Teraz jest Śr, 8 lut 2023, 21:53



Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Deux Ex Machina 
Autor Wiadomość
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 24 sty 2009, 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Deux Ex Machina
AHA! Mówiłem, że będziemy z nimi walczyć!
Narrator napisał(a):
Czarny zabił og... miotaczem ognia Silence'a, po czym poprawił miotaczem antymaterii. Następnie podszedł do Dragonfly.

Mam coś dla ciebie, chciwusie. Chcesz?
Narrator napisał(a):
Nie czekając na odpowiedź, wręczył mu tęczową szatę, po czym szybko dźgnął przez łeb.
Przyszła kolej na Starlight. Czarny zdecydował się zmiażdżyć ją swym powiększonym... skrzydłem.
Przez cały czas unikał złotych strzał i kart. Teraz przyszła pora na użycie urządzeń maskujących. Z ich pomocą podkradł się do Aryi i dźgnął w plecy, po czym chwycił jej złoty łuk i dwoma szybkimi strzałami powalił Zero i Zephyra.
Jako ostatnią zaatakował Nemesiss. Uruchomiwszy bąbelek kinetoodporny, ruszył na nią, by w ostatniej chwili wyskoczyć z osłony i postrzelić ją od boku wszystkim, co miał.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


Śr, 2 mar 2016, 03:13
Zgłoś post
Online
Bezpieczeństwo Forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 7 lis 2009, 14:12
Posty: 2160
Lokalizacja: Koło komputera xD
Naklejki: 7
Post Re: Deux Ex Machina
Ja tam bym się z chęcią zajął Riley. Mimo, że Czarny jak zwykle pisze w czasie dokonanym, to myślę, że jednak coś mu nie pójdzie. Próbuję zaspo... zadźgać przeciwniczkę wielkim lodowym ostrosłupem. Staram się być uważny i ostrożny, ale zbroja powinna wytrzymać. Oczywiście mogę też użyć Szpona (zarówno bryła geometryczna, jak i Szpon wyglądają na jednoręczne). Jeśli jakimś cudem uda mi się pokonać tę osobniczkę, to biorę się za kogoś następnego, np. rozgrzewam ognistym mieczem Zero, tak by nazywał się Sto. W Celsjuszach. Próbuję się przekonać, do czego służy złoty łańcuch sznur konopiany, ewentualnie urządzam z jego pomocą Dzień Sznura.

_________________
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.


Śr, 2 mar 2016, 08:16
Zgłoś post
WWW
Lord Psychodeli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 29 mar 2005, 09:06
Posty: 23
Naklejki: 0
Post Re: Deux Ex Machina
Nim jakakolwiek walka się zaczęła, April dała się ponieść wyobraźni i wystrzeliła ze swojego wodnego miotacza. Wymarli władcy w mgnieniu oka znaleźli się na drugim końcu planszy.
Silence, Dragonfly, Riley, Zero, Nemesiss i Arya z wielkim grymasem na twarzy, pokazywali nam jak bardzo potrafią pływać. Eheheheh.
Zephyr natomiast lewitował sobie nad przesuwającym się miejscem całego zamieszania i strzelił facepalm'a.
- Nie chcę mi się pływać. - stwierdził zdenerwowany.
- On jest... od nas lepszy... Niesłychane
Zaraz sprawię mu ja lanie.
Będzie boleć, mi uwierzcie.
Skończy spać ten dziad nareszcie. - stwierdził ponuro Zero.
Doktor rozpoczął wtedy swoją dystansową rzeź. Za pomocą działa antymaterii, unicestwił Dragonfly'a, Zero, a później z premedytacją, strzelił w głowę Czarnej Pani, Nemesiss.
- Zemsta! Mwahahahah - zaśmiał się okrutnie.
Strzelił również w stronę Zephyra, ale nie przyniosło to zamierzonych efektów.
- Nie chce mi się umierać. - stwierdził drapiąc się po głowie.
W tym czasie Arya, Silence i Riley znaleźli się już na suchym lądzie.
Arya w mgnieniu oka oddała kilka strzałów. Szybko wytrąciła bronie z rąk Doktora i April, a po chwili gniewnie, bo jakże by inaczej, stwierdziła:
- Ani kroku dalej.
Silence włożył sobie palce do oczu, a po chwili roztoczył jakąś mroczną aurę nad Czarnoksiężnikiem.
Nietoperz w jednym momencie doskoczył do Dawida i zaczął go dźgać sztyletem.
- Ej, Czarny. Czmu mnie dźgasz?
- Nie wiem, nie pomogę.
- To ja miałem dźgać dziś swoim mieczem. - stwierdził i w jednym momencie stał się obiektem zainteresowania Starlight.
Dove wyrzucił w moją stronę "lasso" zwane też lepiej złotym łańcuchem, a sam wyciągnął swój lodowy miecz.
Nim ta czarna feministka, Arya, się zorientowała, wykonałem zamach lassem i... się zdziwiłem.
Ona chyba też się zdziwiła.
Za władczynią gniewu zmaterializował się Pieseu, który wziął ją na swój grzbiet, i wbrew jej krzykom i protestom, zaczął galopować w nieznane.
Riley stanęła przy walczącym Dawidzie i Czarnym, a ja ruszyłem w stronę Zephyra.


Pt, 4 mar 2016, 19:39
Zgłoś post
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 24 sty 2009, 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Deux Ex Machina
NIE. NIE. NIE. NIE. CHOLERA JASNA NIE. ODMAWIAM PONOWNEGO PODDANIA SIĘ PRANIU MÓZGU. NIE. NIE. NIE.
Narrator napisał(a):
Czarny wytrącił Dawidowi miecz, po czym podszedł do Silence'a.

GIŃ DO CHOLERYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Narrator napisał(a):
Nietoperz ciął sztyletem, aż z przeciwnika została okrwawiona kupka szmat, po czym bezceremonialnie pociągnął za swój krawat.

ARGHHHHHHHHHHHHHH!!!!!!! BATHULK SMASH!!!!!!!!!
Narrator napisał(a):
Z tym okrzykiem ruszył na Riley, po czym pogonił za Aryą.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


Pt, 4 mar 2016, 19:49
Zgłoś post
Online
Bezpieczeństwo Forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 7 lis 2009, 14:12
Posty: 2160
Lokalizacja: Koło komputera xD
Naklejki: 7
Post Re: Deux Ex Machina
Ej, Czarny, plz nie dźgaj mnie.
P.S. lodowy miecz to Wielki Lodowy smok ziejący bardzo gorącym ogniem czy ognisty miecz? Nwm, ja tam bym lodowym mieczem wolał dźgać kogoś innego niż Czarnoksiężnika Tak więc, pragnąć się od niego uwolnić, zarzucam na niego pelerynę, odwrotną stroną (tak, jak zamiarowałem kiedyś uchronić się przed Doktro) i związuję w jednym końcu wygrzebanym z kieszeni płaszcza sznurem. Następnie mówię do Nesta "ej lol xD zabijmy Sajlensa bdzie bk" i atakuję wraz z tych psycholke tego dziada, co zaprogramował Czarnego na "dźgaj Gołompa". Przy okazji uważam, co by ten nietoper się nie uwolnił. JEŚLI jakoś uda nam się zabić dziada Silence'a, to rozwiązuję pelerynę i oswabadzam Czarniutkiego.

P.S. Czarny pisze, że mi wytrącił miecz, ale plz nie xDD Ewentualnie Szponem walczę jak coś.

_________________
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.


Pt, 4 mar 2016, 19:55
Zgłoś post
WWW
Lord Psychodeli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 29 mar 2005, 09:06
Posty: 23
Naklejki: 0
Post Re: Deux Ex Machina
Doktro strzelał w Arię z działa antymaterii, ale Pieseu inteligentnie unikał wszystkich ataków. Pewnie nieświadomie, ale jednak skutecznie. Jego szalony rajd skończył się w momencie, gdy nadział się na ścianę pomieszczenia, ukrytą w gąszczu niecodziennych widoków starożytnego miasta.
- Wow, tak bardzo bolesne. Ała heheszki, kto by pomyślał. Ściany takie nieobliczalne. Wow Arya taka rozwalona.
Pieseu rzeczywiście miał rację. Władczyni gniewu, po starciu ze złowrogą ścianą, wyglądała na obolałą. Na jej twarzy w mgnieniu oka pojawiło się kilka guzów.
Doktro przeładował swoje działo, a po chwili oddał kolejny strzał. Zdziwił się znacznie, gdy Arya zrobiła unik. Wymarła, szybko pochwyciła swój złoty łuk i równie prędko napięła cięciwę.
- Założymy się kto będzie szybszy? - zapytała z pogardą, przygryzając przy tym wargę.
- Pewnie - stwierdził Doktor.
I stało się. Dwa śmiercionośne strzały powędrowały w miejsce swoich destynacji. Strzała Złotego Łuku szybko starła się z pociskiem antymaterii i co najdziwniejsze... przebiła go na wylot.
- Wow. - stwierdził Pieseu. - Kto by pomyślau. heheszki.
Strzała powędrowała dalej i trafiła w dystansową broń Doktora. Nastąpił niemały wybuch, a chwilę później miotacz antymaterii zdawał się mieć znacznie więcej części, niż jego pierwotny kształt.
Arya nie zamierzała czekać ani chwili dłużej. Bez zawahania, kolejny raz napięła cięciwę i oddała strzał.
A nie... Jednak nie oddała.
Przepiłowała ją jakaś tarcza, która lewitując poziomo w powietrzu, siała nieopisaną w swojej mocy destrukcję.
Doktor w ostatniej chwili uratował się, padając na ziemię.
Tarcza zakończyła swój ruch na ciele Silence'a i zgotowała mu podobny los, do tego, co przytrafiło się Aryi.
- Hohohoh... Double Combo! - odezwał się w tym momencie głos przewodniczący Deus Ex Machina.
W tym samym więc momencie, Czarny się odopętał i z wielką irytacją, użył swojego sztyletu na napalonej Starlight.
- Ej, ja chciałem. Czmu Czarny... - stwierdził Dove z lekkim niezrozumieniem.
Ja zaś toczyłem walkę z Zephyrem, ale nie wyglądała tak, jak przynajmniej ja mogłem tego oczekiwać.
Dziad stwierdził, że jednak nie chce mu się walczyć i w końcu zasnął.
Wiedziałem, że walka będzie ciężka. Pokonałem go wcześniej tylko ze względu na nasz układ.
Ale ok, Zephyr w końcu spał. Miał więc teoretycznie jakieś słabości.
Spróbowaliśmy więc je wykorzystać. Dove i Czarny dźgali go swoimi mieczami, ja w sumie też to robiłem.
April próbowała wszystkich możliwych ataków dystansowych, a Doktor wciąż rozpaczał nad utratą swojego miotacza antymaterii.
Zephyr jednak, niewzruszony chrapał sobie swobodnie i nie przejmował się żadnym z ataków. Wszystkie uderzenia, czy to bezpośrednie, czy dystansowe, kierowane w jego stronę, wykrzywiały się w cztery różne strony świata i za żadną chorobę, nie potrafiły trafić ostatniego z wymarłych.
- Gratulacje. Udało się wam przejść przez kolejną rundę. Runda 9 zakończona. Prosimy o zebranie uzyskanych w tej rundzie przedmiotów.
- WTF?! - stwierdził Doktor.
- Przecież... Zephyr jeszcze dyszy!
- Choć śpi... Ale żyje!
Obok jednego z budynków, zmaterializowały się drzwi do kolejnej planszy.
- Ale panie głosie, eeee... noo Zephyr.
- Fakt, jeszcze go nie ubiliśmy.
Głos, zrozumiawszy swoją pomyłkę, wszystkich nas przeprosił. Wtedy też jakby pod wpływem wielkiego podmuchu wiatru, otworzyły się nowo powstałe drzwi.
Szybko stanęły otworem, powodując totalne niezrozumienie w naszych szeregach.
Z jaskrawego światła niespodziewanie wyłonił się długi, fioletowo-czarny bicz, który w mgnieniu oka, zwalił Zephyra na ziemię.
- Nn...ie chce mi się ww.. wwal...
- Wiesz, Zephyr - stwierdził Dove, kolejny raz niszcząc klimat. - Niektórych, po uderzeniu biczem, to to kręci i nawet motywuje do czynienia rzeczy tego typu. A przynajmniej tak mówił mój kolega. - odparł chwilę później.
Nikt jednak nie potraktował tego poważnie.
Bicz, niczym wąż boa, zacisnął szyję Wymarłego Władcy i zaczął go dusić.
Zephyr wymachiwał rękami w niezrozumiały sposób, próbując przekazać nam jakąś informację. Nikt nie wiedział jednak, o co mu chodzi.
Z czasem jednak przestał się ruszać, pod wpływem naporu narzędzia zbrodni.
- Przepraszamy za utrudnienia. Prosimy o uzupełnienie zdobytych rzeczy. - odparł ponownie głos.
- Słuchajcie... Coś tu jest ewidentnie nie tak. - stwierdziłem. Byłem poważny, Śmiertelnie poważny... Co zdarzało mi się do tej pory dosyć rzadko.
W kolejnej planszy czeka na nas coś, co nie kieruje się żadnymi zasadami moralnymi. Jest psychopatyczne do tego stopnia, że pozbywa się nawet naszych przeciwników. Ma przerośnięte ambicje. Oczekuje nas i się niecierpliwi. Chce nas jak najszybciej wykończyć. Kiedy przejdziemy przez drzwi do następnej planszy, musimy być skoncentrowani. Musimy być tak gotowi, jak podczas przekroczenia drzwi do sali z Neville'm. Nie możemy zaprzepaścić żadnej z szans. Nie możemy stracić ani jednej sekundy. - starałem się być przekonywujący.

Po innych tego typu ciepłych słowach motywacji, demagogicznych przemowach i krzykach wojennych, zebraliśmy zdobyte przedmioty.
A tak mniej więcej wyglądał podział zdobytych łupów:
Maska Silence'a - Nestardiel
Kostur Dragonfly'a - Czarny
Peruka Klauna Zero - Doktro
Złoty miecz Riley - Czarny
Karty Nemesiss - April
Czapka Niewidka Aryi - April
Laska Zephyra - Dove
Okulary Przeciwsłoneczne Zephyra - Dove

Po jakiejś chwili, staliśmy już przed drzwiami do kolejnej planszy. Pełni zmobilizowania, trzymaliśmy się swoich szyków wojennych, w oczekiwaniu na pochłonięcie przez oślepiające światło.
I wkrótce stało się to, czego oczekiwaliśmy. Zostaliśmy przeniesieni do rundy numer 10...

- Koniec... prawie zawsze jest początkiem. Upadają jedni, wkrótce upadną kolejni, ale wtedy już skończy się wszelkie istnienie. Witaj, Nestardielu. Czekaliśmy na Ciebie.


Pt, 4 mar 2016, 21:41
Zgłoś post
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 24 sty 2009, 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Deux Ex Machina
Narrator napisał(a):
Dobywszy złotego miecza, Czarny ruszył powoli, bokiem, w stronę Nicolette, gotów uskoczyć w każdej chwili. Jednocześnie sprawdzał, czy nowe przedmioty nie mają żadnych ciekawych właściwości.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


Pt, 4 mar 2016, 21:48
Zgłoś post
Online
Bezpieczeństwo Forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 7 lis 2009, 14:12
Posty: 2160
Lokalizacja: Koło komputera xD
Naklejki: 7
Post Re: Deux Ex Machina
Ooo, smoczek...
//wcale nie ma zbroi ze smoczych łusek, które chronią przed atakami Wielki Lodowy smok ziejący bardzo gorącym ogniem i innych

OK, szybka analiza. Jeśli smok zieje ogniem, to pewnie jest typu ognistego, zatem mój płonący miecz ognia się na niego nie nada. To pozostawia do wyboru tęposłup i Szpon. Próbuję zatem obu broni i wybieram najlepszą. Jeśli smok jest innego typu, to przeprowadzam atak mieczem ognistym, to samo robię też, gdy będę zdesperowany przy smoku ognistym xD Ewentualnie pozostaje mi metoda "na smoczego kapłana" - bierę maskę, kostur i szatę, najpierw smoka sławię, a potem zabijam i pochłaniam jego duszę :lol: W moim wypadku maska = hełm + okulary Zephyra, kostur = laska Zephyra, a szata = płaszcz + reszta zbroi. Tylko muszę uważać na konkurencję w postaci Krysi, czy jak jej tam. Najwyżej zginę xD Ale co tam. Dok plz czmu ISIS

_________________
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.


So, 5 mar 2016, 10:11
Zgłoś post
WWW
Lord Psychodeli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 29 mar 2005, 09:06
Posty: 23
Naklejki: 0
Post Re: Deux Ex Machina
Clarisse nie zamierzała czekać na dalszy rozwój sytuacji. Wykonała szybki ruch nadgarstkiem i przyszpiliła nas tym samym do ściany pomieszczenia.
- Pozwólcie, że wytłumaczę wam nowe zasady. - zaczęła. To ja stworzyłam projekt Deus Ex Machina. To ja, mam pełnię możliwości w tym etapie.
- Taa, wszyscy zawsze tak mówią, a potem zbierają swoje resztki z ziemi. - stwierdził Czarny. - Taki los, już wkrótce czeka i Ciebie.
- Jesteś bardzo zuchwały, Czarnoksiężniku. Nie świadczy to o Tobie zbyt dobrze.
- Właśnie, Czarny - stwierdził Dawid.
- Ss... skąd znasz moje imię?
- Znam wszystkich uczestników projektu. Wszystkich, którzy raczyli przejść przez pierwsze drzwi, wszystkich z nadziejami na pozostanie nową alfą i omegą.
- ALLAHU AKB.. - stwierdził Doktor. Kret jednak nie dokończył tego, co planował. Z samobójczego rytmu wybił go ryk Crowley'a. Smok ten jak się okazało zionął płomieniami antymaterii. Strumień energii, wydobywający się z jego paszczy z sekundy na sekundę posyłał w stronę niebytu coraz to większe fragmenty planszy.
- Ożesz ty w mordę...
Najmniej aktywną z trójki nowych przeciwników była Nicolette. Arcycesarzowa Tenebris, trzymała się z dala od całego zamieszania. Wycofana, spoglądała z dystansem na miejsce przysłowiowej akcji.
- NIE NO AŻ MNIE TELEPIE. - stwierdził w tym momencie Crowley. - Toż to ta sama nędzna istota, która raczyła zakończyć moją ekspansję Czyśćca. Jak Ci tam było? January?
- Ap...
- Nie, nie poprawiaj mnie. Na pewno Februar...
- Apr...
- CZYLI MARZEC!
- April... Naucz się tego imienia! To imię tej, która odesłała Cię na zawsze w niebyt! - nie wytrzymała... myszka.
- MÓWIŁEM NIE POPRAWIAJ MNIE! TO JA JESTEM TUTAJ TYM, KTÓRY DYKTUJE WARUNKI! AAAAAAAAA!!! TO JA JESTEM TUTAJ TYM, KTÓRY ROZDAJE KARTY! AAAAAAAA!
- Ta mhm, to rozdawaj. Zagramy w pokera. - stwierdziłem.
Crowley znacznie się wkurzył. Zaryczał kilka razy głośniej niż zwykle i zaczął ziać swoim ogniem antymaterii. Smoczek miał znaczne problemy ze sobą... Mściciel skierował energię swojego uderzenia w naszą stronę.
Wiszący przy mnie Doktor, stwierdził, że to najodpowiedniejszy moment, aby wziąć i się wysadzić.
-KAŁACHU SZNAKBAR-Krzyknął.
- DOKTRO JEŁOPIE TY CHYBA NIE MÓWISZ SERIO, TU NIE OBOWIĄZUJE ZASADA FRIENDY FIR...

***


So, 5 mar 2016, 11:44
Zgłoś post
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 24 sty 2009, 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Deux Ex Machina
Narrator napisał(a):
Czarny z całej siły zdzielił Doktora przez łeb kosturem. Tak mniej więcej na tyle, by pozbawić go przytomności.

Weź mi tu nie odstawiaj Creepera, dobra? Jak koniecznie chcesz przejść na Islam, to będzie lepsza okazja, jak się odkleimy.
Narrator napisał(a):
Poprawił czapkę Slendera i spokojnie spojrzał na Crowleya. Uderzył jeszcze w ścianę kosturem Dragonfly'a, a następnie mieczem Starlight, bardziej z zasady, niż z nadziei, że to coś da.

Dobra... wygraliście. Crowley, weź kończ i strzelaj. Ziej. Wiadomo, o co chodzi. Macie nas.
Narrator napisał(a):
Nie liczył na to, że ten się nabierze, miał jednak nadzieję, że próbując go bezskutecznie wykończyć, smok zmarnuje całą swą moc. Jeżeli zaś spróbuje podlecieć, zawsze zostaje mu kilka broni do walki na krótki dystans. Kiedy zaś Crowley padnie, będzie można zacząć strzelać z miotacza do Clarisse. Wtedy grawitacja powinna wrócić do normy i zostanie im tylko Willow.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


So, 5 mar 2016, 12:12
Zgłoś post
Online
Bezpieczeństwo Forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 7 lis 2009, 14:12
Posty: 2160
Lokalizacja: Koło komputera xD
Naklejki: 7
Post Re: Deux Ex Machina
DOK CZMU DOK OSZ KURDE
//poprawia Przeciwsłoneczne Okulary Zephyra na nosie
Oby chroniły przed śmiercią xDDD

A tak serio bierej blaster i strzelam w tę kulę Doka, co by mu ją wytrącić. Mówię "Doktro wTF, co TY odniemcasz i odislamiasz", następnie stukam Laską Zephyra w podłogę (ścianę, gdzie mam bliżej) 69 razy, ewentualnie 3, bo mi się nie chce... Czy coś.

Będąc przyszpilonym do ściany, mam niewielkie pole manewru, ale nie przeszkadza mi to chyba w nałożeniu peleryny (dżast in kejs) i strzelaniu z blastera w przeciwników. Wyjmuję też tęposłup i każę im się chędożyć, no chyba, że nie chcą.

Czekam na rozwój wypadków.

Pytam się April, co sądzi o sytuacji i czy według niej placki ziemniaczane są smaczniejsze od naleśników.


P.S. Jeśli plan Czarnego się powiedzie... //przerywają mu śmiechy Dizla
JEŚLI PLAN CZARNEGO SIĘ POWIEDZIE, to proponuję zorganizowaną współpracę, bo Nikoletta potrafi się chyba teleportować za plecy czy coś. Najlepiej byłoby odwrócić jej uwagę (miotacz wody, blaster, coś innego) i podejść ją od tyłu

_________________
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.


So, 5 mar 2016, 13:48
Zgłoś post
WWW
Lord Psychodeli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 29 mar 2005, 09:06
Posty: 23
Naklejki: 0
Post Re: Deux Ex Machina
Doktro wziął i się wysadził. Zapomniał wszystkim powiedzieć, że zasada friendy fire jednak obowiązywała.
Wybuch zdestabilizował magię Clarisse i strumień antymaterii. Energia autodestrukcji skierowała się w stronę dwójki przeciwników.

Eksplozja nie była czymś banalnym. Była przynajmniej miniaturową wersją wybuchu bomby atomowej.
Korzystając z chwili nieuwagi przeciwników, odskoczyliśmy od ślepej uliczki i rozproszyliśmy się po całej planszy. Pełni gotowości i zmobilizowani do ataku, czekaliśmy na opadnięcie kłębów dymu.
Kiedy już się to stało, usłyszeliśmy ryk Crowley'a.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA aa ała. - krzyknął. Fioletowo-czarny bicz wkrótce przeciął pozostałości cienistej mgły. Wtedy też ujrzeliśmy i Clarisse.
- Czyli, że Doc... poświęcił się na darmo? - zdziwił się Czarny
- No, ale jełop - stwierdził Dove.

April powiedziała, że przynajmniej nas uwolnił i dał nam szanse na atak. W sumie, mogę się z nią zgodzić. Miała rację.
Zdystansowana pani dystansowa wszelkimi możliwymi siłami, próbowała zaatakować Crowley'a i Clarisse.
W stronę dwóch, prawdopodobnie najsilniejszych przeciwników Deus Ex Machina, poza Neville'm leciały naprzemiennie kanonady tarcz, potężne strumienie wody, a także złote strzały Złotego Łuku.

Wszystko jednak z niezwykłą łatwością przecinane było przez bicz należący do Clarisse.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA - stwierdzil Crowley. - Pani May, tym razem nie uda Ci się mnie pokonać! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - dopowiedział chwilę później.
Wtedy też do akcji wkroczył rozirytowany Czarny.

Nietoperz chwycił za berło Dragonfly'a i z całej siły uderzył nim w ziemię.
Wytworzył tym samym potężne trzęsienie gruntów, które rozwaliło resztę planszy. Nie działało jednak tym razem na zasadzie friendy fire.
Wytrąciło z równowagi zarówno mnie, April jak i... A nie, jednak nie.
Ten jełop, Dove stwierdził jednak, że nie chce mu się tracić równowagi i lewitował sobie w powietrzu.
- Tyyy dobre! - nie mógł się nadziwić.
Atak sprawił również, że ziemia, w niektórych miejscach... rozstąpiła się. Clarisse zdążyła odskoczyć i wzbiła się w powietrze. Crowley nie miał jednak tyle szczęścia i zapadł się pod ziemię.
- Myszko, To Twoja okazja! Wykończ go znowu! - krzyknąłem w stronę April. - Dove, jełopie. Ty też rusz swoje poślady - dokrzyczałem moment później. - My i Czarny... Zajmiemy się Clarisse. - tu się uśmiechnąłem.
April założyła czapkę niewidkę i zniknęła z naszego pola widzenia. Wygląda jednak na to, że w jakiś sposób umiała się porozumiewać z Dawidem. Jak się okazało, ich współpraca kwitnęła z mocą wszystkich wiosennych kwiatów. Dove bez większych przerw na komunikowanie się, wypowiedział kilka haseł w stylu " Nie chce mi się jej nie widzieć " bądź " Nie chce mi się, aby April słuchała w tej rundzie zasad Deus Ex Machina".

I wtedy stało się coś... czego raczej nikt nie oczekiwał.
Nad wyrwą w której utknął Crowley pojawiło się niespotykane nagromadzenie energii, które z sekundy na sekundę przeradzało się w potężny, destrukcyjny wir.
W jego środku dało się dostrzec mieszaninę kilku żywiołów: Wody, ognia, ziemi, powietrza i błyskawic. Wśród nich miotał się Crowley.

- Wow, to naprawdę April? - zdziwił się Pieseu, który wyskoczył z kieszeni Dawida. - Pieseu taki w szoku. Wowowow.
Tornado pięciu żywiołów miotało Crowleyem w cztery różne strony świata. Fale energii w nim płynące, rozrywały jego ciało na drobne kawałki. Krzyczał charakterystyczne dla siebie "aaaaaaaa". O dziwo, tym razem nie było to ironiczne i miał do tego oczywisty powód.

Ja w tym czasie razem z Czarnym, walczyłem z Clarisse. Ktoś kiedyś powiedział, że przydałaby mu się kobieta, z którą nie tylko można się przytulać, która nie tylko potrafi gotować, ale i również... z którą można solidnie się ponapier... mnożać!
Ach ta poprawność polityczna.

W każdym razie, Clarisse zdecydowanie była kobietą, która spełniała przynajmniej ostatnią z cech. Była potężną wojowniczką. Potrafiła odeprzeć wszystkie nasze uderzenia, jakie kierowaliśmy w jej stronę.
Najlepsze było jednak to, że nie atakowała. Lewitowała właściwie w jednym miejscu i niszcząc wszelkie nasze uderzenia, czekała prawdopodobnie na to, aż się zmęczymy.

Chciała pozbawić nas energii życiowych, by dopiero wtedy pójść na łatwiznę i wtedy pozbawić nas życia.
Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, chwyciłem za maskę Silence i założyłem ją na twarz.
- Cholera... Do czego ona niby może służyć... - zacząłem się głośno zastanawiać.
- NEST! TY TAK POWAŻNIE?!? - nie dowierzał Czarny, wciąż bohatersko wojując z Clarisse.
- No co no... Skoro inaczej się nie da...
ZŁA CZARNA MASKO ATAKUJ ICH WSZYSTKICH ! - STWIERDZIŁEM. Tak... nie zadziałało.
Zdenerwowany ściągnąłem maskę i rzuciłem nią o ziemię.

I wtedy stało się coś, czego również nikt nie miał prawa przewidzieć. Maska wpadła do jednej ze szczelin... i zniknęła.
Takiego obrotu sytuacji nie przewidziała nawet i Clarisse, która wciąż unikając ciosów Czarnoksiężnika, znacznie się skrzywiła.
Kapłanka Tenebris w pewnym momencie przestała zadowalać się grą w defensywie. Niebawem przeszła do ataku. Widząc, że Czarnoksiężnik jest już zmęczony, postanowiła oddać jeden atak więcej.

I... poskutkowało. Czarnoksiężnik przyjął na siebie uderzenie bicza i przekoziołkował w powietrzu przez dobre kilkanaście metrów...aż... no właśnie.
Znalazł się w okolicach tornada pięciu żywiołów. Oszołomiony nietoperz nieuchronnie zmierzał w stronę elementarnego cyklonu.
Zareagowała w tym momencie April. Sprawiła, że zaklęcie ustało, lecz zrobiła to najprawdopodobniej przedwcześnie.
Dziewczyna straciła swoje moce i upadła na ziemię, tracąc efekt niewidzialności.

Wygrała walkę z Crowleyem, bo jego resztki... były już wszędzie. Sęk jednak w tym, że nie sprostała wojnie 10 planszy. Teraz bezwładnie leżała na ziemi, a z jej małego, poobijanego ciała, zdawały się uciekać wszelkie energie życiowe.
- Nie chce mi się patrzeć na to wszystko! - stwierdził Dove. - Chce, aby Clarisse pomyślała sobie wtf i się zabiła!! - krzyknął chwilę później.

Niestety, nie przyniosło to zamierzonych efektów. Bicz Clarisse szybko podzielił na kilka części berło Zephyra i unicestwił jego okulary. Szkło nicnierobienia w szybkim tempie uderzyło o zrujnowane w chaosie grunty pomieszczenia. Roztrzaskało się, wyrażając tym samym nasz niemy krzyk bezradności.

Dove stracił równowagę i pod wpływem uderzenia, sam znalazł się na ziemi. Czarnoksiężnik zaś ocknął się i spróbował ruszyć do ataku. Aby chronić swoich przyjaciół, wyciągnął złoty miecz i rzucił się z nim naprzeciw wywijającej biczem Clarisse.
Miecz ku zdziwieniu Kapłanki Tenebris, zablokował jej uderzenie.
- Huuh... Dzięki Riley. - ucieszył się na duchu Czarny.
Nietoperz postanowił zadać swojej przeciwniczce kolejny cios, ale nie wyszło mu to nie wiadomo jak dobrze. Clarisse zamknęła oczy, a jej sylwetka przemieniła się w cień. Kwintesencję mroku, który groteskowymi mackami, wypełzał niebagatelnie powoli z jej wnętrzności. Oczy naszej przeciwniczki zmieniły z czasem swoją barwę na krwawą czerwień, a jej potężne zębiska, zaczęły lśnić niczym słońce podczas brzasku.

Jej potężne skrzydła urosły do dużo większych rozmiarów, a po chwili zaczęły trzepotać, powodując niemałe zawirowania całej okolicy.
- CZARNY! WEŹ DAWIDA I APRIL I UCIEKAJ STĄD! NIE MAM POJĘCIA GDZIE! WSKOCZ DO WYRWY, ZŁAM CZWARTĄ, ALBO PIĄTĄ ŚCIANĘ! BŁAGAM! ZRÓB COŚ, BO INACZEJ...
Bicz Clarrise zaczął demolować całą planszę, niszcząc wszelkie zaplanowane przez projekt konstrukcje i posyłając w niebyt to co, wcześniej mogło wydawać się piękne.

Nim uderzył w stronę trójki bohaterów, Czarnoksiężnik dźwignął wytrąconego z równowagi Dawida i nieprzytomną April i wzbił się z nimi w powietrze. Zrobił unik, przed niszczycielskim uderzeniem przeciwniczki.

- Clarisse, kici kici! - zawołałem jej stronę.
Jej oczy zaświeciły się niczym jakiemuś psychopatycznemu kocurowi, który w nocy, zupełnym przypadkiem, dostrzegł zagubioną mysz. Reflektory wydobywające się z jej oczodołów jaśniały niczym biały koń czwartego jeźdźca apokalipsy, który swoim rajdem, zamieniał w proch... wszystko, co tylko miał okazję dostrzec.

Lecący Czarnoksiężnik ujrzał na swojej drodze Nicolette. Arcycesarzowa Tenebris machała rękami w jego kierunku.
Ja zaś... stanąłem twarzą w twarz z Clarisse, dysponującą pełnią swoich umiejętności.
- Wiesz co, skarbie... Tak w zasadzie, mam w nosie zasady tego... twojego śmiesznego projektu. Może i umrę. Może i przestanę istnieć. Może i zawiodę Lily, która odchodząc z tego świata, nakazała mi przede wszystkim przetrwać, a po zostaniu nowym bogiem... przywrócić świat do jego pierwotnego piękna.
Może i zawiodę swoich przyjaciół, którzy przecież na mnie liczą. Może.
Kostka jednak została stworzona przez Ciebie i wnioskuję, że jeśli uda mi się Ciebie pokonać, to zasady rozsypią się w drobny pył. Efektem zmian, wcale nie będzie deszcz, który sprawi, że pod wpływem życiodajnej wody, zapadną się one pod ziemię i za jakiś wykiełkują, ponownie przychodząc na świat.
Spadną bowiem na rozżarzony, wulkaniczny nieświat, który sprawi, że wszelki słuch o nich zaginie.
Wiesz kto ma większe szanse w tej walce? Ta, której i tak wszystko jedno, czy może... Ten, który walczy o swoją obietnicę i o swoich przyjaciół, dla których jest w stanie zrobić praktycznie wszystko?

- STAŃ WRESZCIE DO WALKI. - nie wytrzymała.
Przetarłem delikatnie ręce. Nie minęła chwila, a zajaśniały one niebieskim ogniem, bardzo przydatnym do przypiekania wymarłych neonazistów. Przynajmniej... Arya coś o tym wiedziała.
- Panie przodem! - wykrzyczałem.
Clarisse wykonała ruch skrzydłami i błyskawiczny sposób znalazła się nade mną. Wykonała niemały zamach swoim biczem i całą siłę uderzenia, skierowała w moją stronę.

Odskoczyłem. Niebieskawymi płomieniami stworzyłem coś w rodzaju tarczy, która zablokowała uderzenie przeciwniczki, a później... chcąc nie chcąc, uległa destrukcji.
Przyznam się szczerze, nie miałem najmniejszego pomysłu na walkę z tym czymś. Wiedziałem, jednak, że są tu osoby, które jeszcze na mnie liczą. Wiedziałem, że mam o co się starać. Wiedziałem również, że ten dziad Levi, przecież w jakiś sposób pozbawił tą wredną wiedźmę życia.

Postanowiłem kolejny raz użyć mocy wszystkich swoich zaklęć, tak jak wtedy, kiedy wytworzyłem potężną, miażdżącą falę energii, która wyrażając mój gniew zemsty, sprostała unicestwieniu trzech morderców Lily.
Moje ciało niebawem przybrało kolor ciemnego fioletu. Z czasem przerodził się on w potężną aurę, która z sekundy na sekundę, czyniła coraz to większą ekspansję okolicznych terytoriów.

Kiedy już wytworzyłem sobie skrzydła, wzbiłem się w powietrze i stanąłem centralnie przed Clarisse. W pełni nienawiści, rzuciłem w jej stronę kilka wyzwisk, po czym zdecydowałem się na uderzenie. Całą swoją siłą, wytworzyłem potężną falę energii, która mogła równać się, albo i nawet przewyższać to, czym zaskoczyła nas April.
Skierowałem ją w stronę Kapłanki Tenebris, która w tej sytuacji mogła przypominać feministkę, której jakiś Korwin kazał wnieść pralkę na czwarte piętro.

Energia z czasem przekształciła się w lewitującą w powietrzu kanonadę strzał, które obtoczyły moją przeciwniczkę. Skierowałem je wkrótce w jej stronę i z satysfakcją obserwowałem jak wbijają się w jej ciało, a następnie, w formie bardziej krwawej... z niego wylatują.

Clarrise wciąż, nie bardzo rozumiejąc sytuację, w której się znalazła, przedziurawiona setkami magicznych strzał, nagle pobladła, a po chwili runęła w jedną ze stworzonych niedawno przepaści.
Wiedziałem, że to już koniec walki. Wiedziałem, że już wkrótce czeka nas walka z Neville'm, która wyjaśni losy tego wszechświata. Wiedziałem, że jesteśmy już naprawdę blisko.
Schowałem swoje skrzydła i oparłem się o egzystujące jeszcze w jakiś sposób części tego pomieszczenia. Spojrzałem w stronę Czarnego, Dawida i April... i wtedy osłupiałem.

Arcycesarzowa trzymała miecz przy gardle Czarnoksiężnika, przydeptując nieruszające się już ciała April i Dawida. W okolicy aż roiło się od krwi.
Bez ani chwili zawahania ruszyłem w ich stronę. Czarny wymachiwał w dziwny sposób rękami. Średnio tak w zasadzie go rozumiałem.

I wtedy też niespodziewanie poczułem ostry ból w piersi. Uznałem, że to chęć pomocy i w ogóle pokazania się z jak najlepszej strony, więc biegłem dalej.
W pewnym momencie jednak straciłem równowagę i uderzyłem głową w ziemię. Wtedy też już wszystko było jasne. Z mojej piersi zaczęła sączyć się krew. Ostatnimi siłami, odwróciłem się.
To co dane mi było ujrzeć... załamało mnie.
Spoiler:

- Lily... przepraszam.


So, 5 mar 2016, 21:21
Zgłoś post
Mistrz Administracyjnej Magii
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 24 sty 2009, 15:23
Posty: 1751
Lokalizacja: z Angmaru
Naklejki: 17
Post Re: Deux Ex Machina
Narrator napisał(a):
A więc został sam... jego towarzysze nie żyją... musi walczyć dalej bez pomocy... liczyć tylko na własne umiejętności... i na ewentualną Deus Ex Machinę.
Na chwilę obecną wolał jednak trzymać się opcji a. Niespodziewanie uskoczył w tył od miecza, wykonał salto i uderzył kosturem w ziemię tuż przed nogami przeciwniczki, po czym pochwycił złoty miecz i przebił nim jej gardło.
Następnie odwrócił się do krwawego cienia, skupił się, przypominając sobie zaklęcia i zbierając przedmioty poległych, po czym zamachnął się i ruszył na... coś.

_________________
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


So, 5 mar 2016, 21:43
Zgłoś post
Online
Bezpieczeństwo Forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 7 lis 2009, 14:12
Posty: 2160
Lokalizacja: Koło komputera xD
Naklejki: 7
Post Re: Deux Ex Machina
//modli się, by jeszcze żył
//powoli otwiera oczy
Może jeszcze mam szansę...
April... Nie mogę tego powiedzieć, bo zaraz jełopska Nicolette usłyszy ;/ Ale przecież nie możesz jeszcze umrzeć... Wierzę, że, mimo braku oznak życia, wciąż jesteś w grze...
Tymczasem...
//patrzy na obraz sytuacji
Hm... Z dołu Willow wygląda całkiem przyja... ZNACZY TEN
Czarny obmyślił już plan, ale chyba nie zaszkodzi mu lekko pomóc.
//częstuje arcycesarzową tęposłupem i przypala jej nogi ognistym mieczem
Może zginę. Może już nie żyję. Ale nadzieja umiera ostatnia.

_________________
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.


So, 5 mar 2016, 22:55
Zgłoś post
WWW
Łza Rozjaśniająca Mrok

Dołączył(a): Śr, 23 paź 2013, 17:50
Posty: 9
Naklejki: 0
Post Re: Deux Ex Machina
Gwiazda Nestardiela przestała właśnie świecić. Lord Psychodelii leżał na ziemi, w kałuży własnej krwi. Co doprowadziło go do śmierci? Powiedziałabym, że głównie jego cecha charakterystyczna - brak ostrożności, rozwagi, tysiąc myśli na sekundę.
Wyrzucił w szczelinę Mroczną Maskę Silence'a i nie przewidział tego, że jej ukryta właściwość, uaktywni się w najbardziej niespodziewanym momencie.
Artefakt ten, jak się okazało, mógł przywracać zmarłych do życia. Wstrzymywał rejs Charona po Styksie i kazał im wracać.
Maska znalazła więc Clarisse i pozwoliła jej powrócić do świata żywych.
Kapłanka Tenebris podeszła niebawem w stronę Nicolette.
- Wygrałyśmy, moja służko - stwierdziła, chwiejąc się na nogach.
- Tak jest, moja pani. - odpowiedziała jej Arcycesarzowa.
Czarny próbował wydostać się z objęć swojej napastniczki, ale nie przyniosło to żadnych, zamierzonych efektów. Willow odebrała mu miecz i popchnęła go przed majestat Kapłanki Tenebris.
- Wszystko mnie boli. Nestardiel był naprawdę solidnym przeciwnikiem. Nie mam sił na dalszą walkę. Willow, mam do Ciebie prośbę.
- Jaką?
- Prostą, szybką i w pewnym sensie też zwięzłą. Widzę, że poradziłaś sobie świetnie z April i tym zboczonym kogutem. Widzę krew, jak mniemam... sporo cierpieli.
Przyszła teraz kolej na tego żałosnego nietoperka. Został przy życiu najdłużej, więc spraw, aby jego śmierć była szybka i bezbolesna.
Ja udam się na krótki odpoczynek.
- Rozumiem, moja pani. - powiedziała z pokorą.
Nicolette podeszła do Czarnoksiężnika. Nietoperz próbował przeróżnych zagrań, niekonwencjonalnych ataków i innych ruchów, które mogłyby kolejny, niezliczony już raz, zagiąć rzeczywistość.
Willow jednak zachowywała się jakby mogła przewidzieć jego myśli. Wciąż była przed nim i z wielką rozwagą, robiła wszystko, by nie dopuścić do choć najmniejszego elementu przewagi swojego rywala.
- Moja pani? - zwróciła się w stronę kroczącej w swoim kierunku Clarisse
- Tak?
- Przepraszam, że spytam... Ale nie mam pomysłu na dokonanie jego żywota. Mogłaby pani coś zaproponować?
Clarisse przetarła oczy ręką.
- Myślę, że najlepszą śmiercią jest solidne dźgnięcie w plecy. Umierający z początku nie widzi wodospadu krwi, więc nie ma powodów do paniki. Towarzyszy mu tylko dziwne uczucie ulatującego życia. Kiedy już jakimś sposobem uda mu się dostrzec czerwony kolor, prawdopodobnie wtedy również odpłynie i przestanie myśleć o wszystkim co doczesne.
- Hmm... Masz rację. Przepraszam, że spytałam.
- Rozumiem, nie przejmuj się tym. Wykonaj szybko wyrok i dołącz do mnie.
To ja zamierzam zostać Nowym Bogiem i aby pokonać Neville'a, muszę zregenerować siły. - powiedziała spokojnym, choć zmęczonym głosem.
- Z chęcią, moja pani. Czarnoksiężnik już wkrótce dokona swojego żywota.
Willow ponownie wypchnęła nietoperza przed siebie i kazała mu się nie ruszać. Trzymała w ręku mój Złoty Łuk i maniakalnie się uśmiechała.
- Czarnoksiężniku, radziłabym się nie ruszać. Jeśli zrobisz coś, czego nie chcemy, nie zginiesz przez jedno dźgnięcie mieczem, ale przez setki przeszywających strzał. Chyba nie muszę tłumaczyć, która ze śmierci będzie bardziej bolesną.
- Mhm...
- Czarnoksiężniku, jakieś ostatnie słowo?
- NIGDY, ALE TO PRZENIGDY SIĘ NIE PODDAM!
- Taaa... - stwierdziła z lekką irytacją. - Ale nie odwracaj się, mniej zaboli. - dodała chwilę później.
Nietoperz nie zamierzał słuchać porad swojej przeciwniczki. Był osobą na tyle odważną, że nie mógł przystać na jej warunki. Był wielkim wojownikiem, który nie ustępował, który w walce o swoje ideały był kimś, kogo nie można było w żaden sposób powstrzymać.
Odwrócił się... i wtedy jedna ze złotych strzał... przeszyła na wylot jego skrzydło. Nietoperz osunął się na ziemię i zaczął krwawić.
Próbował wzbjać się w powietrze za pomocą drugiego, jeszcze działającego, ale nie trwało to zbyt długo. Desperackie próby uratowania swojego żywota, zostały skarcone, jak zwykłe, małe dziecko, ukarane surową ręką swojego rodzica.
Kolejna strzała przebiła skrzydło nietoperza i uniemożliwiła mu już całkowicie sztukę latania.
Czarnoksiężnik czuł na swoich barkach oddech śmierci, coś czego wolał już nigdy nie poczuć. To on pragnął zostać nowym bogiem. To on chciał zrobić wszystko, co było tylko w jego mocy, by zbawić świat od złego i stworzyć jego nową wersję, lepszą, piękniejszą, w której to nawet kowboje używają złotych łańcuchów, zamiast lassa.
Słyszał nieustające kroki Nicolette, które z sekundy na sekundę coraz bardziej przybliżały go do śmierci. Robiły się coraz głośniejsze, rosły niczym dźwięki, zwiększające swoje natężenie, były odwrotnością echa, które nigdy nie zamierzało przepaść. Zamiast zanikać, niemiłosiernie mrocznie, zwiększało swoją artykulacje i próbowało zaznajomić go z fenomenem odejścia z tego świata.
Nietoperz myślał o wszystkich, przeżytych do tej pory przygodach. Wiedział, że zawiódł, lecz nie był w stanie się jeszcze z tym do końca pogodzić. Miał świadomość tego, że cokolwiek teraz się stanie, i tak okaże się złem koniecznym. Żaden zły bohater nie uczyni świata lepszym, nie przywróci wartości moralnych, które powinny w nim nieustannie urzędować i być kamieniem węgielnym.
Nicolette była już na wyciągnięcie ręki. Przeczuwał to. Słyszał jej kroki, mógł porównać ich głośność z rytmem bicia własnego serca, które wydawało się wyrywać z piersi.
Kiedy w końcu dostrzegł, że Willow jest już centralnie za nim, odwrócił się jeszcze raz i w ostatnim akcie desperacji, zadał jej cios krwawiącym skrzydłem. Ona jednak... z uśmiechem na twarzy zablokowała go ręką.
Arcycesarzowa Tenebris poklepała nietoperza po głowie i ruszyła za Clarisse. Czarnoksiężnik oniemiał z wrażenia. Nie zginął, żył dalej, wciąż miał szansę na zmianę wszystkiego na lepsze... A Willow... nie miał pojęcia, co ona właśnie zrobiła i co zamierzała zrobić. Był w stanie osłupienia i mógł tylko przyglądać się dalszemu rozwojowi sytuacji.
Nicolette w jednym momencie odrzuciła fałszywą ceremonię skradania się. Ruszyła biegiem za Clarisse i wbiła jej miecz w plecy.
- Willow Nicolette, Co Ty właśnie...
- Dla Twojego zapchlonego majestatu... Leah Blessar. Żadna Willow Nicolette, żadna Arcycesarzowa! Zwykła dziewczyna, matka kilkorga dzieci, wplątana w twoją chorą grę!
- Ale jak Ty... To niemoż... liwe...
- Byłaś zbyt roztargniona, aby sprawdzić, kogo tak naprawdę ożywiłaś, do ponownego marszu ku ciemności. Zapomniałaś o istnieniu duszy, czegoś, czego przenigdy nie da się opętać. Można opętać ciało, można zniszczyć je w setki tysięcy możliwych sposobów, można kierować nim jako naczyniem i robić naprawdę okrutne rzeczy... Ale dusza... nigdy nie może się podzielić.
Uświadomiła mi to walka z Kapralem Levi'm i Mistrzem Paladynów - Silverblade'm.
Ich słowa i wiara w zmianę losu, pokazały mojej duszy, że wciąż ma jeszcze szanse. Pokazały jej, że choć tłamszona była przez setki tysięcy lat, w różnych alternatywach rzeczywistości, w różnych latach, w przeróżnych miejscach i okolicach, to wciąż... istniała!
Kiedy skonałam, stanęłam do niematerialnego boju z tą, która uprzykrzała mi życie przez ten cały czas i... powiem Ci więcej! Zwyciężyłam!
Dobro... moja droga... Zawsze zwycięża!!! - krzyknęła, a po chwili wykonała kolejny zamach. Tym razem jej celem stała się głowa Clarisse. Nastąpiło uderzenie. Bezwładny korpus Kapłanki Tenebris opadł na ziemię, wytrącając przed siebie górującą wcześniej nad nim część. Maska Silence'a pod wpływem potężnego wypływu krwi, rozprysła się na kilkaset malutkich kawałków i przestała tym samym istnieć.
- Gołompku... Obudź się... - wymamrotałam, ciągnąc Dawida za dziób.
- Ej, ała. Co się stało. Wow.
- Wow, w rzeczy samej. - stwierdził Pieseu, wciąż utrzymujący się przy życiu.
- Will... Znaczy Leah... To było naprawdę... - stwierdził Czarny. - Naprawdę dobre! Nie spodziewałem się tego po Tobie.
- Nie jesteś jedynym. - powiedziała z pokorą. Dziewczyna momentalnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej szklaną ampułkę, po czym wsypała sobie jej zawartość do ust.
- EEEEEJ! JAK TO! - oburzył się Dove.
- Miejmy nadzieje, że to witaminki.... - starałam się nie tracić optymizmu. - Too... witaminki, prawda?
- Nie, to trucizna.
- Ejj... Czmu. - nie dowierzał Gołomp.
- Wow... Pieseu taki smutny. Umieranie tak bardzo niemiłe. Wow - stwierdził.
Nicolette, bądź jak kto teraz woli, Leah Blessar, usiadła na ziemi i spoglądała na nas z uśmiechem na twarzy.
- Musiałam to zrobić. W przeciwnym razie, w następnej rundzie, nie mielibyście żadnych szans. - tu się nawet zaśmiała. - Tak, tak. Kolejna runda zakłada obecność maksymalnie trzech żywych istot. Jeśli żyłabym dalej, musiałabym zabić kogoś z was.
A to... nie takie proste. Nie jestem tą samą osobą, która potrafiła zabijać wszystkich z premedytacją, niezależnie od wszelkich okoliczności. Nie jestem morderczynią. Jestem tą samą osobą, którą byłam wcześniej.
- A co czeka nas w kolejnej rundzie? - zapytał Czarny.
- Według Clarisse... Lustrzane odbicia, znacznie silniejsze i znacznie bardziej przypakowane. Nie sądzę, że chcielibyście się mierzyć z moją alternatywną wersją.
- Noo.. masz rację. - stwierdziłam ze smutkiem.
- Mam dla was jeszcze coś. - tu z kieszeni wyciągnęła kolejne trzy ampułki. - To proszki Clarisse, które dawały jej moc witalną i szybką regenerację mocy.
Możecie ich jednak użyć tylko raz i skorzystać z pełni zawartości. Jeśli uchylicie choć najdrobniejszą część, nie zadziałają.
- A... okej. - stwierdził Dove, wciąż nie dowierzając w to, co nie tak dawno się wydarzyło.
Tak... myślę, że sposób budzenia również mu zapadł w pamięć... Mam nadzieję, że kiedyś to zapomni.
- Patrzę tak na was i wiem, że uda wam się zrobić to... czego pragniecie - powiedziała, wciąż tym samym ciepłym głosem, a na jej twarzy wciąż rysował się miły uśmiech.
- Ale... musicie jeszcze o czymś ghy... khmm... wie... dzieć - trucizna ewidentnie zaczęła działać, a Leah zostały ostatnie sekundy życia. Zarówno ona, jak i my... Byliśmy tego świadomi...
- CO CHCESZ NAM POWIEDZIEĆ?! CZY TO COŚ WAŻNEGO?! - próbował dowiedzieć się Czarny.
- Ja... ghy... wcale... nnn.. - tu przerwała. Leah osunęła się na bok, a jej spojrzenie w jednym momencie zgasło.
- .... - oburzył się Czarny, w charakterystyczny dla siebie sposób.
W pewnym sensie jednak, tak jak my, cieszył się na duchu. Wiedział, że Arcycesarzowa Tenebris, przestała już być złą, bezwzględną istotą i wróciła do tej samej osoby, jaką była wcześniej. Zrozumiał, że nawet w najmroczniejszej duszy, kiedyś może zajaśnieć biała gwiazda nowego jutra, która w drobny pył zmaże całą ciemność i wyrządzone przez tą osobę zło.
Wiedział, że Leah zakończyła swoje niewolnicze cierpienie i wróciła tam, gdzie znajdowały się jej dzieci... wróciła do gwiazd, do wspomnień, to kosmicznego pyłu, zwanego niebytem, który oczekiwał na ponowne wskrzeszenie wszechświata.
- Mwa... Mwaha ha ha... - Dobre sobie. Udało wam się ukończyć 10 rundę Deus Ex Machina.
- WOOOT?! ALE JAK TO MOŻLIWE?! - oburzył się Czarny.
- To Clarisse nie była głosem Deus Ex Machina?
- Nie. - stwierdził głos. - Czarnoksiężniku, Dawidzie i April... przed wami jeszcze sporo niespodzianek, z którymi dane będzie wam się zmierzyć. Czy im sprostacie... zobaczymy. Teraz, proszę o dobranie przedmiotów, które zdobyliście w tej planszy.
Po kilku protestach i niezliczonych bluzgach, właściwie od nas wszystkich, w końcu zdecydowaliśmy się na podział łupów.
Wyglądał on tak w zasadzie inaczej, w końcu Clarisse już nie żyła i nie było potrzeby na bawienie się w zasady jej chorego konkursu.
Potwierdził to wkrótce głos. Zebraliśmy rzeczy, które należały do naszych poległych przyjaciół i podzieliliśmy je na nas troje. Wyszliśmy oczywiście z założenia, że ich baza i dobór będzie zawsze do naszej dyspozycji i zawsze zaistnieje okazja do wymienienia się jakąś bronią, wzięcia innej, nowej, czy czegoś w tym stylu.
Jeśli chodzi o przeciwników z tej planszy: Czarnoksiężnik zdobył niszczycielski bicz, należący wcześniej do Clarisse, a także odebrał jej skrzydła.
Dove pochwycił zbroję Arcycesarzowej i jej potężny miecz. Ja zaś, najbardziej skromnie, choć w sumie... nie do końca... Zapakowałam do swojej wodnej strzelby łuski Crowleya, pozwalające na zianie antymaterią.
Juuuż nie mogę się doczekać nowegooo polowaaankaa!!!! 1 2 3 4 5 6... Okej, przepraszam. Już mi lepiej.
Po zaaplikowaniu pigułek, które poleciła nam Doktor Leah, wróciliśmy do wcześniejszego stanu zdrowia. Było lepiej... Znacznie lepiej.
- Panowie, przed nami kolejna misja. Weźmiemy się w garść i damy radę, prawda? - chciałam się upewnić.
- Pewnie! - ucieszył się Dawid, wciąż szczerząc się na mój widok
- Musimy... - odburknął ponuro Czarny.
- Za Doktora i Nesta? - wyciągnęłam dłoń do przodu
- Za przyjaciół - odpowiedzieli niemal równocześnie dwaj panowie, dokładając swe kończyny do mojej.
W końcu przeszliśmy przez drzwi do następnej rundy.
I... faktycznie. Było cholernie dziwnie...

- DIZEL JA CIĘ ZABIJE! - stwierdził Czarny
- DIZEL JA CIĘ ZABIJE! - zawtórował mu Dawid
- Nie wiem kim jest Dizel... Ale chyba też go zabiję... Ja... Mam brodę!!!![/spoiler]


N, 6 mar 2016, 00:30
Zgłoś post
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.   [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB! © 2000, 2002, 2005, 2007, 2010, 2013, 2019 phpBB Group.
Designed forum urobiony przez STSoftware dla PTF.
Tłumaczenie skryptu od phpBB3.PL