/10
Orty, inty, inne błędy: jedna z mocniejszych stron opo, 10/10 oczywiście.
Długość: też spory atut, 9/10.
Humor: 8,5/10.
Ogółem: 8/10.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


26 lis 2013 19:47
Pod-ziemniak
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 lip 2012 09:49
Posty: 1693
Naklejki: 10
Post Re: Poskromienie Kretesa
Bardzo dobre opowiadanie. Jest trochę błędów, ale bardzo mało. Postaraj się jeszcze bardziej a być może moderatorium zdecyduje się przykleić ten temat z twoim opowiadaniem. Kto wie, może dostaniesz kiedyś jakąś nagrodę za to opowiadanie? Trzeba przede wszystkim dopilnować tego aby ktoś z moderatorium przeczytał wszystkie części. Życzę powodzenia w następnych rozdziałach! :D


26 lis 2013 19:48
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB! © 2000, 2002, 2005, 2007, 2010, 2013, 2019 phpBB Group.
Designed forum urobiony przez STSoftware dla PTF.
Tłumaczenie skryptu od phpBB3.PL